2018-01-05 10:10

- Życie piłkarza może być okrutne - wywiad z Rogne

- Liga Mistrzów to nieprawdopodobnie wymagające rozgrywki. Największą rzeczą dla mnie były mecze w Celtiku, derby z Rangersami czy spotkania w europejskich pucharach. W Wigan także grałem w europejskich pucharach, bo klub zdobył Puchar Anglii tuż przed tym, gdy do niego trafiłem. Oba te zespoły były świetnym doświadczeniem, ale to Celtic jest nadzwyczajnym klubem – mówi w swoim pierwszym wywiadzie po transferze do Lecha nowy piłkarz tego klubu, Thomas Rogne.

Duńczycy mają „hygge”, Szwedzi mówią „lagom” (skandynawskie słowa oznaczające „wygodę” – przyp.red.), a jakiego określenia używają Norwegowie?

- (śmiech) „Passe”, to jest nasz norweski odpowiednik. Oznacza „wszystko dobrze”, więc chyba o to słowo chodzi.

Jaki jest twoim zdaniem typowy Norweg?

- Uchodzimy za wyluzowanych. W naszym kraju żyje się dosyć wygodnie, niemal każdy prowadzi dobre życie. To przekłada się na ludzi, którzy są uprzejmi wobec innych, ale także nieco zbyt swobodnie podchodzą do pewnych spraw. Przez tę wygodę niekiedy nie podejmują wyzwań, które pojawiają się na ich drodze.

Jesteś taki sam?

- Absolutnie nie. Właśnie dlatego w młodym wieku zdecydowałem o wyjeździe za granicę. Tam czekały na mnie wyzwania, cele do zrealizowania, większa konkurencja. Walczysz o życie w każdym meczu, poważniej traktujesz współzawodnictwo.

Mówisz o podejmowaniu wyzwań. Jakie masz przed sobą?

- Wygrywanie trofeów. Udawało mi się to, gdy byłem w Szkocji i Szwecji. W Anglii sytuacja miała się nieco inaczej, byliśmy na zapleczu Premier League. Tam nie było aż takiej presji, żeby wygrywać. To nie do końca mi pasowało, mimo że klub traktował mnie dobrze i wspominam go pozytywnie. Dlatego przyszedłem do Szwecji, gdzie od razu wygraliśmy krajowy puchar. W trakcie pierwszego roku byliśmy także blisko zwyciężenia tytułu. Po tym sezonie klub musiał uszczuplić budżet, stawiać na młodych zawodników, co też było niezłą próbą sił.

Poprzednie rozgrywki w wykonaniu IFK Goteborg były dla ciebie rozczarowaniem?

- Ogromnym. Zajęliśmy dziesiąte miejsce w lidze. Dla takiego klubu jest to niemały skandal. Cała kampania była dla nas nieudana. Latem wyglądaliśmy nieco lepiej, ale ogólnie sezon był kiepski. Ten klub można nieco porównać do Lecha Poznań. Miasto jest bardzo ładne, drugie co do wielkości w Szwecji, a zespół IFK jest wszystkim dla swoich kibiców. To są podobieństwa, które dostrzegam na początku. Potencjał klubu jest spory, ale nie umie się go odpowiednio wykorzystać, stąd niezadowolenie kibiców.

Mimo młodego wieku jesteś już doświadczonym zawodnikiem. Trzy lata w Szwecji, wcześniej wiele lat grałeś na Wyspach Brytyjskich.

- Szkocja była fantastyczna. Trafiłem do Celtiku Glasgow mając 19 lat, byłem bardzo młody. Trzy tygodnie po transferze występowałem już w Old Firm Derby przeciwko Glasgow Rangers. 60 tysięcy ludzi na trybunach. To było naprawdę porywające doświadczenie, zobaczyć jaką pasją ludzie mogą darzyć futbol. Pod względem piłkarskim Glasgow jest niesamowitym miastem. Mieszka tam 400-500 tysięcy ludzi i każdy komuś kibicuje: Rangersami bądź Celtom. Masz 19 lat i trafiasz w takie miejsce.

Wtedy też zagrałeś mecz przeciwko Paulowi Scholesowi.

- Graliśmy mecz towarzyski przeciwko Manchesterowi United. To, co on wyrabiał, było czymś zupełnie z innego świata. Mimo, że nie rywalizowałem z nim bezpośrednio, bo biegał w środkowej formacji, był niesamowity. Wydawało się, że już ich mieliśmy, że mamy ich akcję ofensywną pod naszą kontrolą, a nagle piłka znajdowała się pod jego nogami. Zanim się zorientowałeś, piłka znajdowała się w zupełnie innym sektorze boiska! Nie wiedzieliśmy nawet, że tam jest jakiś zawodnik, a on już miał piłkę.

