Lech Poznań często remisował w Radomiu. Także w poprzednim sezonie, kiedy oba zespoły spotkały się w końcówce kwietnia. Było wówczas 2:2, choć Niebiesko-Biali prowadzili 2:0.
Wydawało się wówczas, że po raz kolejny uciekły szanse na mistrzostwo Polski. Kolejkę wcześniej Lechici zrównali się punktami z Rakowem Częstochowa, pogoń była udana i rywalizacja o tytuł zdawała się zaczynać od nowa. Owszem, częstochowianie byli na pole position ze względu na korzystniejszy bilans bezpośrednich spotkań. Ale walka trwała na całego.
W 30. kolejce Raków grał w piątek i pokonał Śląska Wrocław 3:0. Kolejorz mógł odpowiedzieć w niedzielę, 27 kwietnia. Ale grał na terenie, który niezbyt lubi, bo choć ligowych spotkań przeciwko Radomiakowi w Radomiu nie rozegrał wiele, to nie miał na koncie żadnej wygranej. Najczęściej były remisy. I tym razem również nastąpił podział punktów. Jednak bardzo rozczarowujący dla drużyny trenera Nielsa Frederiksena, bo goście stracili dwubramkowe prowadzenie. Znów zatem tracili w tabeli dwa punkty. Ostatecznie jednak i tak dzięki sześciu wygranym i dwóm remisom w ostatnich kolejkach linię mety minęli jako pierwsi.
Na 1:0 strzelił Mikael Ishak po dograniu Filipa Jagiełły. Ten drugi po błędzie bramkarza podwyższył na 2:0. To były dla niego bardzo ważne momenty, bo dzień wcześniej został ojcem i dedykował trafienie najbliższym.
Lech miał wtedy spore problemy zdrowotne. Po godzinie urazu doznał Bartosz Salamon, na ławce nie w pełni sił był Alex Douglas, więc wszedł młody Wojciech Mońka, który dopiero zdobywał doświadczenie w Ekstraklasie. Za wszelką cenę chciał pomóc Radosław Murawski, który także nie czuł się optymalnie i to było ostatnie starcie w sezonie dla niego; potem pauzował długie miesiące. Na skrzydłach również kłopoty nie omijały poznaniaków. W końcówce Kapitalnym strzałem Capity gospodarze złapali kontakt, a tuż przed rozpoczęciem doliczonego czasu gry wyrównał Abdoul Tapsoba. Skończyło się wynikiem 2:2, w tamtym momencie bardzo rozczarowującym.
- Jesteśmy zawiedzeni tym spotkaniem. Mieliśmy dwa gole prowadzenia po pierwszej połowie, była ona całkiem OK w naszym wykonaniu. W drugiej części gry nie zaprezentowaliśmy wysokiego poziomu. O wyniku zdecydowały małe rzeczy. Przy naszym golu na 3:1 był niewielki spalony, a potem rywal miał szansę na 2:2 i ją wykorzystał. Trzeba powiedzieć, że ta druga połowa była w naszym wykonaniu zła - komentował trener Lecha Nielse Frederiksen.
Z kolei Filip Jagiełło dodawał:
- To dla nas strata dwóch punktów. Ta druga połowa wyglądała zupełnie inaczej niż pierwsza. Nie utrzymywaliśmy się przy piłce i to spowodowało, że Radomiak się napędzał i finalnie doprowadził do remisu. Tracimy ważne punkty, musimy wziąć się w garść i zdecydowanie poprawić. Dopóki są matematyczne szanse na mistrzostwo, będziemy walczyć. Chcemy dalej robić swoje, skupiać się na każdym kolejnym meczu.
Lech Poznań
Górnik Zabrze
Aarhus GF
Lech Poznań
Zapisz się do newslettera