2021-07-20 18:07 Adrian Gałuszka, Maciej Sypuła , fot. Przemysław Szyszka

"Przede wszystkim nie można się bać"

Jedynym piłkarzem, który tego lata przeszedł z rezerw Lecha Poznań do jego pierwszej drużyny jest Jakub Karbownik. Teraz skrzydłowy Kolejorza nie może się już doczekać debiutu w oficjalnym spotkaniu swojego nowego zespołu. W rozmowie z nami opowiedział nie tylko o swojej drodze na Bułgarską i minionej świetnej wiośnie, ale także o niedawno zakończonym obozie przygotowawczym.

Na treningi oraz zgrupowania zapraszali cię w poprzednich latach szkoleniowcy Adam Nawałka i Dariusz Żuraw, ale do pierwszej drużyny zostałeś włączony dopiero teraz, za trenera Macieja Skorży. To faktycznie ten moment, w którym sam czujesz się najbardziej gotowy na ten krok?

- Czuję się teraz przede wszystkim nie tylko lepszym, ale i bardziej pewnym siebie zawodnikiem. Jestem po najlepszej rundzie w seniorskiej piłce, dzięki niej znalazłem się na treningach u trenera Skorży. Gdybym miał porównywać moje obecne położenie do tego sprzed roku czy dwóch, to widzę sporą różnicę. Mam przekonanie, że to odpowiednia chwila na taki ruch.

Co w twoim odczuciu zdecydowało o tym, że jesteś jedynym zawodnikiem z rezerw, który w ostatnich tygodniach przeszedł z rezerw na Bułgarską? Chodziło o siedem bramek i cztery asysty z wiosny czy trener Skorża tłumaczył ci to wyróżnienie w inny sposób?

- Wydaje mi się, że chodziło o dobrą grę w rezerwach wiosną, bo jesienią sam byłem rozczarowany swoją postawą w nich. Pod koniec sezonu, kiedy trener regularnie oglądał na żywo nasze mecze docierały do mnie sygnały, że jestem pod obserwacją. Czułem oczywiście lekkie wyróżnienie i chciałem dać z siebie jeszcze więcej, niż wcześniej. Byłem w niezłej dyspozycji, strzelałem sporo goli, dokładałem asysty, wszystko złożyło się dla mnie bardzo pozytywnie.

Zakończona runda była najlepszą w twojej przygodzie z piłką. Sam miałeś przekonanie przed jej rozpoczęciem, że ten okres może należeć do ciebie?

- Sparingi zimą pokazały, że złapałem dobrą formę i wyglądało to coraz lepiej. Myślałem: "Kurczę, fajnie byłoby to przełożyć na ligę" i tak się stało od początku wiosny. Już pierwszy mecz ze Stalą Rzeszów, w którym zdobyłem dwie bramki i zaliczyłem asystę pokazał, że te wcześniejsze występy nie były przypadkiem. Mogłem być zadowolony z tej weryfikacji.

Czułeś, że to ostatni moment na załapanie się do pierwszej drużyny?

- Tak właśnie odczuwałem. Na pierwszych treningach za trenera Nawałki miałem siedemnaście lat, a teraz w marcu skończyłem już dwadzieścia i miałem wrażenie, że to ostatni gwizdek. Stąd jeszcze większa mobilizacja nie tylko podczas meczów w lidze, ale także na treningach czy w sparingach. Dlatego ta radość jest jeszcze większa.

Druga liga to dobry poligon dla młodego wychowanka przed takimi wyzwaniami, jak pierwsza drużyna Lecha Poznań?