Kto spośród twoich kolegów z drużyny zrobił na tobie największe wrażenie?

- Miałem okazję występować z Robbiem Keanem w Celtiku, który był świetnym piłkarzem. Treningi z nim były bardzo wymagające, bo często na siebie graliśmy. Rozwój zależy często także od tego, z kim rywalizujesz na codziennych zajęciach. Jeśli radzisz sobie z wymagającymi piłkarzami na co dzień, prezentujesz się lepiej w meczach ligowych. W Wigan był taki piłkarz, James McCarthy, z nim trenowałem tylko kilka tygodni, ale również zapadł mi w pamięć.

Ten okres był najlepszym w twojej karierze? Gra przy pełnych trybunach, występy w Lidze Mistrzów w Celticu, ambitne cele postawione przed zespołami, w których grałeś.

- Liga Mistrzów to nieprawdopodobnie wymagające rozgrywki. Największą rzeczą dla mnie były mecze w Celtiku, derby z Rangersami czy spotkania w europejskich pucharach. W Wigan także grałem w europejskich pucharach, bo klub zdobył Puchar Anglii tuż przed tym, gdy do niego trafiłem. Oba te zespoły były świetnym doświadczeniem, ale to Celtic jest nadzwyczajnym klubem.

Powiedziałeś kiedyś, że to klub, w którym zostaje się przez całą karierę. Dlaczego w takim razie nie grasz już w Glasgow?

- Też sobie zadaję to pytanie (śmiech). Lubię stawiać sobie nowe cele. Miałem możliwość pozostania w tej drużynie, w trakcie ostatniego sezonu tam wygraliśmy ligę z przewagą jakichś 25 punktów. A nie graliśmy jakoś nadzwyczajnie! To były rozgrywki po degradacji Rangersów, nie mieliśmy żadnej konkurencji. Po to jestem piłkarzem, żeby współzawodniczyć, walczyć o realizację wyzwań. Angielska piłka jest w Norwegii popularna, dlatego też zdecydowałem się poprowadzić moją karierę w tym kierunku.

Kontuzje nie pozwoliły Tobie na rozwinięcie skrzydeł w Szkocji?

- To były drobne rzeczy, ale nie pozwalały na regularną grę. Występowałem w pięciu-sześciu meczach i kontuzja. Potem znów. To było frustrujące, ale później przyszła oferta z Anglii. Tamtejszą piłkę oglądałem od zawsze i bardzo lubiłem. Wigan właśnie spadło z Premier League i chciało od razu do niej wrócić. To było ciekawe wyzwanie, ale niestety nie udało się go zakończyć sukcesem. Mieliśmy czterech menadżerów w osiemnaście miesięcy. Zaczęliśmy nieźle, ale później pojawiły się kłopoty. Tamtejsza Championship jest szalona. 24 drużyny, z czego mniej więcej 18 celuje w awans. Kiedy pojawiają się wyboje na tej drodze, zmienia się trenerów, dokonuje rewolucji.

Mówiłeś o kontuzjach, które przytrafiły ci się w trakcie gry na Wyspach. Jak trudny był to dla ciebie czas?

- Pierwszy raz zerwałem więzadła w kolanie mając 17-18 lat. Wchodziłem wtedy do pierwszej drużyny Stabaek. Spędziłem około ośmiu miesięcy poza boiskiem, skupiając się na rehabilitacji. Każdego dnia myślałem o tym, jak życie piłkarza może okazać się okrutne. To są najgorsze wspomnienia z mojej kariery sportowej. W Celtiku miałem sporo urazów mięśniowych. Ciężko powiedzieć, dlaczego tak się stało. Lekarze tłumaczyli to tym, że wskoczyłem na zupełnie inny poziom, kiedy mój organizm nie był jeszcze wystarczająco rozwinięty.

Potem jednak było dużo lepiej i…

- Miałem dwa lata praktycznie bez kontuzji, czułem się wtedy świetnie. Wtedy jednak zerwałem więzadła w drugim kolanie. To był ogromny dołek. Dopiero co przeprowadziłem się do Szwecji, ocierałem się o reprezentację, wszystko szło doskonale. Ponownie potrafiłem się podnieść. To chyba jeden z największych moich atutów: po niepowodzeniach umiem odpowiednio zareagować. Sześć miesięcy bez treningów, ponowne leczenie, coś strasznego. W zeszłych rozgrywkach opuściłem jednak tylko cztery mecze z powodu urazów. Ściskam kciuki, żeby taki stan rzeczy utrzymywał się jak najdłużej.

