Marek Rzepka był bohaterem pierwszego w 2026 roku spotkania z cyklu Muzeum z Legendą. Trzykrotny mistrz Polski z Lechem Poznań, wybrany do Złotej XI 100-lecia Kolejorza, przez godzinę opowiadał o swoje grze w niebiesko-białych barwach, co zrozumiałe najwięcej było o słynnych dwumeczach z FC Barcelona oraz Olympique Marsylia.
We wtorkowe popołudnie w sali konferencyjnej Enea Stadionu przy Bułgarskiej pojawiło się blisko 50 kibiców Lecha.
- To już tradycja, że spotkania Muzeum z Legendą cieszą się zainteresowaniem kibiców, którzy chcą spotykać się z naszymi legendami, zrobić sobie z nimi zdjęcie czy zdobyć autograf. Po raz kolejny musieliśmy zamknąć sprzedać ze względu na ograniczoną liczbę miejsc. Bardzo dziękujemy za to zainteresowanie i chęć zgłębiania wiedzy historycznej o ukochanym klubie. Marek Rzepka okazał się znakomitym mówcą i gdyby nie ograniczenia czasowe, to mógłby zapewne opowiadać przez dobrych kilka godzin. W lutym zaprosimy na kolejne spotkanie, będziemy oczywiście o tym z odpowiednim wyprzedzeniem informować - mówi Maciej Henszel, menedżer ds. komunikacji i relacji z otoczeniem Lecha Poznań.
W pierwszej części na kibiców czekał poczęstunek, a potem trwająca ponad godzinę sesja pytań i odpowiedzi. Marek Rzepka opowiadał o tym, jak trafił na Bułgarską, jak pod skrzydła wziął go od pierwszego dnia Mirosław Okoński, a także o budowie drużyny, która potem sięgnęła po Puchar Polski, a w dalszej perspektywie trzykrotnie została mistrzem Polski w ciągu czterech sezonów. Nie zabrakło jednak opowieści o słynnych dwumeczach w europejskich pucharach. Przeciwko Barcelonie czy Olympique Marsylia.
- Z Barceloną prezesi bali się, że jak przegramy pięcioma albo sześcioma golami w Hiszpanii, to w Poznaniu nikt nie przyjdzie na rewanż. Stąd była rozmowa o wypłaceniu premii za porażkę trzema bramkami. A my tymczasem zremisowaliśmy tam 1:1, ale oczywiście premię, nawet wyższą niż początkowo zakładano, mieliśmy wypłaconą. Camp Nou robiło ogromne wrażenie. Pamiętam, że przebieraliśmy się w szatni pewnie większej niż ta sala konferencyjna, więc na odprawie zebraliśmy się w jednym kącie, żebyśmy mogli się dobrze usłyszeć - wspomina z uśmiechem Rzepka. - Mecz? Nie było transmisji, ale mieli dużą przewagę. Boguś Pachelski wyrównał po moim podaniu, ale ja tego nie ogarnąłem. Byłem w takim amoku walki, że uświadomiłem sobie to dopiero po meczu w szatni, jak koledzy gratulowali mi dobrego podania - dodaje.
W rewanżu przy Bułgarskiej decydowały rzuty karne. Prawonożny obrońca wykorzystał jedenastkę. A wcześniej lechici byli równorzędnym rywalem, mieli sporo sytuacji. Ostatecznie jednak odpadli. Dwa lata później walczyli z Olympique Marsylia, który uchodził za jeden z bogatszych, jeśli nie najbogatszy klub w Europie.
- Wyżej jednak cenię tę wygraną w jednym meczu z Francuzami, bo to była ekipa, w której grali najlepsi piłkarze na świecie. Pamiętam odprawę przed spotkanie, trener Jerzy Kopa wyczytywał nazwiska. W obronie mnie nie wymienił, mówiłem sobie, że ciekawe co przeskrobałem, że jako kapitan wyleciał ze składu. W końcu doszedł do lewej pomocy i padło na mnie. Pomysł był taki, że miałem pilnować niesamowitego technika Chrisa Waddle’a. Anglik był niesamowicie szybki, gola nam strzelił, ale myślę, że mu mocno utrudniłem zadanie w trakcie 90 minut. Wygraliśmy 3:2, a rewanż? Wszyscy znają tę historię. Ja nie lubię o niej opowiadać, bo ktoś pomyśli, że szukam łatwego usprawiedliwienia wysokiej porażki. Ale proszę sobie wyobrazić, że przed ważnym meczem nigdy nie spałem, a tutaj w ciągu dnia miałem dwie drzemki, nie miałem kompletnie sił. A gdy na boisku przy wyniku 0:3 strzeliliśmy na 1:3, to myślałem sobie, żebyśmy tylko nie trafili na 2:3, bo trzeba będzie grać dogrywkę i wiem, że nie dam rady. Powiem tak, pewnie byśmy odpadli z tak mocnym przeciwnikiem, ale ewidentnie działo się z nami coś nie tak – opowiada Marek Rzepka.
Potem rozdał mnóstwo autografów i zrobił sporo zdjęć z kibicami. Fani mogli również pozować z oryginalnym pucharem za mistrzostwo Polski z 2025 roku. - Jestem lechitą i nim pozostanę. Staram się być na każdym meczu i proszę mi uwierzyć, że nigdy na murawie się tak nie wzruszyłem i tak nie przeżywałem spotkania, jak ostatnich minut meczu z Piastem, kiedy gliwiczanie prawie wyrównali i mogli pozbawić Lecha mistrzostwa. Aż się popłakałem z tych emocji, ale to było takie piękne i autentyczne - mówi legenda Kolejorza.
Na koniec cała grupa zwiedziła Muzeum Lecha, w którym znajduje się oryginalna koszulka Marka Rzepki z 1990 roku. Grał w niej w boju o Superpuchar Polski przeciwko Legii Warszawa (3:1) w Bydgoszczy. Całe spotkanie Muzeum z Legendą trwało nieco ponad trzy godziny, kibice wychodzili niezwykle zadowoleni i już dopytywali o kolejny taki event. Zapraszamy w lutym, o szczegółach będziemy informować.
Lech Poznań
Lechia Gdańsk
Piast Gliwice
Lech Poznań
Zapisz się do newslettera