- Dla mnie i wielu innych zawodników to bardzo dobry początek i okazja na ogranie się w seniorach. Awans do drugiej ligi był cenny, bo poziom w niej jest znacznie wyższy, niż w trzeciej. Oczywiście, czasem niektóre drużyny postawią bardziej na siłę fizyczną czy grę "na aferę" i pod tym względem jest ciężko. Często znajdujesz się pod pressingiem, czujesz przeciwnika blisko siebie. W juniorach rywalizujesz najczęściej w swoim roczniku i dajesz sobie z tym radę, ale ten przeskok do dorosłej piłki jest duży. Są tacy, którzy bez problemu wchodzą do niej, ale większość, w tym i ja, potrzebuje więcej czasu. Po pierwszym sezonie udało się to przełamać i już poszło.

Który z przeskoków jest większy? Ten z juniorów do drugoligowych rezerw czy ten z rezerw do ekstraklasowej drużyny?

- Na pewno ten drugi. Od razu zauważyłem, że szybciej gra się piłką, zawodnicy więcej widzą, posiadają o wiele wyższe umiejętności. Jak sam pojawiłem się tu po raz pierwszy, te początkowe dni były dla mnie ciężkie, nie mogłem tego połapać. Po jakimś czasie dopiero człowiek mógł się dostosować.

Podczas niedawnego zgrupowania czułeś, że ta różnica między tobą, a resztą drużyny już nie jest tak duża?

- Kiedy wchodziłem do zespołu czułem, że nie mam nic do stracenia, do tego po tej rundzie byłem mocno podbudowany. Miałem przekonanie, że mogę rywalizować równorzędnie z resztą chłopaków, dać od siebie więcej. Pierwsze dwa-trzy dni po przerwie musiałem dojść do siebie, ale później już wszystko przebiegało płynnie. O takiej szansie marzyłem od momentu przyjścia do akademii, więc mimo kilku zapytań ze strony innych klubów nie mogłem odmówić Lechowi. Przed obozem rozmawiałem z trenerem Skorżą, pytał się gdzie czuję się najlepiej, on też przedstawił mi plany odnośnie mojej osoby.

Jesteś nominalnym skrzydłowym, ale grałeś też w rezerwach w pierwszej linii, to pomogło poprawić finalizację i przyczyniło się do większej liczby zdobytych bramek?

- To ustawienie też mi pomogło, oznaczało dla mnie trochę powrót na stare śmieci, bo dawniej, kiedy przychodziłem do Lecha, grałem właśnie na napadzie. Fajnie, że udało się kilka razy odnaleźć w polu karnym i skierować piłkę do bramki. Dobrze czułem się w tym systemie, na początku musieliśmy się przestawić, jeśli chodzi o zachowania w obronie, ale zaskoczyło to wszystko bardzo sprawnie.

To chyba nie przypadek, że przejmujesz numer 38 po Kubie Kamińskim. Wiele was łączy, nie tylko boiskowa charakterystyka.

- W juniorach wiele razy graliśmy ze sobą, wtedy częściej to ja byłem w pierwszym składzie, a "Kamyk" mnie zmieniał, teraz fajnie jakbym ja mógł pojawiać się na boisku za niego (śmiech). Zawsze się trzymaliśmy, jak przyjeżdżałem już na Bułgarską brał mnie pod swoje skrzydła, mimo że jest młodszy był tu dłużej i mnie wprowadzał. Odwdzięczał się, bo kiedyś to ja mu pomagałem, a tu na ten moment uczeń przerósł mistrza. Na pewno mamy jednak bardzo dobre relacje.

Udało ci się sprzedać swoje największe atuty w ostatnich sparingach? Jesteś zadowolony z tego okresu przygotowawczego pod kątem indywidualnym?

- W meczu z Lechią żałowałem, że nie udało się udokumentować fajnego wejścia bramką, a miałem ku temu okazje. Raz odskoczyła piłka, raz ją nieczysto uderzyłem, innym razem dobrze obronił bramkarz, ale cieszę się, że znalazłem się w takich sytuacjach, bo ta skuteczność przyjdzie, oby już niedługo w lidze. Lekki niedosyt, bo to liczbami pomaga się drużynie, po tamtym spotkaniu dostałem jednak sporo wiadomości, że było nieźle. To też uskrzydliło.

