Lech Poznań w całej swojej ligowej historii pokonał Legię Warszawa na jej stadionie trzynaście razy. Przed niedzielną konfrontacją w stolicy wspomnimy dwa pierwsze triumfy przy Łazienkowskiej - z 1949 oraz 1950 roku.
Poznaniacy zadebiutowali w najwyższej klasie rozgrywkowej w 1948, a zatem w drugiej i trzeciej wyprawie do Warszawy na konfrontację z Legionistami odnieśli triumfy. Ten pierwszy, historyczny wyjazdowy to konfrontacja z 10 kwietnia 1949 roku, kiedy Lechici zwyciężyli 3:1, a wszystko co najciekawsze zdarzyło się w ostatnich 20 minutach. Najpierw dwa gole strzelił Kazimierz Bednarek, następnie podwyższył niezawodny Teodor Anioła, a gospodarzy stać było tylko na trafienie honorowe Ryszarda Wilczyńskiego.
To był przedostatni mecz jako KS Związek Zawodowy Kolejarzy Poznań. Dwa tygodnie później klub nazywał się już Kolejarz, z którego osiem lat później przekształcił się w Lecha. W Warszawie zespół odniósł jedno z zaledwie dwóch wyjazdowych zwycięstw w sezonie. Powszechnie uznano to za przyczynę tego, że nie udało się wywalczyć Mistrzostwa Polski. Bo u siebie Lechici nazywani wtedy Dębieckimi bombardierami wygrywali niemal wszystko.
- Wtedy nikt nie pytał, czy wygramy, tylko ile wygramy - wspominał ze śmiechem nieżyjący już członek słynnego tercetu ABC, Henryk Czapczyk. W stolicy bohaterem był jednak ktoś inny. Kazimierz Bednarek, który zdobył dwie bramki i w ten sposób zaliczył połowę swoich wszystkich trafień dla Kolejorza. To był jego jedyny występ w tym sezonie! - Typowy rezerwowy, chłopak z Bałut w Łodzi. Tam grał w trzeciej drużynie ŁKS. Po wojnie osiedlił się w Poznaniu i zabłąkał gdzieś na Dębcu. Dostał szansę i tak zezowate szczęście uśmiechnęło się do niego - mówił Czapczyk. Bednarek podczas okupacji spędził pięć lat w obozie. Potem zdrowia starczyło mu już tylko na grę w rezerwach. Zmarł w Poznaniu w 1997 roku.
Rok później, dokładnie 16 kwietnia 1950 roku, był z kolei triumf w stolicy 1:0 po golu Tadeusz Kołtuniaka. Co ciekawe, przed tym sezonem trener Antoni Boetcher przypłacił utratą posady zajęcie 3. miejsca w lidze. W klubie uznano, że to jednak zbyt mało. A przecież Poznaniacy byli w tamtym okresie niemalże debiutantami w lidze. Nowym szkoleniowcem został Adam Walter. Na ławce trenerskiej wytrwał tylko sześć spotkań (wrócił Boetcher), ale zaliczył m.in. triumf na stadionie przy Łazienkowskiej. Co ciekawe, wtedy na trybunach było 20 tys. kibiców. Czyli 4 razy więcej niż rok wcześniej.
- Ze względu na zawieruchę wojenną ludzie nie zdążyli się jeszcze pozbierać. Stopniowo wracali do piłki. A poza tym, Lech dopiero wtedy stawał się znany w kraju i uznawano go za atrakcyjnego rywala. Wszyscy byli ciekawi, co to za zespół wbija w lidze tyle goli - opowiadał Janusz Gogolewski, który wchodził wtedy do zespołu.
Potem zresztą trafił przymusowo do Legii na czas służby wojskowej.
- Był to przymus, ale wspominam te czasy miło. Bo poznałem tam wielu przyjaciół. A poza tym mieliśmy przywileje. Do posiłków na przykład dostawaliśmy czekoladę. To był luksus - wspominał ze śmiechem. O samym spotkaniu mówi: - Cały czas broniliśmy się. Udało nam się zrobić jeden wypad w końcowych minutach i dzięki temu wygraliśmy. Legia była troszeczkę lepsza od nas, to trzeba szczerze powiedzieć. My jednak zaprezentowaliśmy niesamowitą ambicję i wolę walki.
Legia Warszawa
Lech Poznań
Siarka Tarnobrzeg
Lech Poznań
Zapisz się do newslettera