Grając z kolei w Goteborgu miałeś okazję poznać dwa polskie kluby, Śląsk Wrocław i Piast Gliwice.

- Oczywiście to pamiętam, mam z tego świetne wspomnienia. W pierwszym roku mojego pobytu w Szwecji graliśmy ze Śląskiem. Pierwsze starcie odbyło się we Wrocławiu, gdzie mają piękny stadion. Wywalczyliśmy tam remis bezbramkowy. Wtedy posmakowałem polskiej piłki pierwszy raz. Szczerze? Byłem pod dużym wrażeniem. Wydawała się przede wszystkim dobrze zorganizowana, infrastruktura także była imponujące.

Brałeś wtedy pod uwagę, że możesz kiedyś zagrać w drużynie z Polski?

- Tak, to był ten moment, kiedy pomyślałem, że to może być dla mnie ciekawy kierunek. Oczywiście tylko potencjalnie, bo dopiero co trafiłem do IFK. W tym samym czasie trenerem Legii Warszawa był Henning Berg. U nas w kraju jest to znana postać, z jego powodu usłyszałem nieco więcej o polskim futbolu. Dlatego przyszło mi wtedy do głowy: dlaczego nie?

Jak patrzy się na polską ligę w twoim kraju?

- Nie ma wielu Norwegów, którzy tutaj grali. Dlatego jest ona u nas uznawana nieco za taki nieco nieodkryty obszar (śmiech). Poważnie mówiąc, patrzymy na te rozgrywki jako na silne, wymagające. To może brać się poniekąd ze świetnych wyników polskiej reprezentacji.

Jeśli jesteśmy przy reprezentacjach, ty w swojej dorosłej kadrze wystąpiłeś dwukrotnie. Masz na koncie także wiele gier w młodzieżowych reprezentacjach.

- Szczególnie w kadrze do lat 21. Z tym zespołem zajęliśmy trzecie miejsce na Mistrzostwach Europy w 2013 roku. W drużynie narodowej zagrałem w dwóch meczach towarzyskich. Jednym z moich celów jest powrót do reprezentacji.

Jesteś rozczarowany, że tylko dwa?

- Jasne. Nie wiem, jak jest w Polsce, ale w Norwegii piłkarze robią wokół siebie dużo szumu w mediach i różnych kręgach piłkarskich. W ten sposób funkcjonują w świadomości kibiców i ludzi związanych z piłką. Dzięki temu szumowi mają większe szanse na powołanie. Według mnie drużyna narodowa jest nieco podobna do zespołu klubowego. Powinieneś mieć system, do którego dobierasz odpowiednich wykonawców. Ostatni selekcjoner zdecydował, że nie prezentowałem się wystarczająco dobrze, co było uczciwym postawieniem sprawy. Sam wiedziałem, że stać mnie cały czas na więcej. Z nowym trenerem mamy nieco inny sposób gry, bardziej mi odpowiadający. Chciałbym tam kiedyś wrócić.

W ostatnich latach Norwegia nie występuje na największych imprezach piłkarskich. Wasz futbol przeżywa kryzys?

- Minęło dużo czasu, od kiedy byliśmy na dużym turnieju. Bądźmy szczerzy, nasza kadra spisywała się naprawdę słabo. Zmieniony został trener, miało to miejsce około rok-półtorej temu. Obecny szkoleniowiec, Lars Lagerback, jest legendą skandynawskiej piłki. Sposób, w jaki gra jego drużyna, bardziej pasuje do wykonawców, którymi dysponuje. Już widać progres, wygraliśmy kilka meczów i w następnych eliminacjach do Mistrzostw Europy będziemy groźni. Ostatnie lata były jednak dla nas okropne.

Czy poszukując zawodników do swojej kadry trener Lagerback spogląda na polską ligę?

- Mamy coś na kształt obozów, na które zapraszanych jest około 40-45 najlepszych norweskich piłkarzy. Takie zgrupowania selekcyjne. W tym gronie znajduję się zawsze. W sierpniu odbywał się tego typu zjazd, na który się nie udałem z powodu kontuzji. Cały czas jestem więc blisko. Zawsze jednak powtarzam, że musi być jakaś logiczna kolejność. Najpierw musisz grać dobrze w klubie, później możesz myśleć o reprezentacji.

