2019-05-22 13:18 Jakub Ptak , fot. Archiwum Lecha Poznań

"Byliśmy jak na karuzeli" - rozmowa z Arturem Marciniakiem

W czwartek startują w Polsce mistrzostwa świata do lat 20. To pierwszy start biało-czerwonych na tej imprezie od 12 lat. Podczas młodzieżowego mundialu w Kanadzie funkcję kapitana pełnił wychowanek Lecha Poznań, Artur Marciniak. W rozmowie z lechpoznan.pl zawodnik wspomina początki tej drużyny, turniej oraz jego otoczkę.

Mistrzostwa świata były dla Pana i reszty zawodników ukoronowaniem juniorskiej kariery. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, jak długą drogę ta reprezentacja musiała przejść, żeby zagrać w Kanadzie. Jak wspomina Pan proces formowania się i kształtowania tamtej drużyny, w której był Pan niemal od początku?

- Faktycznie uzbierałem dużo meczów w reprezentacjach młodzieżowych. Miałem pełen przegląd rocznika 1987, bowiem zobaczyłem większość zawodników w moim wieku, grających wtedy w Polsce. Trwał proces selekcji, który bardzo surowo przeprowadzał trener Michał Globisz. W zasadzie nikt nie mógł czuć się na 100 procent reprezentantem tylko dlatego, że raz pojechał na kadrę. Trzeba było przypominać się dobrymi występami i wtedy trener wysyłał powołanie. Przygotowania do turnieju zaczęły się już od mistrzostw Europy do lat 19, które odbyły się w 2006 roku w Polsce. Tam wytworzył się człon, a następnie dokonywano korekt w składzie, zanim ogłoszono ostateczną kadrę.

Trener Globisz właściwie przez wszystkich zawodników, z którymi współpracował, oceniany jest niemal wyłącznie w superlatywach. Na czym polegał jego fenomen?

- Myślę, że potrafił kupić sobie piłkarzy normalnością, dobrą osobowością. Był dla nas jak ojciec. Kiedy trzeba było skrytykować, to krytykował, kiedy przyszła pora na pochwały, potrafił to zrobić. Dbał o swoich zawodników nie tylko podczas treningów. Robił dla nas dużo dobrego poza boiskiem, aby piłkarz rozwijał się nie tylko sportowo, ale i kulturalnie. Do dziś wspominam wszystkie wspólne wycieczki, zwiedzanie, a później zdjęcia, które sam wywoływał i wręczał nam na następnych zgrupowaniach. Oprócz tego miał świetny warsztat. Jako jeden z nielicznych potrafił wprowadzić w trening swoje plany taktyczne i przeprowadzić go w prawidłowy sposób.

Kiedy trener Globisz uczynił Pana kapitanem swojej reprezentacji?

- Stało się to po wspomnianych mistrzostwach Europy. Trener wziął mnie raz na rozmowę. Stwierdził, że chce, abym poprowadził tę drużynę jako kapitan. Zbliżał się bowiem poważny turniej. Pytał się też mnie czasami, co sądzę o danym zawodniku czy przygotowaniach. Myślę, iż na przestrzeni lat zdobyłem jego zaufanie i wiedział, że może na mnie liczyć. Chyba to zadecydowało o tym, że przez dokładnie 13 spotkań byłem kapitanem tej drużyny.

Młodzieżowy mundial w 2007 roku odbywał się na drugim końcu świata - w Kanadzie. Pomimo tego pamiętam z obrazków telewizyjnych, że na trybunach pojawiało się sporo polskich kibiców. Jak wspomina Pan atmosferę tych mistrzostw?

- Nigdy tego nie zapomnę. Polonia kanadyjska czekała na nas z utęsknieniem. Na każdym kroku spotykaliśmy się z dobrocią i życzliwością z ich strony. Poza tym mocno nam kibicowali, więc tłumnie przychodzili na wszystkie mecze. Graliśmy w Montrealu na zamkniętym stadionie ze sztuczną murawą. Pojawiało się tam kilkadziesiąt tysięcy widzów, więc doping był naprawdę wspaniały.

Pomimo trafienia do silnej grupy D udało się awansować do fazy pucharowej.

- Mecze w fazie grupowej były bardzo wymagające, ale drużyna potrafiła wykrzesać z siebie na tyle jakości i charakteru, że udało się z tej grupy wyjść. Byliśmy trochę, jak na karuzeli. Wygraliśmy bowiem najpierw z faworytami całego turnieju - Brazylią. Później dostaliśmy mocną lekcję pokory z USA, by na koniec zremisować z Koreą. Tym sposobem wyszliśmy z grupy. Na pewno dostarczyliśmy emocji co ni miara.

Nie mogę nie zapytać Pana o słynny już mecz z Brazylią.

