2020-04-17 13:13 Maciej Markiewicz

Zapomniani lechici: Franciszek Bródka

W ramach cyklu "Zapomniani lechici" wspominamy dzisiaj trenera, który po II wojnie światowej zrobił bardzo dużo dla istnienia Lecha Poznań oraz który jako szkoleniowiec wprowadził po raz pierwszy zespół z Dębca do najwyższej klasy rozgrywkowej. Wspomnieniami na temat pana Franciszka Bródki ponownie dzieli się z nami pan Maciej Markiewicz.

Dzisiaj postaram się przybliżyć postać, której nie poznałem osobiście, ale która była bardzo ważna dla powojennej odbudowy przyszłego Lecha. A skoro nie poznałem pana Franciszka Bródki osobiście, to wielokrotnie będę posiłkował się cytatami osób, które tę przyjemność miały. Na początek chciałbym przytoczyć słowa Janusza Gogolewskiego z 2004 roku. "Po okresie II wojny światowej w mieście budziło się nowe życie, w tym życie sportowe. Wojna przynosiła wiele dramatów, w związku z tym nie przeżył jej np. pan Józef Kunert, który był kierownikiem drużyny "Dębca" z lat okupacji." Jednak już od siebie muszę dołożyć, że pomimo tych przeciwności byli ludzie, którzy jak najszybciej chcieli odbudować klub, który do dzisiaj rozgrywa mecze na stadionie przy ulicy Bułgarskiej. Jednak w opowieści o naszym dzisiejszym bohaterze cofnijmy się najpierw do lat 30-tych.

Franciszek Bródka w latach przedwojennych był piłkarzem, a z tej roli pamiętał go bardzo dobrze właśnie Janusz Gogolewski. "Byłem mieszkańcem dalszej części Łazarza, ponieważ mój ojciec miał piekarnię mieszczącą się na narożniku ulic Chociszewskiego i Reymonta. W związku z tym bardzo często chodziliśmy na mecze łazarskiej Korony, a właśnie w niej grał późniejszy trener Lecha, czyli Franciszek Bródka." Boisko tego zespołu było usytuowane w Parku Kasprowicza, można by określić, że stało między obecną Areną, a wspomnianą wyżej ulicą Reymonta. Dla m.in. Janusza Gogolewskiego czas wojny były czasem, z którego ci młodzi chłopcy nie posiadali aż takich złych wspomnień jak osoby dorosłe. Jak sam mówił: "Bawiliśmy się naszym życiem i składało się ono także ze sportu, a przede wszystkim piłki nożnej. Spotykaliśmy się w Parku Kasprzaka (obecny Park Wilsona -przyp.red.). W rejonie palmiarni mieliśmy nieformalne boisko, na którym grałem z wieloma kolegami, a wśród nich był m.in. Florian Wojciechowski, z którym przez lata występowałem później w barwach Lecha. Pewnego dnia, a było to popołudniu w lutym 1945 roku, pojawił się na naszym boisku pan, którego rozpoznałem. Był to Franciszek Bródka, były piłkarz Korony, który przerwał nasz mecz prosząc, żebyśmy chwileczkę posłuchali to co chciał nam przekazać. Powiedział tak: z waszego grona widzę co najmniej dwóch chłopaków, których chciałbym zobaczyć na jutrzejszym treningu, który poprowadzę na stadionie w Dębcu. Tam gra Kolejarz. Takich użył słów i zwrócił się bezpośrednio do Florka i do mnie. Nazajutrz byliśmy na naszym pierwszym treningu KKS-u Poznań."

