2019-05-24 13:17 Karol Szumlicz , fot. Przemysław Szyszka

"Ani przez moment nie miałem głowy w chmurach" - wywiad z Gumnym

- Grając w Lechu jesteś rozpoznawalny, ale nadal w kwestii dużego futbolu jestem niewidoczny. Uważam, że nie powinno się mieć głowy w chmurach ani przez moment. Tutaj, w Poznaniu to już zupełnie. Jeżeli chcesz mierzyć wysoko, to możesz być dumny, kiedy na tę wysokość, na jaką chcesz wejdziesz - mówi obrońca Lecha Poznań, Robert Gumny. Wychowanek Kolejorza w rozmowie z lechpoznan.pl wspomina swoje wypożyczenie do Podbeskidzia Bielsko-Biała, pierwsze powołanie do seniorskiej reprezentacji Polski czy początki gry w pierwszej drużynie na...lewej stronie defensywy.

Kiedy wchodziłeś do pierwszej drużyny, to rzeczą, która przykuła moją uwagę było to, że... nie interesowałeś się za bardzo piłką nożną. Zmieniło się to przez ten czas?

- Tak było, nie interesowałem się ekstraklasą. Teraz podchodzę do tego inaczej. Kiedy zacząłem już regularnie grać, to skupiłem się na analizie rywala przed meczem i zacząłem podpatrywać innych. To był taki moment "o kurde, mogę coś w tej piłce szarpnąć", no to zobaczę jak oni grają. Nie jestem wielkim fanem piłki nożnej, ale teraz już oglądam ją regularnie. Śledzę półfinały Ligi Mistrzów, ale muszę przyznać, że fazy grupowej nie za bardzo (śmiech). Ale tak, to się u mnie zmieniło.

Czyli w dzieciństwie nie oglądałeś piłki? Nie wzorowałeś się wtedy na żadnym zawodniku?

- Raczej nie. Grałem wtedy w hokeja na trawie, to on mnie bardziej interesował, chociaż nie był tak rozwinięty jak futbol. Tam nie ma Arsenalu, czy innych wielkich drużyn. Wtedy skupiałem się na sobie i tym byłem "zajarany". Takim byłem dzieckiem, musiałem się ruszać, miałem ADHD (śmiech). Wszystkie turnieje obskoczyłem, brali mnie ze starszymi rocznikami, ale ostatecznie zostałem z piłką. Najlepiej mi się w nią grało. Fajnie się potoczyło, że to ciągnę do teraz.

No właśnie, ciekawa jest obserwacja całej drużyny. To naturalne, że jesteście innymi ludźmi, ale niektórzy od piłki totalnie nie mogą się oderwać. Jak ty teraz do tego podchodzisz?

- Siebie analizuję dosyć szczegółowo. Dostaję na maila raport InStat i po każdym meczu patrzę na wszystkie kontakty z piłką i to dwa lub trzy razy. To jest fantastyczna sprawa, bardzo ułatwia rozwój oraz wewnętrzną analizę swojej gry.

Duży wpływ miał na to Czesław Michniewicz? Słyszałem, że o swoich przeciwnikach w reprezentacji Polski do lat 21 wiecie absolutnie wszystko.

- Rzeczywiście (śmiech). Trener Michniewicz uwielbia odprawy, teraz wysyła nam analizę absolutnie każdego zawodnika, z każdego kraju, z którym będziemy rywalizować podczas mistrzostw Europy. Jest mistrzem analizy. Nie wiem jednak czy on mnie tym zaraził, ale wiem, że to nam dużo dało w kontekście awansu do turnieju finałowego. Nie było to łatwe, ale się udało.

Kończąc temat twojej wiedzy o piłce. Czy uważasz, że piłkarz powinien wiedzieć wszystko o futbolu, czy powinien przyjść do domu i się odciąć?

- Według mnie to kwestia indywidualnego podejścia. Jeżeli ktoś bardzo kocha piłkę, to w pełni to rozumiem. Ja nie jestem aż tak zafiksowany na tym punkcie. Wolę wrócić do domu, pograć na konsoli, wyjść z dziewczyną na rower. To mnie relaksuje, bo kiedy oglądam mecze Lecha i nie gram, nie uczestniczę w nich fizycznie i nie mogę nic zrobić, to siedzę i pocę się z nerwów. Nie lubię tego robić, bo bardzo się stresuję. Być może dlatego nie znalazłem sobie klubu, któremu za granicą kibicuję, bo siedziałbym w domu i obgryzał palce, czy on wygrywa czy nie. Wolę wyjść z najbliższymi, to daje mi wewnętrzny spokój.

