Skoro Lech Poznań poznał już swoich wszystkich rywali w fazie zasadniczej Ligi Europy, pora najwyższa rozpocząć śledzenie poczynań klubów, z którymi Kolejorz zmierzy się w nadchodzących miesiącach. Wracamy z cyklem "Akcja obserwacja", a w jego pierwszym odcinku opowiemy o ostatnich meczach europejskich przeciwników Niebiesko-Białych.
Crystal Palace, na którego tle mistrzowie Polski sprawdzą się na start zmagań w Lidze Europy podejmował w piątek jednego z największych gigantów Starego Kontynentu, Manchester City. Drużyna Pierre’a Sage’a nie może zaliczyć startu sezonu w Premier League do udanych, bo po ubiegłotygodniowej porażce z Evertonem także i teraz nie udało się otworzyć dorobku punktowego. W starciu z The Citizens stołeczny zespół dał się zaskoczyć aż cztery razy, a efektowny gol strzelony przez niego po rzucie wolnym ostatecznie miał jedynie wymiar honorowy.
Dobrze minionego weekendu wspominać nie będą także gracze mistrza Niemiec z roku 2025, Bayeru Leverkusen. Przy okazji inauguracji walki o ligowe punkty ekipa zza naszej zachodniej granicy musiała obejść się smakiem w wyjazdowej konfrontacji z beniaminkiem Bundesligi, Elversbergiem. O wszystkim zdecydowała pierwsza połowa oraz start drugiej, bo krótko po zmianie stron gospodarze zdobyli trzecią bramkę. Trafienia Patrika Schicka oraz Christiana Kofane spowodowały emocje w końcówce, ale tego dnia Aptekarze udali się do domów z dużym poczuciem niedosytu.
W przeciwieństwie do Crystal Palace, Sunderland zdołał odpowiednio zareagować na niepowodzenie z 1. kolejki Premier League przeciwko Ipswich. Sześciokrotni mistrzowie Anglii stoczyli wyrównany bój na Stadium of Light z londyńskim Fulham, a o sprawie przesądził szybki atak w drugiej części gry oraz zimna krew wprowadzonego z ławki Wilsona Isidora. Była to zasłużona wygrana Czarnych Kotów, który oddali więcej strzałów na bramkę (4-0) oraz wykreowali od gości więcej wielkich szans (4-2).
Po raz dziewiąty w trwającej kampanii wyszli na boisko piłkarze Benfiki, którzy w poniedziałkowy wieczór na Estádio da Luz rywalizowali w ramach Primeira Liga z Estoril. Po przejściu bez większych problemów trzech rund eliminacji do Ligi Europy podopieczni Marco Silvy dopisali do swojego konta drugie ligowe zwycięstwo, dzięki czemu awansowali na piąte miejsce w tabeli. Mają jednak w perspektywie do rozegrania jedno starcie więcej od czołówki, a zaległości w postaci pojedynku z Moreirense odrobią w środę, 9 września.
Royale Union Saint-Gilloise nie udało się szturmować z powodzeniem bram Ligi Mistrzów, ale już start w belgijskiej Jupiler League w ich wykonaniu jest co najmniej niezły. Drużyna z brukselskiej dzielnicy Forest ma bowiem na swoim koncie siedem "oczek" po trzech rozegranych spotkaniach, a w niedzielę rozbiła na własnym terenie w derbach Anderlecht 3:0. W środę czeka ją z kolei wyjazdowa konfrontacja z St Truiden, natomiast w sobotę wyjazd na teren aktualnego lidera tabeli, Charleroi.
Podobnie jak Lech Poznań, od lipca bardzo intensywny kalendarz gier mają gracze Ferencvarosu. W weekend stoczyli dwunasty oficjalny bój w tym sezonie, ogrywając Puskas Academy 2:1 po wymianie ciosów w drugiej części gry. Po wygranej z ekipą przewodzącą stawce wicemistrzowie Węgier awansowali na siódme miejsce. W dalszym ciągu bez oficjalnego zwycięstwa pozostają w tych rozgrywkach z kolei gracze Torreense, które występuje na drugim portugalskim szczeblu rozgrywkowym. W sobotę ponieśli dotkliwą domową przegraną z rąk Vizeli (0:3), a po czterech ligowych meczach plasują się na szesnastej lokacie.
Niedawno zdobyty superpuchar Grecji, 5:0 w dwumeczu w fazie play-off Ligi Europy z CSKA Sofia, w międzyczasie jeszcze pewne 2:0 u siebie z Volos. Start OFI Kreta w tej kampanii przebiegał w pełni po myśli kibiców tego klubu aż do minionej soboty, kiedy to zawodnicy siódmego zespołu zeszłego sezonu udali się na pojedynek z Arisem. Podopieczni Christosas Kontisa ulegli 1:2, a gol strzelony w doliczonym czasie gry przez Kenana Kodro zmienił wynik tylko i wyłącznie kosmetycznie.
Zapisz się do newslettera