2018-04-18 11:13 Mateusz Szymandera , fot. Adam Ciereszko

Wyrwany ząb, osłabienie organizmu. Pokonał chorobę i spełnia marzenia

Przebojem wdarł się do pierwszego zespołu Lecha. Jesienią okazjonalnie pojawiał się na treningach, zagrał w dwóch sparingach. Zimą wyjechał na zgrupowanie, a ostatnie dwa mecze rozpoczął w wyjściowym składzie Kolejorza*. A jeszcze jakiś czas temu musiał na kilka miesięcy przerwać swoją przygodę z piłką ze względu na tajemniczy wirus.

Klupś to kolejny młody piłkarz, który z akademii trafił na boiska ekstraklasy. Przykład tego 18-latka pokazuje, że młodzież nie musi ustępować pod względem umiejętności doświadczonym zawodnikom. - Gdy trafiłem do zespołu to zauważyłem różnicę. W meczach i na treningach. Wszystko dzieje się szybciej. Tempo jest na wyższym poziomie. Więcej jest gry fizycznej, gdzie trzeba się zmierzyć z silniejszymi od siebie zawodnikami - przyznaje Klupś, który w styczniu poleciał z drużyną na pierwszy obóz.

Tam można było zauważyć u młodego lechity tę różnicę. - Treningi są ciężkie. Tak naprawdę dopiero oswajam się z ich intensywnością. Na obozie miałem momenty kryzysowe, nogi odmawiały posłuszeństwa. Trzeba było w takich momentach się przełamać i biec dalej. To pierwszy obóz w seniorskiej drużynie. Wiem, że kolejne przygotowania będą dla mnie łatwiejsze - zaznacza skrzydłowy, który już niespełna miesiąc po zgrupowaniu zadebiutował na boiskach ekstraklasy.

Zanim to się stało poleciał z reprezentacją Polski do lat 18 na prestiżowy turniej La Manga do Hiszpanii. Wrócił do Polski w połowie lutego, a już po trzech dniach treningów zagrał w meczu ligowym. Na placu gry pojawił się na ostatnie minuty meczu z Pogonią Szczecin. Na murawie spędził jedynie 240 sekund. Te były dla niego bezcenne. Dwa tygodnie później zagrał po raz kolejny. Tym razem na Łazienkowskiej. Prawdziwą szansę gry otrzymał miesiąc później - w Krakowie.

Tak o tym spotkaniu mówił. - Prawdziwa szansa, bo dostałem więcej minut. To nie był doliczony czas gry. Miałem więcej okazji do tego, by się pokazać. Wierzę, że to nie będzie ostatnia moja szansa. Apetyt rośnie w miarę jedzenia - przyznawał po tym wyjątkowym spotkaniu. Wyjątkowym nie tylko dla niego, ale całej drużyny. Ta przełamała się po ponad siedmiu miesiącach wyjazdowej niemocy. Klupś jako debiutant w wyjściowym składzie długo odpowiadał na pytania mediów. Mimo tego, że z szatni wyszedł jako jeden z pierwszych, w autokarze był niemal ostatnim graczem.

Klupś od wielu lat jest związany z Lechem. W jego barwach grał już dziewięć lat temu. Wtedy pod okiem trenera Karola Bartkowiaka, który prowadził jeden z najmłodszych roczników juniorskich. Z Tymkiem współpracował przez dwa lata. - Nie jestem jedynym trenerem, który miał wpływ na jego sportowy rozwój. Tymek pracował z Gniewko Markiewiczem, później Ivanem Djurdjeviciem, a szansę gry w ekstraklasie dał mu Bjelica - przyznaje skromnie Bartkowiak.

Co ciekawe w jego drużynie Klupś występował na pozycji środkowego pomocnika. - Jako junior grywałem na wielu pozycjach. Na samym początku byłem rozgrywającym - przyznaje 18-latek. - Bardzo dobrze czytał grę. Uważam, że zawodnicy o dużych umiejętnościach i wysokim poziomie inteligencji powinni grać w środku. Bardzo fajnie szukał przestrzeni między liniami, potrafił w odpowiednim momencie przyśpieszyć grę - komplementuje swojego podopiecznego Bartkowiak, który nadal pracuje w Akademii Lecha Poznań.

Duży wpływ na rozwój Klupsia miał Ivan Djurdjević. - Do momentu przyjścia do juniora młodszego miałem sporo kontuzji. Cały czas byłem środkowym pomocnikiem. Po pół roku gry miałem rozmowę z trenerem Ivanem, który powiedział mi, że planuje zmienić moją pozycję. Zdziwiłem się, bo nie widziałem siebie nigdzie indziej, niż w środku pola. Trener zapytał mnie, gdzie indzie widzę siebie na boisku. Pomyślałem o napastniku, ale chodziło o skrzydło - wspomina Klupś.

Ta zmiana wyszła na dobre Klupsiowi, który od tego momentu mocno się rozwinął. - Dziś zastanawiam się, co by było, gdyby nie ta rozmowa i zmiana pozycji. Może byłoby inaczej i nigdy nie zagrałbym w ekstraklasie - zastanawia się młody zawodnik, który niemal z marszu zaczął grać na pozycji skrzydłowego. - Z każdym kolejnym treningiem czułem się coraz mocniej. Po kilku miesiącach zapomniałem już o tym, że byłem środkowym pomocnikiem - mówi.

Dzięki zmianie pozycji mógł wykorzystać swoje atuty. Kreatywność, szybkość, odpowiedzialność. Umiejętność gry prostopadłych piłek. - Nie jestem przywiązany do linii i wiem, jak się odnaleźć na tej pozycji - zaznacza młody lechita, który na początku obecnego sezonu ponownie spotkał się z Djurdjeviciem. Ten wówczas nie był już szkoleniowcem drużyny juniora młodszego, a opiekunem rezerw. W trzeciej lidze Klupś był ważnym zawodnikiem dla Djurdjevicia. Jesienią zagrał w szesnastu meczach, w których zdobył dwie bramki.