- To spotkanie zaczęło się dla nas ciekawie. Zdobyliśmy dosyć szybko bramkę. Bardzo pokrzyżowało nam plany to, że zaczęliśmy drugą część pierwszej połowy grając w dziesięciu. Dwie żółte kartki Krzyśka Króla spowodowały, że musieliśmy zmienić nasze założenia. Brazylijczycy grali fajną, techniczną piłkę, lecz nasz charakter i ambitna postawa sprawiły, że ten wynik udało się dociągnąć do końca. Po meczu czuliśmy się, jakbyśmy już zdobyli tytuł mistrza świata. Oprócz nas chyba nikt nie wierzył, że uda się nam pokonać Brazylię.

W 1/8 finału trafiliście na Argentynę, która później sięgnęła po mistrzostwo. Mimo porażki gra wyglądała jednak naprawdę dobrze. Czy uważa Pan, że była jakaś szansa pokonać Aguero, di Marię i spółkę?

- Prowadziliśmy nawet 1:0, ale chyba nie graliśmy w optymalnym składzie. Poza tym trudno mi jednak powiedzieć, że czuję się mocno zawiedziony tamtą porażką. Argentyna prezentowała fantastyczną piłkę. Dwa gole strzelił Sergio Aguero, ale miał wokół siebie kilku znakomitych piłkarzy, którzy potrafili zrobić różnicę na boisku. Pech chciał, że trafiliśmy na nich już na tym etapie rozgrywek. Może gdyby był to inny rywal, to udałoby się zajść trochę dalej, ale tego nigdy się już nie dowiemy.

Wspomniał Pan, że miał pogląd na cały swój rocznik. Kto zatem według Pana - patrząc na teraźniejszość - rozwinął się bardziej, niż się Pan spodziewał, a kto zmarnował swój talent?

- To trudne pytanie. Miałem wobec wszystkich oczekiwania, że się bardzo rozwiną. Myślałem, iż wszyscy jesteśmy w elicie naszego rocznika i kwestią czasu jest to, że będziemy stanowić o sile dorosłej reprezentacji Polski - tym bardziej, że reprezentacja U-20 to jej bezpośredni przedsionek. Chyba każdy z nas liczył na eksplozję karier i będzie mógł cieszyć się grą w dobrym klubie w silnej lidze.

Pamiętam, że na tym turnieju świetnie z formą trafił Dawid Janczyk. Stanowił o sile naszej ofensywy i było czystą przyjemnością trenować z nim w tamtym okresie. Dzięki jego bramkom i dobrej postawie udało się nam wygrywać oraz przechodzić kolejne szczeble. Nigdy natomiast nie spodziewałbym się, że Grzesiu Krychowiak czy Wojtek Szczęsny zrobią takie wspaniałe kariery. Byli wtedy z nami w drużynie, ale nie należeli do kluczowych zawodników. Nie są co prawda z naszego rocznika, bowiem pojechali do Kanady jako gracze młodsi o trzy lata, ale było widać w nich to coś. Nie szkolono ich w Polsce, a większość czasu spędzili zagranicą, gdzie uczono ich tego rzemiosła piłkarskiego. Bardzo cieszę się, że ich drogi tak się potoczyły i dziś stanowią o sile naszej kadry.

Artura Marciniaka wspomina kolega z tamtej reprezentacji Tomasz Cywka:

Od pierwszych zgrupowań, na których razem byliśmy, prezentował doświadczenie i opanowanie na boisku. Zawsze potrafił uspokoić grę, jeśli wymagała tego sytuacja. Gdy przychodziłem do Lecha Poznań graliśmy sparing z jego obecnym klubem, czyli Wartą. Mieliśmy zatem okazję trochę pogadać i powspominać. Choć od turnieju w Kanadzie minęło już trochę lat, to dalej prezentował sobą to, co było dla niego charakterystyczne jeszcze w czasach juniorskich.

Następne mecze

Sobota 24.08 godz.20:00
Raków Częstochowa
vs |
Lech Poznań
Niedziela 01.09 godz.17:30
Lech Poznań
vs |
Cracovia

Polecamy

Newsletter

Zapisz się do newslettera

Więcej

KKS LECH POZNAŃ S.A.
ul. Bułgarska 17
60-320 Poznań

Infolinia biletowa:
602-368-268 (9:00-17:00)
602-368-369 (9:00-17:00)

Tel: 61 886-30-00
mail: lech@lechpoznan.pl
Biuro Obsługi Kibica

Chcemy, aby korzystanie z naszych stron było dla Ciebie przyjazne. W tym celu staramy się dopasować treści oraz prezentowane reklamy do Twoich zainteresowań i preferencji. Jest to możliwe dzięki przechowywaniu w Twojej przeglądarce plików cookies oraz przetwarzaniu gromadzonych za ich pośrednictwem danych osobowych przez nas i naszych partnerów. Przez dalsze, aktywne korzystanie z Serwisu, bez zmian ustawień przeglądarki, wyraziłeś na to zgody.
Dowiedz się więcej >

Zamknij