2019-07-16 16:14 Adrian Gałuszka , fot. Przemysław Szyszka

- Widzę w codziennej pracy więcej możliwości - wywiad z Karolem Kikutem

- Jeśli w którymś momencie staniesz w miejscu, to w praktyce się cofasz, bo reszta idzie do przodu. Cały czas w jakimś stopniu należy, chociaż na podstawie doświadczeń, modyfikować swój sposób pracy - mówi trener do przygotowania motorycznego Lecha Poznań, Karol Kikut. Wraz z początkiem czerwca szkoleniowiec został włączony do sztabu szkoleniowego pierwszej drużyny Kolejorza, co było następstwem pracy wykonywanej przez niego przez ostatnie siedem lat w klubowej Akademii. 

Do jakiego stopnia Karola Kikuta można uznać za trenerskiego wychowanka Lecha Poznań?

- W stu procentach. Zaczynam właśnie swój ósmy sezon w klubie, do którego trafiłem na drugim roku studiów magisterskich na Akademii Wychowania Fizycznego. Zaczynałem od Młodej Ekstraklasy w drużynie trenera Patryka Kniata i od tego czasu funkcjonowałem głównie przy tym zespole oraz rezerwach.

Można powiedzieć, że pana funkcja w samej Akademii z czasem ewoluowała?

- Na początku pełniłem rolę koordynatora przygotowania do przygotowania motorycznego wszystkich czterech ekip Akademii. W dwóch młodszych odpowiedzialny byłem głównie za nadzorowanie procesu szkoleniowego, natomiast fizycznie i praktycznie mogłem współpracować z jedną drużyną. Tak więc głównie działałem przy najstarszym z zespołów, z początku we wspomnianej Młodej Ekstraklasie, a następnie rezerwach. To zmieniło się od momentu, kiedy te ostatnie przejął Ivan Djurdjević, który miał w swoim sztabie dwóch asystentów. Pomagałem wtedy głównie pod kątem obciążeń dzięki kamizelkom z GPS, którymi już wtedy dysponowaliśmy.

Do lata 2018 roku współpracował trener najbliżej z juniorami starszymi. Wtedy rezerwy objął szkoleniowiec Dariusz Żuraw, jak wyglądał proces kształtowania się jego sztabu?

- Trener Żuraw zadecydował o tym, że będzie potrzebował tylko jednego asystenta, więc stworzyło się miejsce na ławce. Sam stwierdził też, że potrzebuje osoby do nadzorowania działań w zakresie przygotowania motorycznego. Role ponownie się odwróciły i trafiłem na stałe do rezerw, a w zespole do lat 19 pełniłem rolę bardziej konsultacyjną.

Kto w 2012 roku w największym stopniu pomagał młodemu, 24-letniemu trenerowi stawiającemu swoje pierwsze kroki w Akademii?

- Można tu wymienić trenera Marka Śledzia, który wprowadzał mnie do wielu zagadnień. Oprócz tego pomagali mi trener Andrzej Kasprzak oraz ówczesny doktor, a dziś już profesor Andrzejewski, którzy pracowali przy drużynie trenera Mariusza Rumaka. Byli takimi trochę mentorami dla mnie, ale wraz z upływem lat i nabieraniem swojego doświadczenia podążałem już własną ścieżką.

Na ile pomocny w pracy w juniorskiej piłce był fakt, że sam pan grał z sukcesami aż do szczebla drużyny do lat 19?

- Zdobyliśmy w Amice Wronki z juniorami starszymi mistrzostwo Polski do lat 19 w 2007 roku, w składzie między innymi z Łukaszem Białożytem czy Mateuszem Machajem. Występowałem na prawej pomocy, później z czasem przeniosłem się na bok obrony. Oprócz tego, że starszy o pięć lat brat grał w piłkę (Marcin, piłkarz Lecha Poznań w latach 2006-2012 – przyp. red.), to na młodzieżowym szczeblu dotykałem tego futbolu na najwyższym poziomie. To pomaga do dziś, czuć tę pracę motoryczną po prostu lepiej.

