Lech Poznań zagra w niedzielę z Rakowem Częstochowa w PKO BP Ekstraklasie. W naszym cyklu 1klub1000historii przypomnimy dziś starcie tych klubów na Enea Stadionie przy Bułgarskiej z 8 lutego 2020, kiedy gospodarze wygrali efektownie 3:0, a fantastyczny wieczór mieli wychowankowie Kolejorza.
W filmie Piłkarski Poker mamy piosenkę o trzech przyjaciołach z boiska. Tutaj można opowiedzieć historię o czterech, bo Tymoteusz Puchacz, Jakub Moder, Kamil Jóźwiak oraz Mateusz Skrzypczak trzymali się ze sobą od wczesnych młodzieńczych lat. W lutym 2020 zaliczyli wyjątkowy wieczór w swoim piłkarskim domu, czyli przy Bułgarskiej. Wtedy Raków był beniaminkiem Ekstraklasy, wrócił do niej po ponad dwudziestu latach. Jesienią poznaniacy wygrali w Bełchatowie, gdzie wówczas częstochowianie rozgrywali swoje spotkania w roli gospodarza, po emocjonującym boju 3:2. Rewanż zaplanowany był w pierwszej wiosennej kolejce.
- Najważniejsza dla losów meczu sytuacja zdarzyła się w 64. minucie. Bramkarz Jakub Szumski w trakcie piąstkowania sfaulował wtedy Christiana Gytkjaera. Sędzia Paweł Raczkowski po analizie VAR wskazał na jedenasty metr, a Duńczyk uderzając w sam środek zdobył swoją dwunastą bramkę w sezonie - czytamy w jednej z relacji z tej konfrontacji.
Napastnik szedł wówczas po koronę króla strzelców, którą ostatecznie wywalczył. Duńczyk był oczywiście opcją ofensywną numer 1 drużyny trenera Dariusza Żurawia. I tego dnia dał niezwykle ważnego gola na 1:0. Lechowi od tego momentu grało się zdecydowanie łatwiej, a kolejne fragmenty należały do wychowanków klubu.
Na 2:0 podwyższył Tymoteusz Puchacz. Po posłaniu piłki do siatki gości było widać u niego duże wzruszenie i od razu świętował przy linii bocznej z innymi zawodnikami, z którymi pokonywał przez lata kolejne szczeble w Akademii Lecha.
- Zaraz po zagraniu przy Bułgarskiej moim kolejnym marzeniem oczywiście było strzelenie gola na naszym stadionie. Wszystko idealnie się złożyło, bo zaliczyłem trafienie po asyście Kamila Jóźwiaka i jeszcze z boku miałem Matiego Skrzypczaka, do którego mogłem od razu podbiec i wspólnie cieszyć się z tego trafienia - tłumaczył lechita. - Byłem tak rozradowany, że nawet nie słyszałem, jak kibice skandują moje nazwisko, a wiedziałem, że chcę na to zwrócić uwagę. Następnym razem będę się przysłuchiwał - dodał z uśmiechem.
Puchacz wcześniej w pierwszej drużynie trafiał na wyjazdach - w lidze w Zabrzu z Górnikiem (3:1) oraz Płocku (2:0), a także w Pucharze Polski ze Stalą Stalowa Wola w Boguchwale (2:0). Natomiast dla Jakuba Modera, który przeciwko Rakowowi ustalił wynik na 3:0 potężnym uderzeniem z dystansu, była to pierwsza bramka w Niebiesko-Białych barwach. - Cieszę się, że zdobyłem ją przy Bułgarskiej. To spełnienia marzeń. Ten dzień zapamiętam na bardzo, bardzo długo - przyznał.
To był luty 2020, na trybunach byli kibice. Miesiąc później wybuchła pandemia koronawirusa i stadiony została zamknięte dla publiczności, a rozgrywki przerwane na ponad dwa miesiące. Po powrocie Lech wywalczył wicemistrzostwo kraju.
Zapisz się do newslettera