Najważniejsza dla młodego zawodnika w takich sytuacjach jak pierwsze sparingi w nowym zespole jest jego odwaga?

- Przede wszystkim nie można się bać. Musisz być pewny siebie, niezależnie od tego kto jest naprzeciwko ciebie trzeba mocno wierzyć w to, że wygrasz ten pojedynek z rywalem. To bardzo pomaga, trzeba to sobie w głowie ułożyć. Nawet jeśli jeden czy drugi drybling nie wyjdzie, co normalne na mojej pozycji, w końcu zrobisz przewagę. Ja jestem takim zawodnikiem, który lubi się kiwać, grę jeden na jeden, a jeśli to się udaje, pomagasz całej drużynie i sobie.

Wspomniany Kuba Kamiński, Michał Skóraś, Jan Sýkora, na boku może grać także João Amaral, w mediach spekuluje się o sprowadzeniu kolejnego zawodnika na tę pozycję. Wygląda na to, że przed tobą pracowite miesiące, jeśli chodzi o rywalizację.

- Dzięki temu mogę się rozwijać i wiadomo, że staram się podpatrywać każdego z nich. Każdy z nich ma większe doświadczenie ode mnie, trochę już tych meczów zagrali, więc można się sporo nauczyć. Po to jednak tu przyszedłem, żeby dostawać szanse w pierwszym zespole i na nie liczę. Może to nadejść szybko, może przyjdzie mi trochę poczekać, ale na pewno będę na to gotowy.

Sporo rozmawialiśmy o twojej grze z przodu, a jak to wygląda, jeśli chodzi o defensywę? Trener Skorża na pewno dał ci też sporo wskazówek odnośnie bronienia, to w tym obszarze podczas obozu pracowałeś najwięcej?

- Dużo zwracamy na to uwagi podczas treningów taktycznych. Muszę zamykać środek, kryć swojego zawodnika, to są moje pierwsze myśli. Trener daje sporo wskazówek, żeby weszło nam to wszystkim w głowę. Można pomyśleć, że to proste założenia, ale jeśli będziesz ustawiony o metr za daleko od rywala, ten od razu może to wykorzystać na wyższym poziomie. Jestem ofensywnym zawodnikiem, ale w bronieniu też bardzo chcę się rozwijać. Od tego się wszystko zaczyna w pressingu, z przodu wysyłamy sygnał odnośnie tego, czy podchodzimy bliżej przeciwnika, a cała drużyna idzie za nami. Dzięki temu możemy odebrać piłkę bliżej bramki i zwiększamy szansę na zdobycie bramki, więc ma to dla nas spore znaczenie.

Rozmawiali Adrian Gałuszka i Maciej Sypuła

Następne mecze

Piątek 30.07 godz.20:30
Górnik Zabrze
vs |
Lech Poznań
Środa 04.08 godz.16:00
Lech II Poznań
vs |
Znicz Pruszków

Polecamy

Newsletter

Zapisz się do newslettera

Więcej

KKS LECH POZNAŃ S.A.
ul. Bułgarska 17
60-320 Poznań

Infolinia biletowa:
tel. 602-368-268 (10:00-17:00)
tel. 602-368-369 (10:00-17:00)

Tel: 61 886-30-00
mail: lech@lechpoznan.pl
Biuro Obsługi Kibica

Chcemy, aby korzystanie z naszych stron było dla Ciebie przyjazne. W tym celu staramy się dopasować treści oraz prezentowane reklamy do Twoich zainteresowań i preferencji. Jest to możliwe dzięki przechowywaniu w Twojej przeglądarce plików cookies oraz przetwarzaniu gromadzonych za ich pośrednictwem danych osobowych przez nas i naszych partnerów. Przez dalsze, aktywne korzystanie z Serwisu, bez zmian ustawień przeglądarki, wyraziłeś na to zgody.
Dowiedz się więcej >

Zamknij