Spotkałeś się w szatni z kilkoma piłkarskimi pokoleniami. Czy twoja generacja różni się bardzo od tych wcześniejszych?

- Wszystko chyba zależy od rodziny, to dużo zmienia. Trudno odpowiedzieć na to pytanie, bo ja takich dużych różnic nie widzę. Pamiętam, że Rafał (Janicki - przyp. red) wiedział wszystko o zawodnikach ekstraklasy i I ligi. Ja na przykład oprócz naszej ligi śledzę tylko Podbeskidzie, w którym grałem, a także chłopaków, których dobrze znam i są wypożyczeni. To wszystko. Mam gwiazdkę w aplikacji z wynikami i dostaję powiadomienia. Ale na przykład Tymek Klupś jest totalnie "zajarany" na punkcie piłki, wszystko zatem zależy od człowieka, a nie od żadnej generacji.

Zmieniając temat, ale zostając przy zainteresowaniach. Czy prawdą jest anegdota, że kiedy pojechałeś kilka lat temu na obóz do Sochocina, to pierwsze co zrobiłeś to szukałeś kabla sieciowego do internetu?

- Możliwe (śmiech). Już nie pamiętam, ale rzeczywiście tak mogło być.

Pytam, bo wiele osób, które cię znają lub trenowały, mówią, że jesteś namiętnym "gamerem". Lubiłeś spędzać tak czas?

- To już było i jest za mną. To było małe uzależnienie jeszcze w czasach, kiedy byłem w akademii. Dużo grałem przez internet, łączyliśmy po pięć stołów i udawaliśmy, że jesteśmy drużyną w League of Legends. To było fajne. Do teraz lubię sobie okazjonalnie pograć, pogadać na przykład z Pawłem Tomczykiem na czacie. Bo to do tego też służy. Czasami zarywałem nawet nocki w internacie. Oczywiście nie ma się co chwalić, ale tak kiedyś to wyglądało. Teraz już to minęło, nie mam na to parcia. Wtedy potrafiłem sam siedzieć i grać, nabijać rangi. Teraz raczej gram rzadko, to forma relaksu. Czasami pogram w FIFĘ, ale to już nie jest ten sam "Guma" (śmiech).

Czyli "Guma" dorósł? (śmiech)

- Dorósł, dorósł! Są lepsze rzeczy do robienia niż siedzenie i "łupanie" na konsoli. Można wyjść do kina, ostatnio byliśmy ze znajomymi na laser tagu. To są rzeczy fajniejsze i przyjemniejsze niż siedzenie w chacie i spędzania godzin przed konsolą. Trzeba sobie to jasno powiedzieć.

Kontynuując wątek dorastania. Kiedy wchodziłeś do drużyny, to dokonałeś dużego skoku. Twoje spotkania debiutanckie przeciwko Legii Warszawa, a te mecze po wypożyczeniu do Podbeskidzia to spory skok jakościowy. Czy wpływ na twoją naprawdę dobrą formę miał wyjazd do Bielska-Białej?

- Na pewno można tak powiedzieć, bo to było dla mnie świetne przetarcie. Bardzo dobrze mi się tam grało, dostawałem dobre recenzje. Ważny dla mnie też był pierwszy sparing z Hapoelem Beer-Sheva. Bramka i asysta dała mi wtedy dużo pewności siebie. Miałem wtedy dużo szczęścia. Ktoś wypadł ze środka obrony, Emir Dilaver musiał zagrać jako stoper, więc ja dostałem szansę na boku. Wypadłem dobrze, on też. W piłce potrzebne jest szczęście. Jeżeli tej sytuacji by nie było, no to mógłbym nie być w tym miejscu, w którym jestem teraz. Mam ponad 60 spotkań w ekstraklasie. Tak generalnie, to od początku szczęście mi sprzyjało. Przyszedłem tutaj jako lewy obrońca z prawą nogą. To jest ewenement, ale też ważna rzecz. Musiałem wykorzystać swoją szansę i mi się to udało. Cieszę się z tego powodu.

Pamiętasz jeszcze swój pierwszy obóz? Jakie miałeś wtedy nadzieje na grę?