Jakie są twoje oczekiwania wobec życia, ale tego niepiłkarskiego?

- Aktualnie skupiam się tylko na futbolu. Oczywiście chcę prowadzić dobre, szczęśliwe życie tutaj, w Poznaniu. Chciałbym się związać z tym miejscem na dłużej, stąd wieloletni kontrakt podpisany z Lechem. Miasto jest ładne, to też jest istotna wartość, która czyni twoje życie przyjemniejszym.

W drużynie będziesz dzielił szatni z kilkoma piłkarzami ze Skandynawii, co także może okazać się ułatwieniem w aklimatyzacji.

- Oczywiście, będzie to dla mnie bardzo pomocne. Musimy dobrze na siebie oddziaływać, uczyć się języka polskiego, załatwiać bieżące sprawy. Czy Duńczycy i Szwedzi uczą się waszego języka?

Klub organizuje im lekcje.

- To jest bardzo istotna rzecz. Mam na myśli też poznawanie kultury kraju, w którym się gra. Język jest jedną z jej części. Będę chciał go poznać tak szybko, jak to możliwe.

Kiedy planujesz pokazać miasto i nowe otoczenie swojej dziewczynie?

- Przyjedzie tutaj, jak tylko będzie mogła (śmiech). Za każdym razem, gdy mamy ze trzy dni wolnego, odwiedzamy się. Nie inaczej będzie w tym przypadku, na pewno chętnie się tu pojawi.

Ada gra w piłkę w jednym z najlepszych klubów w kobiecym futbolu.

- Prowadzimy podobne życia. W tym momencie pozostają nam wideorozmowy na Facetime (śmiech).

Które z was jest bardziej rozpoznawalne w Norwegii?

- Zdecydowanie Ada. Jest jedną z największych osobowości w naszym sporcie. Wygrała dwa razy z rzędu w konkursie na najlepszego piłkarza w Norwegii. Została też wybrana najlepszym sportowcem roku. Cieszy się ogromną popularnością.

Jak dużym zainteresowaniem w Norwegii cieszy się kobieca piłka nożna?

- Myślę, że stanęła nieco w rozwoju. W Hiszpanii czy Anglii ten progres postępuje znacznie szybciej. Liga kobieca nie stoi na wysokim poziomie.

Porównujecie swoje doświadczenia z boiska piłkarskiego?

- Nie rozmawiamy zbyt wiele o futbolu. Tak chyba jest po prostu zdrowiej. Obejrzymy czasem mecz w telewizji, bo oboje to lubimy. Dla mnie jednak Ada-piłkarka i Ada-moja dziewczyna to dwie różne osoby.

Ada gra w Lyonie, z kolei najbardziej rozpoznawalna polska piłkarka, Kasia Kiedrzynek, broni w PSG. Wiedziałeś, że Kasia to fanka Lecha Poznań?

- (śmiech) Wiem, że ich rywalizacja była w ostatnich latach bardzo zacięta. To jest ciekawe, w trakcie podpisania kontraktu pracownicy Lecha powiedzieli mi już, że bramkarka PSG jest kibicką Lecha. Niezła historia.

rozmawiali Adrian Gałuszka i Mateusz Szymandera

Następne mecze

Piątek 21.12 godz.20:30
Wisła Kraków
vs |
Lech Poznań
Piątek 08.02 godz.20:30
Lech Poznań
vs |
Zagłębie Lubin

Polecamy

Newsletter

Zapisz się do newslettera

Więcej

KKS LECH POZNAŃ S.A.
ul. Bułgarska 17
60-320 Poznań

Infolinia biletowa:
602-368-268 (9:00-17:00)
602-368-369 (9:00-17:00)

Tel: 61 886-30-00
mail: lech@lechpoznan.pl
Biuro Obsługi Kibica

Chcemy, aby korzystanie z naszych stron było dla Ciebie przyjazne. W tym celu staramy się dopasować treści oraz prezentowane reklamy do Twoich zainteresowań i preferencji. Jest to możliwe dzięki przechowywaniu w Twojej przeglądarce plików cookies oraz przetwarzaniu gromadzonych za ich pośrednictwem danych osobowych przez nas i naszych partnerów. Przez dalsze, aktywne korzystanie z Serwisu, bez zmian ustawień przeglądarki, wyraziłeś na to zgody.
Dowiedz się więcej >

Zamknij