Lech Poznań zagra na wyjeździe z Górnikiem Zabrze. Kolejorz wraca na stadion, gdzie wywalczył pierwsze mistrzostwo Polski. Wielokrotnie opisywane, wielokrotnie wspominane. Takich pięknych historii jednak nigdy za wiele, więc zrobimy to jeszcze raz - tym razem posiłkując się fragmentem z książki Macieja Henszel "Lech od kulis. Dziesięciokrotni mistrzowie".
19 czerwca 1983, krótko przed godziną 19. Sędzia Jerzy Hołub z Warszawy zagwizdał po raz ostatni. Mecz Górnika Zabrze z Lechem Poznań dobiegł końca, piłkarze Kolejorza wyrzucili ręce w górę, niektórzy padli ze zmęczenia, które po chwili ustąpiło wielkiej euforii. Stało się! Lechici po raz pierwszy w historii wywalczyli mistrzostwo Polski! Na trybunach było osiem tysięcy kibiców, a wśród nich - to dane szacunkowe - znacznie ponad pięć tysięcy z Poznania i Wielkopolski.
Zespół zszedł do szatni, a bohater tego ostatniego starcia, ale też całego sezonu, medalista Mistrzostw Świata 1982 - Janusz Kupcewicz, który rok wcześniej dał się namówić - używając poznańskiej gwary - poznańskim prywaciorzom, czyli przedsiębiorcom, na przenosiny do Poznania, zapukał do drzwi szatni sędziów. Chwilę wcześniej strzelił dwa gole, dał wygraną 2:0 i upragnione złoto. Chciał podarować arbitrom koszulkę, ale szybko mu to wybił z głowy kierownik drużyny, bo miałby zdekompletowane stroje.
- Powrót z Zabrza? Czuliśmy się jak papież w papamobile - uśmiecha się bramkarz Piotr Mowlik. I to porównanie nie jest o tyle na wyrost, że akurat do Polski z drugą pielgrzymką do ojczyzny przyleciał papież Jan Paweł II. Zresztą nazajutrz rano po mistrzostwie odprawiał mszę świętą na Łęgach Dębińskich, podczas której beatyfikował matkę Urszulę Ledóchowską. Zgromadziło się wówczas 1,2 mln osób! Lechici niewiele wcześniej wrócili do domów…
[…] Pozostał wyjazd do Zabrza, było jasne, że wygrana to tytuł. - Proszę sobie wyobrazić, że dojeżdżamy tam, a w hotelu gratulują nam Mistrzostwa Polski, ludzie, którzy kibicują Górnikowi, ściskają nam dłonie i mówią, że słusznie to my zdobyliśmy złoto. W naszych szeregach konsternacja, o co chodzi, byliśmy skołowani - dzieli się wrażeniami Mariusz Niewiadomski. Potem ktoś w ekipie w końcu przypomniał, że kiedy Lech spadał z I ligi w 1957 roku, to ograł murowanego faworyta, Gwardię Warszawa w stolicy 1:0, co utorowało drogę Zabrzan do ich pierwszego, historycznego majstra. I na Górnym Śląsku to pamiętali, stąd nie zamierzali mocno stawiać się Kolejorzowi. Jest nawet historia, że kiedy ekipa Łazarka weszła na kolację, to witał ich transparent o treści: „Witamy mistrzów Polski’. Nie znajduje to jednak potwierdzenia w faktach, żaden z piłkarzy nie przypomina sobie takiej formy wyrażenia gratulacji. Słowne owszem, ale wypisane - nie.
Po sezonie wyszła broszurka pod tytułem: "KA-KA-ES MISTRZEM JEST!". Tam redaktor Stanisław Garczarczyk wydarzenia z Zabrza relacjonował w ten sposób:
- Dziewiętnastego czerwca o godz. 18.14 mundialowiec i aktualny reprezentant Polski, Janusz Kupcewicz chytrym strzałem w dolny róg zmusił do kapitulacji bramkarza Górnika Zabrze - Eugeniusza Cebrata. W tej jednej, jedynej, niepowtarzalnej chwili na szczycie ligowej tabeli nastąpiło decydujące przesunięcie. W rozgrywanym równolegle łódzkim meczu Widzew - Zagłębie już nieważne było iloma bramkami obrońcy tytułu prowadzą. Nawet 10 czy 20 goli nie mogło zmienić sytuacji. Nowym mistrzem Polski w najpopularniejszej dyscyplinie sportu - futbolu, po raz pierwszy w swej 61-letniej historii został Kolejowy Klub Sportowy Lech!
