2023-01-01 14:16 Lech Poznań , fot. Adam Ciereszko

"Lech od kulis". Dziesięć dni u rywala

Wciąż w sprzedaży jest książka "Lech od kulis" autorstwa Macieja Henszela. Na 256 stronach rzecznik prasowy Kolejorza zaprasza za kulisy i wyciąga na światło dzienne historie, o których mało kto słyszał, które były w wielu przypadkach owiane tajemnicą. Przedstawia czarno na białym, jak kształtowały się dzieje Poznańskiej Lokomotywy i jego zawodników, głównych bohaterów tej opowieści. Poniżej na zachętę do sięgnięcia po lekturę jedna z nich.

Książkę kupisz tutaj >>>

Dziesięć dni u rywala

"W ostatnim sparingu chyba się zaczęli domyślać, że są śledzeni, bo nagle pozamieniali piłkarzom numery koszulek. Ale to była dla mnie łatwizna, bo każdego znałem już na wyrywki".

Kolejorz po wywalczeniu tytułu w 2015 roku czekał na pierwszego przeciwnika w eliminacjach Ligi Mistrzów, w końcu padło na FK Sarajewo.

- Trzeba by pojechać zobaczyć tych Bośniaków - rzucił temat trener Maciej Skorża.
- Tak, tak, wiem że grają 2-3 sparingi. Podjadę na te mecze - oznajmił Marcin Wróbel, który był wtedy analitykiem w pierwszej drużynie mistrzów Polski.
- Eeee, nie tylko na sparingi. Jedź do Sarajewa na cały ich obóz.
- Rozumiem, że trener żartuje?
- Absolutnie nie! To może być dla nas bezcenna wiedza. Jedź, jedź.
- OK, spróbuję ustalić, gdzie się wybierają.

To właśnie pokazuje cały perfekcjonizm szkoleniowca. On doskonale wie, że nie można zaniedbać żadnego szczegółu, że trzeba znać wszystkie szczegóły, że trzeba być gotowym na każdą ewentualność, nic nas nie może zaskoczyć. A kwestie banku informacji jawią się tutaj wręcz jako priorytetowe.

Sam mam takie przykłady. Pierwszy z brzegu. Finał Pucharu Polski na Stadionie Narodowym w 2022 roku. Lech trenuje dzień przed meczem, zajęcia są otwarte dla mediów tylko przez kwadrans. Wychodzą, zespół zostaje zupełnie sam tylko ze sztabem. Na boisku jest jeszcze Bartosz Salamon, który został zabrany do Warszawy, ale tylko w roli "straszaka". Było jasne, że nie będzie w stanie jeszcze zagrać ani minuty. Towarzyszy jednak kolegom i ma za zadanie trochę zamieszać w szeregach przeciwnika. Niech zastanawiają się czy rosły obrońca może wyjść na boisko. Po kilku minutach trener sygnalizuje, żebym podszedł: - Panie Macieju, tam na piętrze w tych lożach mam wrażenie, że ktoś jest. Mógłbym pana prosić o sprawdzenie - mówi Skorża.

Wdrapuję się po schodach na poziom, gdzie są miejsca VIP. Steward przekonuje mnie, że na pewno nikogo nie ma i nie było, bo tam jest od środka zamknięte i nikt nie miałby szans się prześlizgnąć. "OK, fałszywy alarm" - myślę i zapewniam szkoleniowca, że wszystko jest w porządku. Ale nie traci on czujności ani na moment.

Wracamy do FK Sarajewo, które wybrało się na zgrupowanie do Słowenii na dziesięć dni. Mistrzowie Polski ruszali do Gniewina, a w tym samym czasie analityk Marcin Wróbel podróżował na południe. To był słoweński kurort, więc spokojnie mógł wcielić się w rolę turysty, który zakwaterował się w tym samym hotelu. Codziennie jadł śniadanie, obiady i kolacje w tej samej restauracji, co Bośniacy. I tak przez dziesięć dni. Na stadion, gdzie odbywają się treningi wejście nie może, ale okoliczne krzaki zapewniają doskonałą kryjówkę. Przed pierwszym sparingiem dowiedział się, że jest on zamknięty dla postronnych osób. Poprosił o pomoc przyjaciela ze Słowenii i ten pojechał z nim. Siadają na pewniaka, wyciągają kamerę i zaczynają filmować. Zjawia się niemal natychmiast kierownik Sarajewa i pyta: "co wy tutaj robicie?". Gdyby Polak się odezwał, to byłby koniec konspiracji, ale z opresji wybawia go dobry znajomy.