- Na moim pierwszym obozie, na Cyprze był jeszcze Barry Douglas, obecnie piłkarze Leeds United. Jeszcze w trakcie zgrupowania odszedł do Turcji i Lech został wtedy bez żadnego nominalnego lewego obrońcy. Wtedy jeszcze Tamas Kadar grał na środku defensywy. Ja grałem na lewej obronie tylko i wyłącznie w reprezentacji u trenera Rafała Janasa. Dużo jemu zawdzięczam, bo wziął mnie do kadry z juniorów młodszych, kiedy większość chłopaków było już w pierwszym zespole. On cały czas na mnie wtedy stawiał. To było chyba ten moment, kiedy w Lechu mnie zauważono. Jeżdżę na kadrę, więc muszę coś prezentować. Pamiętam, że zagrałem swój pierwszy mecz z Wigrami Suwałki. Dałem wtedy asystę i zagrałem dobrze. Po obozie schodziłem do rezerw, zadebiutowałem, dwa ostatnie mecze zagrałem całe.

Po tych kilku występach wiosną 2016 roku liczyłeś, że jesienią zagrasz więcej?

- Zagrałem siedem spotkań na początku sezonu, potem trener Bjelica na mnie nie stawiał. Żeby była jednak jasność, ja to jednak rozumiem. Lech Poznań to poważny klub, także z lewą nogą trzeba grać na lewej obronie, ale udało się wrócić.

Od początku był plan, że pójdziesz na wypożyczenie? Jeśli chodzi o wychowanków Akademii Lecha Poznań, to są różne ścieżki rozwoju.

- Nie, nie myślałem o tym. Moja pozycja jest jednak specyficzna. Kiedy jesteś pomocnikiem, to masz szansę wejść na boisko w końcowych minutach. Ja jestem obrońcą, trudno jest zmieniać defensywę w trakcie meczu. Myślę, że na mojej pozycji wypożyczenie to dobry ruch. Musisz wtedy udowodnić, że stawisz czoła wymaganiom w pierwszej lidze. Jeżeli dasz tam radę, to możesz walczyć o szansę w ekstraklasie. Atakujący mają łatwiej. Mogą popełnić błąd, który nie będzie miał aż tak bolesnych reperkusji dla całej drużyny. Nie sądziłem jednak na początku kariery, że wyląduje w Bielsku, jednak absolutnie tego nie żałuję. To było super pół roku. Dojrzałem, wyprowadziłem się od rodziców. Musiałem jakoś przeżyć na płatkach z mlekiem (śmiech).

Naprawdę było aż tak? (śmiech)

- Nie no, żartuję. Ale to była lekcja dorosłości. Podam przykład. Po meczu miałem ochotę na pizzę. To zamówię. Następnego dnia po treningu też chciałem zamówić coś na wynos. Patrzę: brokuły, kurczak - to na pewno makaron, a tu nagle przychodzi pizza. Teraz już dbam o wszystkie detale (śmiech).

Często rozmawialiśmy o tym, kto wprowadzał cię do szatni w Poznaniu. A kto pomagał ci w Podbeskidziu?

- Bardzo szybko złapałem kontakt z Bartkiem Jarochem. Teraz gra w pierwszym składzie, strzelił parę goli. On mnie wziął pod swoje skrzydła, grał na tej samej pozycji. Na treningu wiele razy rywalizowaliśmy, a prywatnie bardzo szybko złapaliśmy bardzo dobry kontakt. Jeździłem do niego na mecze, posiedzieć. Moja dziewczyna przyjeżdżała w weekendy, więc w tygodniu nie miałem za bardzo co robić. Z nim się właśnie trzymałem, chodziliśmy razem na siłownię. W Podbeskidziu często zostawaliśmy też po treningu.

To teraz czas na pytanie, być może nieoczywiste. Jaki był najlepszy mecz, w którym chciałbyś zagrać, a z różnych powodów to ci się nie udało? Na przykład podczas pierwszego zgrupowania seniorskiej reprezentacji?

- Oczywiście, że był niedosyt, ale jest pewna kolejność. Grają lepsi, wynik był niepewny, nie mam tu żadnych pretensji. Wiem, że byłem blisko debiutu, ale nie zagrałem. Wierzę, że to kwestia czasu. Zobaczymy jak to się wszystko rozwinie. Mam nadzieję, że się uda niedługo zagrać.

Zastanawia mnie jedna rzecz. Bardzo szybko wszedłeś do pierwszego zespołu, a w zespołach juniorskich nie byłeś wyróżniającą się postacią. Czy ta "cicha ścieżka" była lepsza, szczególnie porównując do Dawida Kownackiego czy też Filipa Marchwińskiego?

