2020-12-28 12:24 Maciej Henszel , fot. Przemysław Szyszka

"Wrócimy pomóc Lechowi, bo ten klub to całe nasze życie"

Tymoteusz Puchacz jest piłkarzem Lecha Poznań, a w ostatnich miesiącach szatnię przy Bułgarskiej opuszczali jego przyjaciele: Mateusz Skrzypczak, Kamil Jóźwiak oraz teraz Jakub Moder. - Mamy takie postanowienie, że wrócimy na stare lata i wtedy spróbujemy dokończyć to, co nam się nie udało wspólnie wywalczyć - czyli mistrzostwo Polski, ale także krajowy puchar, w ogóle trofea. Bo tego nam do pełni szczęścia do tej pory zdecydowanie zabrakło - przyznaje "Puszka", z którym porozmawialiśmy dłużej i futbol był tylko tłem tej pogawędki.

Jest takie powiedzenie "Braci się nie traci". Ale chwilowo z szatni Lecha Poznań zniknęli piłkarze, z którymi trzymałeś się najbliżej, tworzyliście paczkę przyjaciół - najpierw Mateusz Skrzypczak, potem Kamil Jóźwiak, teraz Kuba Moder. Pogodziłeś się z tym?

- No przykro mi jest, to nie jest łatwe, bo mocno się zżyliśmy. Ten moment, kiedy byliśmy jeszcze w czwórkę i graliśmy mecze, a na trybunach zasiadali kibice - fantastyczny, co tu dużo mówić, fantastyczny. Spełniało się nasze marzenie o wspólnej grze dla Kolejorza. Pozostaną nam świetne wspomnienia. Na pewno teraz przed dłuższy czas, najbliższe kilka lat, nie spotkamy się w klubie. Ale mam nadzieję, że tak jak sobie obiecaliśmy, wrócimy tutaj do Lecha wszyscy. Właściwie powinienem powiedzieć - chłopaki wrócą, bo ja przecież tutaj jestem nadal, choć oczywiście chciałbym także zaliczyć fajną europejską przygodę w dobrej lidze. Stąd mówię, że wrócimy na stare lata i wtedy spróbujemy dokończyć to, co nam się nie udało wspólnie wywalczyć - czyli mistrzostwo Polski, ale także krajowy puchar, w ogóle trofea. Bo tego nam do pełni szczęścia do tej pory zdecydowanie zabrakło.

Do tej słynnej gabloty nic nie wpadło.

- Jedynie ja, może trochę na wyrost, traktuję ten awans do fazy grupowej Ligi Europy było czymś takim pokroju trofeum. Ja czułem, jakbym zrobił wielką rzecz dla klubu i było to dla mnie specjalne wydarzenie. Bo jednak musieliśmy wygrać cztery mecze z dobrymi klubami, trzy razy rywalizowaliśmy na wyjeździe. To jest taka rzecz, która mi utkwi w pamięci, bo jednak coś do tej historii klubu wnieśliśmy. Kibice mieli prawo być z nas dumni i byli, bo odbierałem naprawdę sporo wiadomości. Także kiedyś tutaj wrócę ze swoimi przyjaciółmi…

…macie właśnie takie postanowienie?

- Tak, tak - mam nadzieję, że się nikt z tego nie wyłamie, ale takie przyrzeczenie padło. Bardzo chcemy tutaj wrócić i jeszcze pomóc Lechowi, bo ten klub to jest całe nasze życie. I nawet tak jak gadam z „Józiem” często, to wiadomo - on teraz gra w Derby County, skupia się na tym, skoncentrowany jest na robocie i wszystko zrobi dla tego klubu. Ale mówi, że to nie jest to samo co Kolejorz. Bo jednak Lech Poznań to dla każdego z nas po prostu coś więcej.

Zawsze kiedy któryś z was trafiał na wypożyczenie, to wspieraliście się wzajemnie. Tak teraz jest pewnie w przypadku "Skrzypy", że dostaje wasze wsparcie?

- Oczywiście! Mati to jest lechita z krwi i kości, na pewno musi grać oraz zdobywać doświadczenie. On ma duży potencjał i przede wszystkim charakter, który - jestem o tym przekonany - doprowadzi go do tego, że wróci do Poznania i będzie grał dla Lecha, a kibice będą z niego dumni. Bo ja też nigdy nie byłem jakimś orłem piłkarskim czy nie wiadomo jakim zawodnikiem. A ciężką pracą doszedłem do tego poziomi, że mówi się o tym, że mógłbym grać w reprezentacji, że zgłaszają się po mnie kluby zagraniczne. To jest tylko dowód na to, że nieważne jak wyglądasz w danym dniu, bo za pół roku możesz być kozakiem ze względu na to, jak ciężko pracujesz. Mam nadzieję, że Skrzypa podąży tą samą drogą.

Jesteś Tymek lubianym piłkarzem przez kibiców także ze względu na swoją szczerość. Bo ty podchodzisz tak, że "to co na sercu, to na języku". Ostatnio spotkało cię trochę nieprzyjemności z tym związanych. Znam ciebie i wiem, że nie zamierzasz się zmieniać, ale jednak poszukam potwierdzenia. Rzeczywiście nadal chcesz być sobą?