- To jest trener, który chce poszerzać swój warsztat i obserwuje różne kluby oraz stosowane przez nich rozwiązania taktyczne - wyjaśnia na szybko i trafia z tym argumentem na podatny grunt. Także dwie towarzyskie gry filmuje oficjalnie, problem jest tylko z trzecią. Bo FK chce przećwiczyć warianty na dwumecz z Lechem, więc robi mecz z cyklu tajne/poufne. Musi się schować na wzgórzu za drzewem, ale daje radę wyłapać wszystkie potrzebne informacje. Choć Bośniacy musieli zacząć podejrzewać, że są szpiegowani, bo na boisku zamienili numery na koszulkach wszystkim piłkarzom. Nagle zagrali z zupełnie innymi. Ale to żadna przeszkoda, znają się z hotelu, z treningów, z poprzednich towarzyskich konfrontacji. Właściwie ekipa z Bośni nie stanowi już dla niego żadnej tajemnicy. Przywozi materiał filmowy taki, że Skorża jest w siódmym niebie. Uważa, że zna wszystkie szczegóły dotyczące gry rywala. Na boisku potwierdza to rezultatami, bo na wyjeździe wygrywa 2:0, a przy Bułgarskiej w rewanżu 1:0.

Jeśli ktoś myśli w tym momencie, że Lech postanowił być nie fair, to niech zda sobie sprawę z tego, że każdy dzisiaj właściwie tak robi. Banki informacji w klubach są coraz szersze. Taki Sporting Braga w 2011 roku wysłał autem dwóch wysłanników do Hiszpanii, gdzie przebywali lechici. Nie mogli wjechać aż pod same boisko, gdzie ekipa Bakero trenowała, więc wykorzystali ukształtowanie terenu. Płyta treningowa była w niecce na dole, dojeżdżało się taką górską serpentyną. Wystarczyło stanąć na wzgórzu, wyjąć lornetki i w dole widać było wszystko jak na dłoni.

Nawet Franciszek Smuda, który nie przywiązywał wielkiej wagi do tego, jak gra przeciwnik, a skupiał się raczej na swojej ekipie, pokusił się o analizę gry rywala. W 2008 roku w Pucharze UEFA lechici grali z Chazarem Lenkoran. Razem z kolegą z "Gazety Wyborczej" sprawdziliśmy, że ekipa z Azerbejdżanu jest również w Austrii na zgrupowanie i powiedzieliśmy o tym trenerowi. - Mowlaj - zwrócił się do kierownika Łukasza Mowlika – spójrz gdzie to jest i pojedziemy na sparing.

Okazało się, że trzeba pokonać w jedną stronę 450 kilometrów, ale nie zrobiło to na Franzu wrażenia. Jak to nie on, był mocno nastawiony, żeby podejrzeć Azerów, o których zaczęły krążyć legendy, że są niezwykle silni. Pojawiały się przydomki o "Chelsea Kaukazu" i krążyły w powietrzu kwoty budżetowe, które robiły wrażenie. Raz był blisko rozszarpania w drodze kierownika, kiedy ten za tunelem skręcił na autostradzie nie tam, gdzie powinien, co wydłużyło podróż o dobre 45 minut. Ale w końcu dojechał na miejsce. Tam zorientował się, że przecież pojechał w swoim stroju roboczym, czyli dresie Lecha. Z tego powodu przez cały sparing siedział na ławeczce tak, że dłoń miał położoną na klatce piersiowej i w ten sposób zasłaniał herb. Nie chciał być bowiem rozpoznany jako szpieg z krainy Kolejorza.

Chyba Chazar go nie zachwycił, bo po końcowym gwizdku sędziego stwierdził krótko po swojemu: - Eeee tam, szkoda czasu, op… ich.

Polecamy

Newsletter

Zapisz się do newslettera

Więcej

KKS LECH POZNAŃ S.A.
ul. Bułgarska 17
60-320 Poznań

Infolinia biletowa:
tel.  61 886 30 30   (10:00-17:00)

Infolinia klubowa: Tel: 61 886 30 00
mail: lech@lechpoznan.pl
Biuro Obsługi Kibica

Chcemy, aby korzystanie z naszych stron było dla Ciebie przyjazne. W tym celu staramy się dopasować treści oraz prezentowane reklamy do Twoich zainteresowań i preferencji. Jest to możliwe dzięki przechowywaniu w Twojej przeglądarce plików cookies oraz przetwarzaniu gromadzonych za ich pośrednictwem danych osobowych przez nas i naszych partnerów. Przez dalsze, aktywne korzystanie z Serwisu, bez zmian ustawień przeglądarki, wyraziłeś na to zgody.
Dowiedz się więcej >

Zamknij