Można powiedzieć, że przez te ostatnie lata dochował się już pan też swoich „wychowanków”? Określiłby pan takim mianem chociażby świeżo mianowanego trenera do przygotowania motorycznego w rezerwach, Jakuba Grzędę?

- Nie, z Kubą zawsze działaliśmy na zasadach bardziej partnerskich. Złapaliśmy z „Grzędowym” na tyle fajną relację, że nakręcaliśmy się nawzajem do dalszej pracy. Funkcjonował w klubie w nieco innym charakterze, miał nieco więcej czasu na dotykanie zagadnień z różnych dyscyplin sportu. Ja z kolei byłem skupiony wyłącznie na piłce nożnej, więc wiele spraw z innych dziedzin – po konsultacjach z Kubą – próbowałem przenieść na grunt futbolu. Myślę jednak, że w obecnym kształcie pewne wychowanie kolejnego trenera do przygotowania motorycznego stanowi kwestię czasu.

Zawodnicy, z którymi pan współpracował, podkreślają zgodnie u pana potrzebę ciągłego dokształcania się, taki spory głód wiedzy. Dowodem na to są staże trenerskie w Saint Etienne czy VfB Stuttgart, które odbył pan w minionych latach.

- Te staże to jedno, ale każdego roku odbywam od 4 do 6 dodatkowych, fakultatywnych szkoleń stacjonarnie bądź przez internet. Czuję taką potrzebę, bo cały czas wszystko się zmienia, jeśli chcesz być na bieżąco, trzeba się dokształcać non stop. Pewne rzeczy się przewijają czy powtarzają, a ja po tych kilku latach doświadczenia pewien kręgosłup swojej pracy wykształciłem i jego pewnie już do góry nogami nie wywrócę. Pewne elementy natomiast wciąż mogę czy to zmienić, czy trochę zmodyfikować. Widzę jednak, jak na przestrzeni tych lat sposób pracy ewoluował. W pierwszym roku w Młodej Ekstraklasie występowali Kuba Marynowicz i Jędrzej Łągiewka, którzy sami są trenerami w Akademii. Sami pewnie by przyznali, że teraz pracuje się zupełnie inaczej.

W wielu branżach jest tak, że jeśli w którymś momencie staniesz w miejscu, to w praktyce się cofasz, bo reszta idzie do przodu. Cały czas w jakimś stopniu należy, chociaż na podstawie doświadczeń, modyfikować swój sposób pracy. Zawsze to podkreślałem przy okazji rozmów ze stażystami, którzy nas odwiedzali w Akademii. Dla mnie żadnym problemem nie było pokazanie im moich dokładnych metod czy ćwiczeń, bo wiedziałem, że po kilku miesiącach będą one wyglądały już inaczej.

Czym przede wszystkim różni się funkcjonowanie w juniorskich drużynach Akademii czy rezerwach od tego w pierwszym zespole Kolejorza?

- Na wstępie zaznaczę, że mój sposób pracy jest nieco odmienny od większości trenerów do przygotowania motorycznego. Staram się być partnerem dla szkoleniowca odnośnie kwestii stricte piłkarskich. Nie chciałbym, żeby funkcjonowało to na zasadzie: "A, idź zrób tam swoją działkę i tyle". Jeśli rozmawiamy o idei samej gry, to staram się ją w pełni zrozumieć. To samo tyczy się kwestii doboru środków treningowych, czasie pracy, czy dany środek pasuje do naszej koncepcji, czy jego specyfika jest właściwa.

Codzienna praca w pierwszej drużynie absorbuje bardziej?

- Nie widzę dużej różnicy w sposobie mojej pracy. Jestem tak samo zaangażowany, podchodzę tak samo do pracy, mam w sobie tyle samo energii. Dostrzegam jedną ważną zmianę: widzę w tej codziennej pracy więcej możliwości. Jest nas dwóch, trener Kasprzak i ja, mamy do dyspozycji salkę z siłownią blisko szatni, to ma spory wpływ na organizację zajęć. Zaraz przed treningiem lub po jego zakończeniu zawodnicy mogą pewne rzeczy motorycznie przygotować właśnie na tej salce, która zresztą wyposażona jest w sztuczną trawę. Można więc na niej przygotować pewne ćwiczenia biegowe. Jest bardziej rozbudowany sztab medyczny, który czuwa nad większą liczbą kwestii związanych z przygotowaniem motorycznym.

