W meczu piątej kolejki Ekstraklasy Lech Poznań wygrał we Wrocławiu ze Śląskiem 2:1 po bramkach Artjomsa Rudnevsa i Sławomira Peszki.
Trener Jacek Zieliński na spotkanie ze Śląskiem zestawił skład podobnie jak na rewanżowy mecz z Dniprem. Krivets wystąpił na pozycji defensywnego pomocnika, a na skrzydło powędrował Kikut. Przewagę na początku spotkania zyskali jednak gospodarze. W 10 minucie znakomitą okazję bramkową miał Waldemar Sobota. Skrzydłowy wrocławian odepchnął Luisa Henriqueza, sędzia jednak pozwolił grać dalej i Sobota stanął oko w oko z Krzysztofem Kotorowskim, ale na szczęście chybił. Lech po raz pierwszy skontrował w 17 minucie. Sławomir Peszko przedarł się lewą stroną, ale zamiast podawać do lepiej ustawionych Artjomsa Rudnevsa czy Semira Stilica zdecydował się na strzał z ostrego kąta, który minął bramkę gospodarzy. Peszko nie zraził się nieudaną próbą i w 25 minucie podszedł do rzutu wolnego z ponad 20 metrów. Skrzydłowy Kolejorza huknął potężnie, a przy tym nadał piłce tak dziwną rotację, że Kelemen nie zdążył nawet zareagować i Lech objął prowadzenie. Śląsk próbował szybko wyrównać i bliski celu był w 31 minucie, gdy z 17 metrów minimalnie chybił Cristian Diaz. Siedem minut później z podobnej odległości uderzał Przemysław Kaźmierczak, ale po rykoszecie piłka poszybowała nad poprzeczką. Gospodarzom udało się wyrównać w 44 minucie. Sędzia Adam Lyczmański podyktował kontrowersyjny rzut karny za zagranie ręką Henriquez, a jedenastkę" na bramkę zamienił Diaz. To rozzłościło lechitów, którzy natychmiast ruszyli do ataków. W 45 minucie Grzegorz Wojtkowiak dośrodkował przed pole karne, tam na strzał z woleja zdecydował się Stilić, jednak minimalnie chybił. W doliczonym czasie gry Lech zdobył bramkę. Po uderzeniu Rudnevsa z 15 metrów niepewnie interweniował Kelemen, do piłki dopadł Stilić i skierował ją do pustej bramki. Asystent sędziego zauważył jednak pozycję spaloną Bośniaka i bramki nie uznał.
Druga część meczu miała już zupełnie inny przebieg. Lechici częściej utrzymywali się przy piłce i mecz stał się bardziej wyrównany. Mimo wszystko jako pierwsi zaatakowali gospodarze. W 47 minucie po strzale z ostrego kąta Piotra Ćwielonga świetną interwencją popisał się Kotorowski. Lech zaatakował pięć minut później. Marcin Kikut zagrał płasko w pole karne do Rudnevsa, a Łotysz pokonał Kelemana i Lech znów wyszedł na prowadzenie. W 56 minucie w polu karnym Lecha powstało olbrzymie zamieszanie, po którym z 6 metrów strzelał Wołczek, ale fantastyczna interwencja Kotorowskiego uchroniła poznaniaków przed stratą bramki. W 64 minucie znów zaatakowali poznaniacy. Z prawego skrzydła znów płasko dośrodkował Kikut, Rudnevs uderzył piętą, ale za lekko by pokonać Kelemana. W 70 minucie odpowiedział Śląsk. Z 16 metrów z woleja nad poprzeczką strzelał Mila.Na następną, dobrą okazję wrocławianie musieli poczekać aż do doliczonego czasu gry. Wtedy z ostrego kąta niewiele pomylił się Sebastian Mila. W 94 minucie kapitalną kontrę wyprowadzili lechici. Po podaniu Wichniarka w sytuacji sam na sam obok bramki uderzył Stilić i mecz zakończył się zwycięstwem Lecha 2:1.
Śląsk Wrocław - Lech Poznań 1:2 (1:1)
Bramki: 45. Diaz (k) - 25. Peszko, 52. Rudnevs
Widzów: 7.000 (512 kibiców Lecha)
Sędzia: Adam Lyczmański (Kujawsko-pomorski ZPN)
Żółte kartki: Mila - Kotorowski, Kikut, Drygas
Śląsk: Marian Kelemen - Piotr Celeban, Jarosław Fojut, Amir Spahić, Krzysztof Wołczek - Waldemar Sobota (69. Marek Gancarczyk), Przemysław Kaźmierczak, Sebastian Mila, Piotr Ćwielong (69. Łukasz Madej) - Cristian Diaz, Tomasz Szewczuk (83. Łukasz Gikiewicz)
Lech: Krzysztof Kotorowski - Grzegorz Wojtkowiak, Manuel Arboleda, Ivan Djurdjević, Luis Henriquez - Dimitrije Injac (85. Kamil Drygas), Sergei Krivets - Marcin Kikut, Semir Stilić, Sławomir Peszko (78. Jakub Wilk) - Artjoms Rudnevs (72. Artur Wichniarek)