2020-06-09 13:31 Maciej Markiewicz , fot. Przemysław Szyszka

Jeden Klub Tysiąc Historii: "kontuzjowany" sezon

Dzisiaj w ramach cyklu "Jeden Klub Tysiąc Historii" wspominamy sezon 1975/1976, w którym Lech Poznań do samego końca walczył o utrzymanie w ekstraklasie, po drodze dwukrotnie przegrywając z dzisiejszym rywalem, czyli Pogonią Szczecin. Jednak po latach widać, że były powody tego wszystkiego i o nich opowiedział nam były bramkarz Kolejorza, a teraz pasjonat historii klubu, pan Maciej Markiewicz. Puenta tej historii pokazuje, że po każdej burzy wychodzi słońce.

Trenerem zespołu był w tamtym sezonie Aleksander Hradecki, który od początku miał za zadanie ustabilizować skład, dobrać sobie takich zawodników, na których do tej pory nie mógł sobie pozwolić i w tym względzie miał duże poparcie kierownictwa klubu. Po średnio udanej rundzie jesiennej pojechaliśmy bardzo dużą grupą na zimowy obóz do Muszyny. Była to bardzo liczna kadra, w której szkoleniowiec cały czas szukał jakości i trzeba przyznać, że nie mógł utrafić z optymalizowaniem składu. Ten obóz był właśnie szansą na odnalezienie tego. Kibice pamiętali dobrą grę za trenera Edmunda Białasa, ale w I lidze cały czas zespół nie mógł się do końca odnaleźć. Na to zgrupowanie pojechało aż 21 zawodników wspartych juniorami i to właśnie spośród nich miał się wyklarować zespół na rundę wiosenną. Niby jesienią strzelaliśmy dużo goli, ale ciągle gubiliśmy punkty. Trzeba przyznać, że trener nie miał łatwo, bo na przestrzeni całego sezonu kontuzje łapali kluczowi zawodnicy tacy jak Jan Karwecki, Ryszard Szpakowski czy Zbyszek Gut, czyli reprezentanci Polski, z których trener nie mógł korzystać przez kilka tygodni, a nawet miesięcy. Dodatkowo po kilku spotkaniach kontuzję złapała wieloletnia podpora Lecha, czyli Janek Domino, a praktycznie cały sezon z głowy miał Grzegorz Tomkowiak. Prym w zespole nadal wiedli Roman Jakóbczak i Włodek Wojciechowski (na zdjęciu razem z Maciejem Markiewiczem - przyp.red.), ale ich czas w Poznaniu powoli dobiegał końca. Były to ostatnie lata pracy w klubie prezesa Wacława Draba, który podupadł na zdrowiu i przedwcześnie zmarł w 1975 roku. On do samego końca walczył o to, żeby odpowiednio odbudować sekcję piłki nożnej. Jednak przy tych wszystkich losowych zdarzeniach trudno było marzyć o jakichś sukcesach.

Po wznowieniu rozgrywek na wiosnę najpierw przegraliśmy 0:2 z Legią na wyjeździe, ale w kolejnej kolejce czekaliśmy na starcie z Pogonią Szczecin na stadionie im. Szyca. "Portowcy" w tamtych latach grali bardzo przyzwoicie i charakteryzowali się tym, że mieli ofensywnie usposobiony zespół. Jesienią przegraliśmy u nich 2:4, ale z tego co pamiętam udało nam się nawet strzelić trzeciego gola, jednak został nieuznany. Ten drugi mecz zakończył się bardzo dotkliwą porażką 0:4. Jednak ponownie małego usprawiedliwienia szukałbym w kontuzjach. Na boisku nie było części wcześniej wymienionych zawodników, a dodatkowo na to spotkanie wypadł Janek Stępczak, który już wcześniej z napastnika został przekwalifikowany na niezłego środkowego obrońcę. Powtórzyła się wtedy historia ze Szczecina, ponieważ znowu strzeliliśmy gola, prowadzilibyśmy 1:0, ale i tym razem nie został on uznany.