- Kiedy my wygrywamy i jesteśmy na fali, to ja jestem megakozakiem wyluzowanym. Wszyscy mówią wtedy, że "Pucha" ma dystans i jest taki fajny, szczery. A potem przychodzi taki okres, jak teraz, kiedy nam w lidze nie idzie, jesteśmy nie w tym miejscu, w którym chcielibyśmy być, i wtedy ludzie wyciągają te rzeczy z przeszłości. Jasne, to robią ludzie, którzy mnie nie lubią i tylko czekają na moje potknięcie. Osoby, które mnie nie znają mogę mnie różnie postrzegać, ja to doskonale rozumiem i nie mam żalu. Natomiast mnie to w ogóle nie rusza. Bo ja to podkreślałem w wielu wywiadach - skupiony jestem i zależy mi tylko na opinii moich najbliższych, rodziny, przyjaciół. I niedawno w jednym artykule przeczytałem, że oni mówili, iż jeśli ktoś mnie nie zna to nie wie, jaki jestem. No to kurcze jest to bardzo miłe. Plus jeszcze był taki cytat, że jak jesteś po mojej stronie, to ja dla ciebie zabiję. A jak nie jesteś po mojej stronie, to będziesz tym zabijanym. I tak samo było kiedyś z tym wywiadem, w którym powiedział dosyć ostro o Mainz. Co chwilę ktoś mi podsyłał jakieś wiadomości, że byłem za to krytykowany. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że kiedy mówiłem te słowa, to graliśmy tak dobrze, że były to autentyczne słowa, które mogły się sprawdzić. Dziś by ten sam klub przyjechać i mógłby nas wysoko pokonać. Taka prawda.

Teraz oni mogliby "piątkę" sprzedać Lechowi?

- No dokładnie. Ja nie powiedziałem tak o Realu Madryt, tylko o drużynie ze środka 1. Bundesligi. I jak jesteśmy w formie w takiej w jakiej byliśmy w trakcie eliminacji do Ligi Europy czy na początku fazy grupowej, to byliśmy na poziomie europejskim. Bo walczyliśmy jak równy z równym z Rangersami, a Benfica - tak jak mówiłem - grała u nas w końcówce na czas. My Polacy mamy jakiś dziwny kompleks, brakuje u nas ludzi pewnych siebie, nie jesteśmy szczerzy. Ceniona w Polsce jest fałszywa skromność. Jak ktoś się zbytnio nie wychyla, to jest bardzo lubiany. Ja z kolei cenię jak ktoś jest prawdziwy. Wiesz na co nigdy nie patrzę? Na to jak osoby trzecie odbiorą to co powiedziałem. To mnie nie interesuje, bo ja mówię to co myślę.

Masz takie poczucie w sobie, żeby wypowiadać się także na ważne tematy społeczne? Tak jak zrobiłeś choćby w przypadku Strajku Kobiet.

- Ja też trochę wzoruję się na moim przyjacielu, Borysie Przybylskim, czyli raperze Bedoesie. To jest taka trochę osoba, która jak rozpoczynała swoją karierę muzyczną to była "obsmarowywana", nikt go nie lubił, była z niego "beczka". I nagle on stał się numerem 1 w Polsce. Mało tego, on jakby swój zasięg i moc w mediach, stara się wykorzystać w słusznych rzeczach. "Nawija" o ważnych sprawach, chce w ten sposób czynić dobro. Ja też zabieram stanowisko, kiedy uważam coś za słuszne. I wiem, że jest w tym momencie pewne grono osób, które liczy się z moim zdaniem. Skoro mogę wpłynąć na kogoś w dobry sposób, to dlaczego mam tego nie robić? Tak samo ostatnio byliśmy w domu dziecka i wrzuciłem na Instagram zdjęcie. Nie chodzi o to, że ja się tym chwalę, że pomagam i ktoś pomyśli: "O jejku, ale on jest dobry". Ja pokazuję, że choć każdy ma swoje życie i rodzinę, to w wolnym czasie może komuś pomóc, pomyśleć o innych.

Ale z drugiej strony ciągną się za tobą też takie śmieszkowe historie w internecie, jak np. odpisywanie Julii Wieniawie?

- Ja żyję z dnia na dzień i nie myślę o tym co będzie jutro albo za trzy miesiące. Wygrywamy mecze, jest fajna atmosfera, jak to w szatni zespołu piłkarskiego. Ktoś coś powie, podpuści i już jedziemy z tematem. Odpisałem i jasne - potem to się za mną ciągnęło. Różnica jest taka, że my w szatni żyjemy tym maksymalnie kilka dni, a internet potrafi tym żyć pół roku. To jest tak jak z moją piosenką "Kante" - ciągnęło się to za mną z półtora roku. A teraz już nikt właściwie o tym nie wspomina. Także każdy temat się w końcu znudzi.