Wtedy też pojawiło się pierwsze zainteresowanie ze strony sztabu szkoleniowego pierwszej drużyny. Rozmawiałem głównie z Ivanem Djurdjeviciem. Głosy, że trener Bjelica mnie obserwuje mnie mobilizowały. Pobudzały do dalszej pracy. Cieszę się, że moje umiejętności zostały docenione. To jest dla mnie duża rzecz - mówi 18-letni piłkarz, który mocno zaimponował szkoleniowcowi. Ten niemal od samego początku wypowiadał się o Klupsiu w samych superlatywach.

Stylem gry mocno przypomina Kamila Jóźwiaka. Duży wpływ na takie opinie ma też jego pozycja. Klupś, podobnie jak Jóźwiak, występuje na pozycji skrzydłowego. - Słyszałem o tym podobieństwie. Każdy z nas ma jednak swoją ścieżką rozwoju. Każdy z nas jest inny i ma inne cele - bagatlizuje młody zawodnik, który wiosną na stałe został włączony do pierwszej drużyny.

Treningi dla juniora były doskonałą okazję do obserwowania doświadczonych skrzydłowych. Mario Situm, Mihai Radut, Darko Jevtić czy Nicklas Barkroth to zawodnicy, którzy w swojej karierze spędzili kilka tysięcy minut na piłkarskich murawa. Przy nich doświadczenie Klupsia jest niemal zerowe. - Staram się od nich wyciągnąć jak najwięcej. Ale nie tylko od nich, ale też innych zawodników. Dzięki temu moge wiele zyskać - podkreśla.

Mało brakowało, a 18-latek w ogóle nie zadebiutował, by w ekstraklasie. Wszystko ze względu na chorobę, która spowodowała, że jego przygoda z piłką musiała zostać przerwana. Tymek nie grał przez kilka miesięcy. Wszystko zaczęło się od wyrwanego zęba, który spowodował osłabienie organizmu. Wirus mocno wpłynął na Klupsia, który dzięki temu spokorniał i docenia każdy moment spędzony na boisku.

- To był dziwny przypadek. Leżałem w łóżku i oglądałem mecze. Rozmawiałem z kolegami, którzy jeździli na reprezentacje młodzieżowe. Mieliśmy eliminacje do mistrzostw Europy. Moi koledzy przegrywali, a ja nie mogłem im pomóc. To nie było miłe uczucie. Czułem się wtedy fatalnie. Byłem przywiązany do łóżka - wspomina Klupś, który nie grał w piłkę przez kilka miesięcy.

Dziś jest dużym optymistą. - Nie miałem myśli o tym, że nie wrócę do gry. Nikomu nie życzę takiej sytuacji, bo to był ciężki czas. Nie mogłem grać w piłkę, a to mnie bardzo bolało. Dziś cieszę się tym, co mam. Każdym treningiem, każdym dotknięciem piłki - zaznacza lechita, który po powrocie do zdrowia przez długi czas był rehabilitowany.

To nie był jednak standardowy powrót do treningu. - Miałem ograniczone tętno biegu, musiałem być pod stałą kontrolą lekarza. Miałem przeprowadzone badania krwi. Długo wracałem do zdrowia. Współpracowałem z psychologiem, który mi pomógł. Dzięki niemu wyszedłem z tej ciężkiej sytuacji. Ta mnie zmieniła, jeśli chodzi o patrzenie na życie - zaznacza Klupś, który mimo młodego wieku bardzo twardo stąpa po ziemi.

Nie jest typowym nastolatkiem, którego poza boiskiem charakteryzuje młodzieńcza fantazja. Można to było zauważyć podczas niemal każdego treningu z pierwszą drużyną. Niezwykle skupiony, skoncentrowany na pracy i marzeniu gry o najwyższe cele. - Dlaczego się nie uśmiechasz? - pytam Tymka. - Wiele osób mnie o to pyta. Nie kontroluję tego. Taki już jestem. To jednak nie zmienia tego, że cieszę się z tego, gdzie jestem - odpowiada zawodnik, który ma na swoim koncie już cztery występy w ekstraklasie.

* Tekst premierowo znalazł się w programie meczowym na spotkanie z Koroną Kielce. Wszystkie zawarte w nim informacje są aktualne na dzień meczu z Koroną Kielce.

Następne mecze

Sobota 15.08 godz.20:30
Odra Opole
vs |
Lech Poznań
Piątek 21.08 godz.18:00
Zagłębie Lubin
vs |
Lech Poznań

Polecamy

Newsletter

Zapisz się do newslettera

Więcej

KKS LECH POZNAŃ S.A.
ul. Bułgarska 17
60-320 Poznań

Infolinia biletowa:
tel. 602-368-268 (10:00-17:00)
tel. 602-368-369 (10:00-17:00)

Tel: 61 886-30-00
mail: lech@lechpoznan.pl
Biuro Obsługi Kibica

Chcemy, aby korzystanie z naszych stron było dla Ciebie przyjazne. W tym celu staramy się dopasować treści oraz prezentowane reklamy do Twoich zainteresowań i preferencji. Jest to możliwe dzięki przechowywaniu w Twojej przeglądarce plików cookies oraz przetwarzaniu gromadzonych za ich pośrednictwem danych osobowych przez nas i naszych partnerów. Przez dalsze, aktywne korzystanie z Serwisu, bez zmian ustawień przeglądarki, wyraziłeś na to zgody.
Dowiedz się więcej >

Zamknij