2022-06-28 18:14 Maciej Henszel , fot. Archiwum Lecha Poznań

Jerzy Kopa: trener, który wprowadził Lecha na nowe tory

W pierwszym podejściu było utrzymanie w lidze po "Cudzie w Błażejewku" i potem debiutancki występ z Lechem Poznań w europejskich pucharach, a także położenie podwalin pod sukcesy lat 80. i początku 90. W drugim wywalczył z Kolejorzem mistrzostwo kraju, a także po raz pierwszy sforsował pierwszą rundę Pucharu Europy Mistrzów Krajowych i ograł milionerów z Marsylii, czyli słynny Olympique. Poniżej wspominany trenera Jerzego Kopę, który zmarł w niedzielę w wieku 79 lat.

Wszedł do salki, gdzie czekał na niego zespół. Rozmowy natychmiast umilkły. Miał 33 lata, był zatem w wieku części zawodników. Trenerski młokos, ale bardzo pewny siebie. - Panowie, pojedziemy na trzytygodniowe zgrupowanie. Jeśli ktoś nie czuje się na siłach, żeby ciężko pracować, może wstać i wyjść, przymusu żadnego nie ma - zapowiedział. - Nikt się nie zgłosił, ale na wszystkich padł blady strach, bo kiedy mówił, to za plecami słyszeliśmy takie "łup, łup!", to sztangi i inne żelastwo było przenoszone do autokaru - wspominał później jeden z lechitów. W ten sposób rodziła się jedna z najbardziej niezwykłych historii w dziejach Lecha Poznań, czyli "Cud w Błażejewku".

Podejście pierwsze

Sezon 1976/1977 Kolejorz rozpoczął fatalnie. Przegrał siedem z dziewięciu meczów i z dwoma punktami był ostatni w tabeli ekstraklasy. Zdecydowano się na zmianę trenera - duet Edmund Białas i Mieczysław Chudziak został zastąpiony przez Kopę, który był absolwentem poznańskiej AWF, ale pracował wtedy w Szombierkach Bytom. Już na początku spotkał się z kibicami, którzy nie byli nastawieni zbyt optymistycznie. Jeden z nich doradzał, że należy paść na kolana i modlić się, bo tylko to pozostało.

33-letni szkoleniowiec miał jednak inne zdanie. Wierzył w ciężką pracę - był przekonany, że piłkarze mają braki w wyszkoleniu motorycznym i to należy poprawić, do tego położyć nacisk na wyszukiwanie talentów, czyli dzisiejszy skauting. To był zresztą początek ważnych zmian w poznańskim klubie, które podłożyły podwaliny pod sukcesy dekady lat 80. i początku 90. Najpierw należało się jednak utrzymać i to się udało, a pomógł w tym wyjazd do podpoznańskiego Błażejewka. Udało się wykorzystać październikową przerwę w rozgrywkach, bo reprezentacja Polski grała wówczas w eliminacjach mundialu.

- Natychmiast po przyjściu postanowił nawiązać współpracę z AWF. To był facet z głową na karku, młody, dobrze wykształcony. Chciał wiedzieć, na czym bazuje, by mówiąc żargonem, nie zarżnąć zespołu. Po tych badaniach, podjął decyzję o uzupełniającym zgrupowaniu. Przeszło ono do historii jako „Cud w Błażejewku”. Prawda jest taka, że w Błażejewku nie było cudu, ale ciężka praca. Trzy treningi dziennie, by nadgonić zaległości. Dopiero pod koniec zgrupowania wyhamował z obciążeniami. Zespół chwycił świeżość i mógł zacząć walkę o pozostanie w lidze - opowiadał w jednym z wywiadów Mirosław Jankowski, kierownik klubu, dla którego to również były początki w Kolejorzu.

Walka o pozostanie w elicie trwała do końca, ale zakończyła się powodzeniem. A w kolejnym roku niebiesko-biali niespodziewanie zakwalifikowali się do europejskich pucharów. W 1978 zadebiutowali w Pucharze UEFA i choć zebrali cięgi od MSV Duisburg (0:5 i 2:5), to jednak wtedy klub został wprowadzony na zupełnie inne tory. - Jurek zapoczątkował to, co przerodziło się w 1982 roku w pierwszy Puchar Polski, a rok później w pierwsze mistrzostwo kraju - mówił Jankowski. Kopa na ławce nie doczekał tych sukcesów, bo w końcówce 1979 roku rozstał się z drużyną.

Podejście drugie

Ale wrócił na Bułgarską dekadę później - po pierwszych kolejkach sezonu 1989/1990. Stworzył wówczas duet z Andrzejem Strugarkiem, który formalnie były trenerem, a Kopa pełnił rolę menedżera na wzór angielski. Czyli osoby, która nie tylko czuwa nad codziennym funkcjonowaniem pierwszego zespołu, ale również pionu sportowego całego klubu.

Po kilku miesiącach wspólnej pracy mogli świętować mistrzostwo Polski i szykować się do podboju Europy. I zmazać plamę z dwumeczu z Duisburgiem, co mu cały czas ciążyło. - Ten drugi raz był już bardziej dojrzały. Wyszliśmy z tego zaułka, z tej biedy. Od czasu do czasu wyjeżdżaliśmy za granicę i trochę oswojeni byliśmy z tym wielkim piłkarskim światem. Dlatego nie byliśmy tak przestraszeni tym wszystkim dookoła. Można powiedzieć, że graliśmy rolę takiego niesfornego kopciuszka - uśmiechał się trener, kiedy odwiedziliśmy go w domu na poznańskim Szczepankowie, kiedy już odpoczywał na emeryturze.