Powiedz nam trochę o świętach Bożego Narodzenia. Bo troszkę będą dziwne w tym roku, prawda?

- Tak, ta pandemia koronawirusa powoduje, że nawet nie do końca ogarniam jakie są zasady, kto z kim może się spotykać itd. Też trzeba brać poprawkę na osoby starsze, moich dziadków. Te święta będą takie jak cały rok - w takiej niewiedzy, ludzie nie będą wiedzieć jak się w tym odnaleźć.

Dla ciebie jednak te święta są ważne oczywiście ze względu na twoją wiarę. Wiele razy podkreślałeś, że jest osobą wierzącą i świadczy o tym także twój tatuaż na klatce piersiowej.

- Święta to jest sprawa taka mocno komercyjna. Może pandemia powoduje, że to jest dla ludzi wierzących taki fajny moment, żeby trochę zwolnić, nie spotykać się w dużym gronie, tylko pomyśleć o co w tym wszystkim chodzi. O co chodzi w życiu, w świętach, w religii. Dużo osób traktuje Boże Narodzenie w ten sposób, że może spotkać się rodzinnie, a nie pomyśli, że tutaj chodzi o coś większego, głębszego.

Do tej pory jak to było, jeśli chodzi o twoje tradycje rodzinne?

- Mieliśmy zawsze wspólną rodzinną wigilię. I potem w świąteczne dni robiliśmy objazd po najbliższych, bo moja rodzina jest rozsiana po takim obszarze 100 kilometrów w województwie lubuskim. Fajne to zawsze było, porozmawiać z osobami z rodziny, podyskutować.

Planujesz jakiś wyjazd?

- Nie, co ty - ja nie lubię wyjazdów, ja najlepiej odpoczywam w domu. Zresztą ja w przerwie świątecznej zawsze mocno trenowałem, bo miałem taki cel, żeby się dostać do pierwszego zespołu Lecha, czyli tu gdzie jestem teraz. Tym razem chcieliśmy trochę złamać tę tradycję i polecieć z ekipą do „Józia”, taki wypad na dwa dni. Obostrzenia nam to jednak uniemożliwiły. Dlatego zostaję u siebie i będę ćwiczył. Bo jestem taką osobą, która żeby dobrze się czuć, to musi pracować. Aczkolwiek taki psychiczny reset się przyda. Ten mój licznik bowiem bije - jesienią w lidze, pucharach i w reprezentacji zakręciłem się około 30 meczów. Dlatego jak był gorszy okres na koniec rundy, to już nie było łatwe to wszystko, mieliśmy ogromny przesyt, także siebie nawzajem. Wrócimy i będzie z optymizmem spoglądać w przyszłość.

Masz jakieś postanowienia noworoczne?

- Nie, ja nie bawię się w takie rzeczy. Ja postanowienia mam z dnia na dzień. Mam swój grafik, wiem co chcę robić i od kilku lat to realizuję. Postanowienie to ma mój tata - musi zrzucić kilka kilogramów i w tym kontekście dostanie ode mnie prezent. Jeździ na rowerze, zawziął się mocno. Spisaliśmy kontrakt i pracuje na to, żeby wpadł mu bonus. Podczas kariery piłkarskiej nigdy nie miał kontuzji i jak przestał grać w pilkę to puściło i trochę na wasze przybyło.

Trenerzy wam rozpiski robią na święta, ale ty ich właściwie nie potrzebujesz, bo sam masz potrzebę ciągłej pracy?

- Tak, będę miał takie 3-4 świąteczne dni, kiedy nic nie będę robił. A potem już do roboty. Staram się wrócić zawsze w styczniu do treningów w jeszcze lepszej formie fizycznej niż byłem na końcu rundy. Jestem od pierwszego treningu wtedy "nakręcony" i gotowy do wejścia na pełne obciążenia.

Rozmawiał Maciej Henszel

Następne mecze

Wtorek 02.03 godz.20:30
Lech Poznań
vs |
Raków Częstochowa
Niedziela 07.03 godz.15:00
Pogoń Szczecin
vs |
Lech Poznań

Polecamy

Newsletter

Zapisz się do newslettera

Więcej

KKS LECH POZNAŃ S.A.
ul. Bułgarska 17
60-320 Poznań

Infolinia biletowa:
tel. 602-368-268 (10:00-17:00)
tel. 602-368-369 (10:00-17:00)

Tel: 61 886-30-00
mail: lech@lechpoznan.pl
Biuro Obsługi Kibica

Chcemy, aby korzystanie z naszych stron było dla Ciebie przyjazne. W tym celu staramy się dopasować treści oraz prezentowane reklamy do Twoich zainteresowań i preferencji. Jest to możliwe dzięki przechowywaniu w Twojej przeglądarce plików cookies oraz przetwarzaniu gromadzonych za ich pośrednictwem danych osobowych przez nas i naszych partnerów. Przez dalsze, aktywne korzystanie z Serwisu, bez zmian ustawień przeglądarki, wyraziłeś na to zgody.
Dowiedz się więcej >

Zamknij