Piłkarze Lecha Poznań zagrają w Łodzi z Widzewem w 6. kolejce PKO BP Ekstraklasy w sezonie 2026/2027. Kolejorz jedzie tam jako dwukrotny z rzędu Mistrz Polski i obrońca tytułu, a my wspomnieniami wrócimy do wydarzeń sprzed 44 lat. Wówczas z kolei Niebiesko-Biali pojechali do dwukrotnych po kolei złotych medalistów rozgrywek ligowych. To był sezon, w którym Lechici ruszyli po swój pierwszy tytuł w Ekstraklasie. Nie skupimy się jednak na samym wyniku konfrontacji w Łodzi, a na osobie Janusza Kupcewicza.
Lech Poznań sięgnął w 1982 roku po historyczny, pierwszy Puchar Polski. Chciał powalczyć o tytuł Mistrza Polski, ale potrzebne były do tego transfery. Na tym polu początkowo nie było wielkich sukcesów. Kolejorz chciał sięgnąć po medalistę MŚ Andrzeja Iwana z Wisły Kraków. Jeszcze u progu sezonu trener Wojciech Łazarek przekonywał, że ten temat jest wciąż otwarty, ale podobno Biała Gwiazda nie podjęła nawet tematu, bo propozycje finansowe napływające z Poznania były dalece niesatysfakcjonujące. Poznaniacy próbowali skaperować Wiesława Wragę i Mirosława Myslińskiego - odpowiednio z Błękitnych Stargard oraz Siarki Tarnobrzeg. Tutaj jednak ulegli potędze ówczesnych mistrzów Polski, czyli Widzewa Łódź, który zgarnął obu.
Przedstawiciele klubu jednak w Hiszpanii na MŚ mocno pracowali i namawiali do przenosin Janusza Kupcewicza, który wywalczył z Biało-Czerwonymi trzecie miejsce na świecie. Dziś nie do pomyślenia jest to, żeby niemal do ostatniej chwili zachować w tajemnicy taki transfer - wszak reprezentanta kraju, który dopiero co strzelił Francuzom gola w starciu wygranym przez Polaków 3:2 na zakończenie tak udanego Mundialu. A jednak! Prasa była w szoku i nie była do końca pewna, który zespół wzmacnia świetny pomocnik. Sezon już się zaczął. Lechici przegrali we Wrocławiu ze Śląskiem, a potem wygrali 1:0 z Pogonią Szczecin, której nie udało się zrewanżować za finał Pucharu Polski.
W trzeciej kolejce czekała wyprawa do Łodzi na konfrontację z Widzewem. I tutaj właśnie dochodzimy do tego szoku. Bez wątpienia, najbliżej drużyny był wówczas redaktor Stanisław Garczarczyk z Gazety Poznańskiej, który jeździł za Lechem wszędzie. Ale i on nie miał pojęcia, co się święci. Oto fragment jego relacji z Łodzi:
- Wydarzeniem numer jeden (…) stał się występ Janusza Kupcewicza w barwach poznańskich. Ten sensacyjny transfer został załatwiony w PZPN dopiero w ostatniej chwili. Prawie nikt o sprawie nie wiedział, toteż pojawienie się 15-krotnego reprezentanta kraju w łódzkim Grand Hotelu wywołało prawdziwe poruszenie. Wielu sądziło, że… przyjechał zasilić drużynę Widzewa, klubu nie ukrywającego swych apetytów na najlepszych polskich piłkarzy. Na szczęście Kupcewicz wybiegł na boisko w reprezentacyjnym dresie kolejarzy. Czy z Kupcewiczem w roli dyrygenta przyjdą upragnione sukcesy? - pytał.
Słusznie postawione pytanie, bo nagle po takim hitowym ruchu optyka się zmieniła. Kupcewicz miał wyjechać do klubu zagranicznego. W wywiadach podkreślał, że sprawa wciąż jest aktualna, ale nie wie, kiedy i dokąd. Zresztą we wrześniu w Paryżu odbył się rewanż za walkę o trzecie miejsce w Hiszpanii. Drużyna selekcjonera Antoniego Piechniczka rozbiła Trójkolorowych aż 4:0, Janusz zdobył dwie bramki i drzwi do Francji stały się mocno uchylone. I faktycznie latem 1983 trafił do AS Saint-Etienne, ale najpierw dał Lechowi sukces, jakiego do tej pory klub nie miał. Był jednym z głównych architektów mistrzostwa.
W Łodzi 14 sierpnia 1982, czyli nieco ponad 44 lata temu, wybiegł w podstawowym składzie. Pierwszego gola strzelił w następnej kolejce, tutaj zapisał się w protokole, bo otrzymał żółtą kartkę. Lech przegrał 1:2. Na trafienia Zdzisława Rozborskiego i Tadeusza Świątka odpowiedział tylko bramką niezawodnego Mirosława Okońskiego. Wtedy była przegrana, ale na koniec sezonu mieliśmy poznańskiego świętowanie.
Crystal Palace F.C
Lech Poznań
Lech Poznań
Radomiak Radom
Zapisz się do newslettera