Franciszek Bródka prowadził właśnie te pierwsze powojenne zajęcia sportowe i przygotowywał drużynę, która jako "Dębiec" miała początkowo dokończyć przerwane przez Niemców rozgrywki o mistrzostwo Poznania, a następnie walczyć już o coś więcej. Teraz chętnie oddam głos panu Władysławowi Sobkowiakowi, który był właśnie przedstawicielem Dębca, a nie Łazarza. "Z naszej grupy dębieckiej było przynajmniej piętnastu kandydatów do gry w pierwszym zespole Lecha, który miał się sposobić do eliminacji krajowych o wejście do pierwszej ligi. Ja oraz Florek i Janusz byliśmy najmłodszymi kandydatami. Kadrę pierwszego zespołu przygotowywał pan Franciszek Bródka mający bardzo duże wsparcie Antka Skowrońskiego, który później niestety nie mógł już być czynnym zawodnikiem, bo miał bardzo poważną kontuzję kolana. Pan Bródka zorganizował najlepszych graczy z rejonu Łazarza, a dębiecką ferajnę zebrał Antek, przy dużej aktywności Edka Białasa, Teodora Anioły i Mietka Tarki". W tych pierwszych powojennych latach pan Skowroński był jeszcze czynnym zawodnikiem, a pan Bródka pełnił rolę osoby od wszystkiego, czyli był zarówno trenerem, opiekunem tej drużyny, jak i kierownikiem. Jednak już w sierpniu 1946 roku został zastąpiony w roli szkoleniowca przez pochodzącego z Jugosławii Vanko Kamenara, którego można spolszczyć na Kamieniarza. Później piłkarze opisywali go jako atletę o sylwetce boksera. W ich przekonaniu mógł być on nadal aktywnym piłkarzem, ponieważ na treningach umiał bardzo wiele rzeczy pokazać. Jednak ostatecznie jego zespół przegrywa walkę w rozgrywkach regionalnych z Wartą i marzenia o I lidze KKS musi odłożyć na kolejny rok. W związku z tym w lutym 1947 roku do funkcji trenera ponownie wraca pan Franciszek Bródka, który oczywiście cały czas był przy zespole jako kierownik.

KKS Poznań - jesień 1945 roku. Od lewej: Antoni Skowroński, Henryk Skromny, trener Franciszek Bródka, Mieczysław Tarka, Stefan Marciniak, Tadeusz Skowroński, Tadeusz Walkowiak, Eugeniusz Gunther, Zygmunt Wesołowski, Ryszard Wojciechowski, Dominik Chudzicki, Stanisław Atlasiński.

W tym czasie, jak mówił mi pan Antoni Skowroński, na Dębcu było zarejestrowanych aż 245 piłkarzy i każdy z nich marzył o dotarciu ostatecznie na trening pierwszego zespołu. W tym czasie Kolejarze rozpoczynają drugie podejście eliminacyjne do I ligi, które tym razem kończy się sukcesem. KKS awansował do I ligi po raz pierwszy w swojej historii, a wszystko to stało się pod czujnym okiem trenera Franciszka Bródki. Jednak początkowe wyniki w najwyższej klasie rozgrywkowej nie były zadowalające i jego rolę przejął kolejny szkoleniowiec z zagranicy. Tym razem był to Marcel Demeunynck. Ten Francuz miał dostać pracę w Warszawie, w jednym ze stołecznych klubów, być może chodziło o Polonię, która też miała kolejowy rodowód. Antek Skowroński opowiadał mi: "Mieliśmy przed wojną węgierskiego szkoleniowca, który się sprawdził. Był to Laszlo Marcai. W związku z tym po wojnie również myślano o zagranicznym trenerze". Stąd pojawił się temat Kamenara, a później Demeunyncka, który po pracy w Poznaniu odszedł właśnie do stolicy. Oczywiście cały czas z boku wspomagał go pan Bródka. Francuski szkoleniowiec dosyć szybko opuścił Poznań, a w tym czasie bardzo ważną postacią był pan Antoni Boettcher - były piłkarz, który zaraz po wojnie był trenowany przez naszego bohatera. Ponownie pan Bródka musiał oddać pozycję komuś innemu, ale nigdy nie obraził się na to, że tak często był przesuwany z funkcji na funkcję.