Mówiąc w skrócie, widzi pan większy potencjał i pole do swoich działań w nowej drużynie?

- Dokładnie, widać więcej narzędzi do jeszcze bardziej efektywnej pracy. W samym moim sposobie czy organizacji nie widzę żadnej zmiany. Tak się starałem pracować w Akademii, jak to ma miejsce tutaj.

Sporym usprawnieniem albo i ułatwieniem może być również fakt, że z wieloma zawodnikami z tej szatni współpracował pan już w Akademii.

- To jest duży plus, ale ułatwia to pracę przede wszystkim w jednym względzie: ci piłkarze są oswojeni ze środkami treningowymi, którymi się posługujemy. Zawodnicy przychodzący z zewnątrz potrzebują czasem nieco więcej czasu na przyzwyczajenie siebie i swojego ciała do takiego, a nie innego sposobu pracy. Tutaj ten proces adaptacji jest krótszy.

Usłyszałem od zawodników rezerw, że trenera zaangażowanie nie ograniczało się jedynie do przygotowania motorycznego czy wspomnianego przez pana doboru środków treningowych, ale i kwestii z zakresu dietetyki. Skąd szczególny nacisk właśnie na tę dziedzinę?

- Na tyle ile potrafiłem, próbowałem wpływać na różne obszary mogące poprawić fizyczność każdego zawodnika. Tak jak mówiliśmy, każda z tych sfer się przenika naprzemiennie z pozostałymi. Kiedy rozmawiamy z piłkarzami o taktyce, staram się zachować merytoryczność. W końcu to też jest powiązane, jego zachowania na boisku mają wpływ na motorykę. Tak samo ma się rzecz odnośnie dietetyki. Mimo że nie jestem dietetykiem, bo to bardzo rozległy temat i trzeba w nim być specjalistą, pewien poziom wiedzy muszę mieć. Jeżeli czuję, że dotknąłem sufitu swoich kompetencji w tym względzie, zwracam się z pytaniem już do eksperta. Tak to działa również w drugą stronę. Jeśli oni są specjalistami z obszarów działań indywidualnych czy zespołowych, powinni mieć też pojęcie o pracy z zakresu przygotowania motorycznego.

Można stwierdzić, że etap "docierania się" z trenerami Żurawiem i Bartkowiakiem macie już po pełnym roku współpracy za sobą?

- Pracowaliśmy w rezerwach na tyle długo i na tyle zdążyliśmy się poznać, że każdy wie, w których obszarach czuje się najmocniej. Ja wiem, jak chcemy grać, czego trener oczekuje od zespołu w działaniach grupowych i indywidualnych. Dzięki temu wiem, na co zwrócić uwagę przy przygotowaniu motorycznym, jakie środki treningowe pomogą utrzymać relację zbudowaną z zawodnikami przez wymienionych wcześniej szkoleniowców.

Rozmawiał Adrian Gałuszka

Następne mecze

Sobota 24.08 godz.20:00
Raków Częstochowa
vs |
Lech Poznań
Niedziela 01.09 godz.17:30
Lech Poznań
vs |
Cracovia

Polecamy

Newsletter

Zapisz się do newslettera

Więcej

KKS LECH POZNAŃ S.A.
ul. Bułgarska 17
60-320 Poznań

Infolinia biletowa:
602-368-268 (9:00-17:00)
602-368-369 (9:00-17:00)

Tel: 61 886-30-00
mail: lech@lechpoznan.pl
Biuro Obsługi Kibica

Chcemy, aby korzystanie z naszych stron było dla Ciebie przyjazne. W tym celu staramy się dopasować treści oraz prezentowane reklamy do Twoich zainteresowań i preferencji. Jest to możliwe dzięki przechowywaniu w Twojej przeglądarce plików cookies oraz przetwarzaniu gromadzonych za ich pośrednictwem danych osobowych przez nas i naszych partnerów. Przez dalsze, aktywne korzystanie z Serwisu, bez zmian ustawień przeglądarki, wyraziłeś na to zgody.
Dowiedz się więcej >

Zamknij