Żaden rywal Lechowi był niestraszny także z dwóch innych powodów. Po pierwsze: dwa lata wcześniej poznaniacy byli o krok od wyeliminowania słynnej Barcelony. Wtedy nabrali pewności siebie, którą pokazali w pierwszej rundzie w 1990 roku. Startując z roli pretendenta, dokopali Panathinaikosowi Ateny (3:0 i 2:1). Dwumecz nie pozostawił wątpliwości, kto był lepszy. Fakt był jednak taki, że po raz pierwszy w historii udało się wejść do drugiej rundy Pucharu Europy Mistrzów Krajowych.

Na tym etapie los sprawił, że poznaniacy wpadli na Olympique Marsylia. Właścicielem tego klubu był wtedy Bernard Tapie, który budował zespół w sposób bezkompromisowy. Choć słowo budowa jest tutaj nieco na wyrost. Polegało to bowiem na burzeniu i składaniu klocków od nowa. Przykład? Rok przed konfrontacją z Kolejorzem marsylczycy awansowali do półfinału Pucharu Europy. Spotkali się z Benficą Lizbona. Pierwsze spotkanie wygrali 2:1, a w rewanżu przegrali bardzo pechowo 0:1. Nie dość, że gol padł w ostatnich minutach, to jeszcze Albańczyk Vata z Benfiki strzelił go ręką. Co zrobił Tapie? Wyrzucił 14 piłkarzy, m.in. Enza Francescolego, Alana Roche i Karla-Heinza Foerstera. W ich miejsce zostało kupionych 11 zawodników! Tapie wydał bez mrugnięcia okiem 8 mln dolarów na Serba Dragana Stojkovicia. Doszli także m.in. Pascal Olmeta, Bernardo Pardo, Basile Boli czy Abedi Pele. Gdy do tego doda się takich zawodników, jak podstawowy piłkarz reprezentacji Anglii Chris Waddle, bramkostrzelny Francuz Jean-Pierre Papin, czy Eric Cantona, to można myśleć o zawojowaniu Europy.

Na dokładkę dodajmy, że trenerem w 1990 roku został Franz Beckenbauer, który kilka miesięcy wcześniej wywalczył z reprezentacją RFN tytuł mistrza świata. Ponieważ jednak Kaiser nie miał papierów umożliwiających pracę we Francji, pełnił oficjalnie funkcję dyrektora technicznego.

Rozpoczęło się rozpracowywanie rywala. Kopa pojechał dwa razy do Francji - oczywiście samochodem. A to w jedną stronę blisko dwa tysiące kilometrów. - Wtedy jeszcze nie było tak, że wszystkie możliwe mecze przeciwnika dostarczała telewizja, transmitująca wydarzenia. Trzeba było samemu o wszystko zadbać. Część uważała w Poznaniu, że po co wyjazd, trzeba po prostu grać swoje. Ja podchodziłem jednak do tego rzetelnie - opowiadał Kopa, co pokazuje jaką uwagę przykładał do szczegółów.

Andrzej Juskowiak: - Kiedy oni wyszli na rozgrzewkę, to tak naprawdę te ich nazwiska mogły nas zabić. Byliśmy lekko oszołomieni na początku. Nie ma co tego ukrywać. I stąd wzięła się ta bramka na 0:1. Potrzebowaliśmy trochę czasu na to, żeby się otrząsnąć. Kopa: - Francuzi to zarozumiały naród. I jak prowadzili, to już byli pewni swego. A gdzie mogli przypuszczać, że załatwi ich jakiś Trzeciak? Przecież nawet nie wiedzieli, jak to się wymawia.

Od 30. minuty Kolejorz grał już fantastycznie. W pewnym momencie zrobiło się 3:1 po golach Damiana Łukasika, Bogusława Pachelskiego oraz Juskowiaka, skończyło na 3:2. Mówi się, że to był najlepszy pucharowy występ Lecha w historii. Można się o to spierać, dyskutować, ale fakt jest taki, że pokonany został czołowy wtedy klub europejski.

O rewanżu należało jak najszybciej zapomnieć. Była tam przegrana 1:6, a wokół tego starcia jest wiele różnych historii i niedopowiedzeń, które dziś już ciężko zweryfikować. Skończyło się też kilka miesięcy później drugie podejście trenera do Lecha, który wrócił raz jeszcze - na zaledwie miesiąc po siedmiu latach.

Jerzy Kopa zmarł w niedzielę, 27 czerwca w wieku 79 lat. Pogrzeb legendarnego szkoleniowca odbędzie się 9 lipca (sobota) o godzinie 13 na cmentarzu w podpoznańskim Robakowie.

Następne mecze

Czwartek 11.08 godz.20:30
Lech Poznań
vs |
Víkingur Reykjavík
Niedziela 14.08 godz.20:00
Lech Poznań
vs |
Śląsk Wrocław

Polecamy

Newsletter

Zapisz się do newslettera

Więcej

KKS LECH POZNAŃ S.A.
ul. Bułgarska 17
60-320 Poznań

Infolinia biletowa:
tel.  61 886 30 30   (10:00-17:00)

Infolinia klubowa: Tel: 61 886 30 00
mail: lech@lechpoznan.pl
Biuro Obsługi Kibica

Chcemy, aby korzystanie z naszych stron było dla Ciebie przyjazne. W tym celu staramy się dopasować treści oraz prezentowane reklamy do Twoich zainteresowań i preferencji. Jest to możliwe dzięki przechowywaniu w Twojej przeglądarce plików cookies oraz przetwarzaniu gromadzonych za ich pośrednictwem danych osobowych przez nas i naszych partnerów. Przez dalsze, aktywne korzystanie z Serwisu, bez zmian ustawień przeglądarki, wyraziłeś na to zgody.
Dowiedz się więcej >

Zamknij