W 1950 roku sięga on po swój największy sukces trenerski. Jako jedna część duetu trenerskiego stworzonego z wyżej wspomnianym Boettcherem, Franciszek Bródka doprowadził poznaniaków do miejsca medalowego w I lidze, co było powtórzeniem wyniku z zeszłego roku. Jednak już w 1949 roku, kiedy Kolejarze po raz pierwszy w swojej historii sięgnęli po brąz mistrzostw Polski, można powiedzieć, że nasz dzisiejszy bohater pełnił rolę nieformalnego drugiego trenera i przez cały sezon pomagał Boettcherowi. Ponieważ jako zawodnik Korony był napastnikiem to na treningach prowadził zajęcia strzeleckie, a za całą taktykę i sposób gry zespołu odpowiadał już pierwszy trener. Jednak piłkarze po latach bardzo dobrze wspominali pracę z panem Franciszkiem. Miał on w ich opinii bardzo dobre czucie piłki. Nie był impulsywny, był delikatny, ale miał ciekawe spostrzeżenia, które odnotowywał sobie w notesie i którymi dzielił się później w trakcie przygotowań do meczów. Jego rola osoby, która jest bardzo blisko pierwszego zespołu wygasa w połowie lat 50-tych, bo wtedy skupia się on już bardziej na pracy z młodzieżą. Tutaj należałoby przypomnieć historię o Janie Kaczmarku i o tym jak po strzeleniu kilku goli Lechowi do drzwi jego domu zapukał właśnie pan Franciszek i namawiał jego rodziców na przeniesienie go na Dębiec. W związku z tym oddajmy głos Janowi "Franciszek Bródka był jak ojciec. Tak jak on położył rękę na ramieniu, poklepał, budował atmosferę i był dobrym duchem drużyny". Był on bezgranicznie oddany Lechowi i potrafił brać bezpłatne urlopy w swojej pracy, byle tylko pojechać i namówić kogoś na grę w Kolejarzu. Niestety nie pożył za długo, zmarł w 1957 roku i nawet nie doczekał się momentu, kiedy klub z Dębca stał się formalnie Lechem Poznań.

Na koniec chciałbym ponownie oddać głos Antoniemu Skowrońskiemu, który przejął po panu Bródce rolę kierownika zespołu i pełnił ją przez wiele, wiele lat. Jak wspomina był on bardzo ważny dla klubu, nawet jak zakończył już pracę trenerską z pierwszym zespołem. "Pan Franciszek często był proszony przez innych trenerów m.in. przez pana Mieczysława Balcera o bycie doradcą, a więc cały czas miał duży szacunek i posłuch w całym klubie. Był on człowiekiem bardzo delikatnym i miał w sobie wiele wyrozumiałości dla piłkarzy. Pasją jego życia był Lech, był nim Kolejarz".

W tych słowach jest zawarta cała prawda o panu Franciszku Bródce.

Zredagował Mateusz Jarmusz

* Zdjęcie pochodzi z książki "Lech Poznań. 80 lat i jeden rok prawdziwej historii" Tom 8. Kolekcji klubów wydawnictwa GiA, 2003.

Następne mecze

Sobota 15.08 godz.20:40
Odra Opole
vs |
Lech Poznań
Piątek 21.08 godz.18:00
Zagłębie Lubin
vs |
Lech Poznań

Polecamy

Newsletter

Zapisz się do newslettera

Więcej

KKS LECH POZNAŃ S.A.
ul. Bułgarska 17
60-320 Poznań

Infolinia biletowa:
tel. 602-368-268 (10:00-17:00)
tel. 602-368-369 (10:00-17:00)

Tel: 61 886-30-00
mail: lech@lechpoznan.pl
Biuro Obsługi Kibica

Chcemy, aby korzystanie z naszych stron było dla Ciebie przyjazne. W tym celu staramy się dopasować treści oraz prezentowane reklamy do Twoich zainteresowań i preferencji. Jest to możliwe dzięki przechowywaniu w Twojej przeglądarce plików cookies oraz przetwarzaniu gromadzonych za ich pośrednictwem danych osobowych przez nas i naszych partnerów. Przez dalsze, aktywne korzystanie z Serwisu, bez zmian ustawień przeglądarki, wyraziłeś na to zgody.
Dowiedz się więcej >

Zamknij