Była poprawa w grze, ale cały czas niewystarczająca. Nawet powiedziałbym, że ładnie graliśmy, ale punktów od tego nie przybywało. Brak zwycięstwa w kilku wiosennych meczach sprawił, że do klubu powrócił duet Edmund Białas/Mieczysław Chudziak. Najważniejsze w tej końcówce sezonu było bardzo ważne zwycięstwo z Polonią Bytom, które niewyobrażalnie pomogło nam w utrzymaniu się. Ten mecz bardzo przeżywał pan Antoni Skowroński, czyli nasz kierownik. Na Śląsk wyjechał dzień wcześniej, żeby wszystko przygotować. Teraz to normalne, że Mariusz Skrzypczak tak robi, ale kiedyś? Piekielnie trudny mecz z bezpośrednim rywalem z dołu tabeli, a my w perspektywie mieliśmy jeszcze spotkania z przyszłym mistrzem Polski Stalą Mielec oraz Wisłą Kraków. Ostatecznie wygrywamy 3:0 po golach Józefa Szewczyka i niezawodnych Jakóbczaka oraz Wojciechowskiego.

Jednak nadal zdarzały nam się porażki m.in. to druzgocące 0:8 właśnie z Wisłą Kraków. Fatalny wynik, ale jak to wyglądało od kulis? Tadek Płotka - atak kolki nerkowej, a dodatkowo wielu piłkarzy dopadło jakieś podtrucie. W bramce stał Andrzej Turek zastępujący Jana Karweckiego, ale on też narzekał na problemy żołądkowe i w trakcie meczu zastąpił go Wiechu Zakrzewski, czyli ojciec Zbyszka. Ten mecz to była jedna wielka tragedia. W tych wszystkich warunkach, które opisuje naprawdę czyms wyjątkowym było utrzymanie I ligi dla Lecha.

Ostatecznie para Chudziak/Białas też miała problemy ze stabilnością składu, z tym, że co chwila wypadał ktoś kontuzjowany lub np. był powoływany do wojska i przez to też nie mieli za ciekawych wyników. Dopiero przyjście trenera Jerzego Kopy sprawiło, że wiele rzeczy się odmieniło, a zespół powoli zaczął wygrywać. A jak zakończyć tę opowieść optymistycznie? W tym kolejnym sezonie, może nie lepszym, bo przecież to wtedy miał miejsce „cud w Błażejewku”, Kolejorz pokonał Pogoń Szczecin na własnym stadionie 5:0, a więc wzięliśmy rewanż za tę wysoką porażkę i bardziej takiego wyniku życzę dzisiaj niebiesko-białym.

Zredagował Mateusz Jarmusz

Następne mecze

Sobota 15.08 godz.20:30
Odra Opole
vs |
Lech Poznań
Piątek 21.08 godz.18:00
Zagłębie Lubin
vs |
Lech Poznań

Polecamy

Newsletter

Zapisz się do newslettera

Więcej

KKS LECH POZNAŃ S.A.
ul. Bułgarska 17
60-320 Poznań

Infolinia biletowa:
tel. 602-368-268 (10:00-17:00)
tel. 602-368-369 (10:00-17:00)

Tel: 61 886-30-00
mail: lech@lechpoznan.pl
Biuro Obsługi Kibica

Chcemy, aby korzystanie z naszych stron było dla Ciebie przyjazne. W tym celu staramy się dopasować treści oraz prezentowane reklamy do Twoich zainteresowań i preferencji. Jest to możliwe dzięki przechowywaniu w Twojej przeglądarce plików cookies oraz przetwarzaniu gromadzonych za ich pośrednictwem danych osobowych przez nas i naszych partnerów. Przez dalsze, aktywne korzystanie z Serwisu, bez zmian ustawień przeglądarki, wyraziłeś na to zgody.
Dowiedz się więcej >

Zamknij