- Czy cicha? Na pewno skromniejsza. Takim byłem zawodnikiem: małym i niewidocznym, aż w końcu poszedłem od razu do góry. Nie byłem popularnym młodzieżowcem, wcześniej nie chciały mnie żadne kluby z topu, takie jak Liverpool czy Ajax. Nie wyróżniałem się tak bardzo. Potem nastąpił strzał, być może brutalny.

Brutalny? To oznacza, że chociaż przez chwilę nie dawałeś sobie z nim rady?

- Nie, absolutnie! Nie zostałem przecież żadną supergwiazdą, nadal się tak nie czuję. Grając w Lechu jesteś rozpoznawalny, ale nadal w kwestii dużego futbolu jestem niewidoczny. Uważam, że nie powinno się mieć głowy w chmurach ani przez moment. Tutaj, w Poznaniu to już zupełnie. Jeżeli chcesz mierzyć wysoko, to możesz być dumny, kiedy na tę wysokość, na jaką chcesz wejdziesz.

Jesteś poznaniakiem. Czy czujesz wpływ miasta na to, jak ukształtowałeś się pod względem mentalnym i sportowym?

- Ani przez moment nie odpłynąłem w żadną stronę. Nie pozwoliła mi na to m.in. twarda ręka ojca. Gdybym odpłynął, to pewnie by mnie zamknął w pokoju i nie wypuszczał (śmiech). Dużo mu zawdzięczam, generalnie rodzicom. Nawet przez chwilę mi nie odwaliło, tak mi się wydaje. Znajomi też mi to mówią, że za dużo się nie zmieniłem.

Twój tata od początku kibicuje ci z trybun. Nie czułeś się czasami jak syn nauczycielki w szkole, w której się uczysz?

- Musiałbym być chyba synem trenera (śmiech). Syn kibica to większa duma niż presja, bo jej nie było. Fajnie jednak, że taka historia miała miejsce. Mój ojciec przez wiele lat jeździł na wszystkie wyjazdy, a synowi udało się zagrać i cały czas gra.

Był jakiś ważny moment w tej waszej relacji?

- Wiadomo, że po pierwszym meczu łzy się polały, poprzytulaliśmy się, ale nie celebrowaliśmy tego jakoś specjalnie. Nie ma czym się przecież jeszcze zachwycać. Celebrować poważnie można, kiedy osiągnie się coś więcej niż zwykły występ w spotkaniu. Wiadomo, że debiut to chwila emocji, ale zaraz to wszystko opada i musisz udowodnić, że trener nie zrobił błędu. Trzeba pokazać, że potrafisz więcej osiągnąć.

Kończąc nasz wywiad: czym jest dla ciebie możliwy występ podczas nadchodzących mistrzostw Europy? Najważniejszy turniej w życiu, czy raczej podchodzisz do tego na chłodno?

- Na chłodno. Myślę, że nie jesteśmy faworytami. Liczę, że zbierzemy tam sporo doświadczenia, nie możemy się niczego bać. To są nasi rówieśnicy, niektórzy mogą być dwa lata starsi, ale taka różnica w futbolu to przecież nic. Myślę, że to będzie super turniej, mam nadzieję, że Włosi to dobrze zorganizują i będzie co wspominać.

Rozmawiał Karol Szumlicz

Następne mecze

Sobota 20.07 godz.20:00
Piast Gliwice
vs |
Lech Poznań
Piątek 26.07 godz.20:30
Lech Poznań
vs |
Wisła Płock

Polecamy

Newsletter

Zapisz się do newslettera

Więcej

KKS LECH POZNAŃ S.A.
ul. Bułgarska 17
60-320 Poznań

Infolinia biletowa:
602-368-268 (9:00-17:00)
602-368-369 (9:00-17:00)

Tel: 61 886-30-00
mail: lech@lechpoznan.pl
Biuro Obsługi Kibica

Chcemy, aby korzystanie z naszych stron było dla Ciebie przyjazne. W tym celu staramy się dopasować treści oraz prezentowane reklamy do Twoich zainteresowań i preferencji. Jest to możliwe dzięki przechowywaniu w Twojej przeglądarce plików cookies oraz przetwarzaniu gromadzonych za ich pośrednictwem danych osobowych przez nas i naszych partnerów. Przez dalsze, aktywne korzystanie z Serwisu, bez zmian ustawień przeglądarki, wyraziłeś na to zgody.
Dowiedz się więcej >

Zamknij