Sensacyjne rozstrzygnięcie (po rundzie jesiennej Poznaniacy zajmowali dopiero szóste miejsce w tabeli) spowodowało w grodzie Przemysława prawdziwy szał radości.
Od 19 lat z reporterskim notesem włóczę się za piłkarzami Lecha po kraju. Byłem przy nich w chwilach radości (np. podczas meczu z Gwardią Warszawa, gdy spadkowicze pokonali niemal stuprocentowego mistrza Polski) i bardzo złych czasach (gdy wegetowali w III lidze), nigdy jednak nie widziałem podobnych aktów przywiązania i wierności.
W dniu decydującego meczu Śląsk od rana zalewały strugi deszczu. Rzęsista ulewa nie przeszkodziła kibicom w piątek rano odśpiewać na progu hotelu, w którym mieszkali poznańscy zawodnicy: Ka-Ka-Es mistrzem jest! Ten sam chór, powiększony do blisko 5 tysięcy osób, opanował po południu trybuny stadionu Górnika Zabrze. Nie ulega wątpliwości - podkreśliło to wielu komentatorów - że wspaniali kibice mają swój wielki udział w końcowym sukcesie.
Znany ongiś piłkarz Roman Lentner, w którego towarzystwie oglądałem "mecz o wszystko", z podziwem powtarzał: "Takich kibiców nie ma nikt w Polsce. Nie dziwię się, że coraz więcej młodych piłkarzy chce grać w waszej drużynie. Wygraliście z Widzewem nie tylko na boisku" - czytamy.
Dziennikarze nie mieli wówczas łatwego zadania. Musieli nadać sprawozdanie do swoich redakcji, a do dyspozycji mieli… jeden telefon. Każdy po kolei wykręcał numer i dyktował. Do tego jednego aparatu było sześciu chętnych. Co się działo zaraz po końcowym gwizdku? Tutaj kapitalnie opisał to redaktor Stefan Szczepłek z Piłki Nożnej. Przeżyjmy to zatem jeszcze raz:
- Łazarek wyleciał w górę, Okońskiemu roztopiły się oczy. Stare chłopy rzuciły się sobie w objęcia jak na "Love story" albo na lotnisku. Chłopcy z Zabrza, którzy nie pamiętają Lubańskiego, warowali przed szatnią, żeby zdobyć autografy nowych mistrzów Polski z Poznania. Na stadionie, na którym jego gospodarz był mistrzem dziesięć razy! Jacek Bąk podpisał się na wydatnym brzuchu jednego z kibiców, słynnych dobroczyńców klubu przydających mu otoczkę klubu zachodniego lub naszego, ale sprzed lat. Teodor Napierała, który wcześniej walczył na tym stadionie z oldboyami Górnika rozczulił się jakby sam ten tytuł zdobył.
Hieronim Barczak jedyny, rodowity poznaniak w zespole sam sobie nie mógł się nadziwić, że zdobył mistrzostwo aż 10 lat po debiucie w ekstraklasie. Janusz Kupcewicz z dumą podkreślał, iż jest to jego pierwszy tytuł mistrza Polski, a przed laty, kiedy o nim marzył nie przypuszczał, że zdobędzie go z Lechem. Bogusław Oblewski dziękował losowi, że kiedyś bez żalu oddali go do Lecha z Legii. Józef Szewczyk pozornie spokojny - tłumaczył, że przecież spodziewali się tego tytułu, ale nie może sobie darować, że niedawno odpadli z rozgrywek o Puchar Polski. Józef Adamiec z Krzysztofem Pawlakiem już jako mistrzowie rozprawiali o swoich krótkich, reprezentacyjnych karierach. Prezesi Bogdan Zeidler i Hilary Nowak odbierali dziesiątki gratulacji i nie mogli się opędzić także i od nieznanych sobie kibiców rzucających im się w ramiona.
Górnik Zabrze
Lech Poznań
Crystal Palace F.C
Lech Poznań
Zapisz się do newslettera