2020-05-29 11:11 Mateusz Jarmusz , fot. Archiwum Lecha Poznań

Wzloty i upadki w domowych meczach z Legią

Już w najbliższą sobotę Lech Poznań powróci do rozgrywek PKO Ekstraklasy i podejmie na własnym stadionie Legię Warszawa. Do tej pory Kolejorz rozgrywał aż 58 takich meczów ligowych i przeglądając spotkania ze stołeczną drużyną można przejść praktycznie przez całą historię kolejowego klubu od debiutu w najwyższej klasie rozgrywkowej do czasów obecnych.

Wszystko zaczęło się w 1948 roku, kiedy wyjazdowym meczem z Widzewem Łódź KS ZZK Poznań (który za dziewięć lat miał się stać Lechem) rozpoczął swoje występy w najwyższej klasie rozgrywkowej. W 10. kolejce tamtego sezonu do Poznania przyjechała po raz pierwszy Legia Warszawa, a zespół prowadzony wtedy przez Francuza, Marcela Demeunyncka wygrał z drużyną ze stolicy 5:4. Nigdy później w domowym meczu Lecha z Legią nie padło aż tyle goli, a był to pierwszy raz kiedy lechici po raz pierwszy zdobyli pięć bramek w jednym meczu pierwszej ligi. Strzelcami goli byli wtedy Zygfryd Słoma, dwukrotnie Tadeusz Polka, Edmund Białas oraz oczywiście Teodor Anioła. Dlaczego oczywiście? Ponieważ przez lata gry w niebiesko-białych barwach zdobył on aż osiem ligowych trafień w domowych meczach z Legią i pod tym względem jest zdecydowanym rekordzistą.

W kolejnym sezonie kolejarski klub wygrał starcie z legionistami aż 4:1 i do dzisiaj jest to najwyższa wygrana poznaniaków nad Legią (tym razem Anioła dołożył dwa gole). Jednak w tych początkach klub z ulicy Łazienkowskiej wcale nie był ligowym potentatem, ale wszystko zmieniło się w latach 1955-1956, kiedy wypełniona reprezentantami Polski Legia zdobyła dwa lata z rzędu podwójną koronę. Co ciekawe, w pierwszych z tych sezonów Kolejarz Poznań pokonał ich 2:1, co było dosyć dużą niespodzianką. Tak to spotkanie wspominał na naszej stronie strzelec jednego z goli, czyli Henryk Pietrzak, dla którego było to pierwsze trafienie w barwach dębieckiego klubu.

- Mój debiutancki gol miał miejsce w 1955 roku, w domowym meczu z Legią, a właściwie CWKS-em Warszawa. Co to był za zespół. Ośmiu reprezentantów Polski w pierwszym składzie, z Edwardem Szymkowiakiem, Ernestem Pohlem i Lucjanem Brychczym na czele. Szczególnie pamiętam też Marcelego Strzykalskiego, który grał w środku pola. Straszny zabijaka. Kopał po nogach i był strasznie chamowaty. Przez cały mecz słyszałeś, że złamie ci girę, łeb ci urwie, same takie odzywki. Strasznie psychicznie siadał na przeciwnika i jak ktoś nie wytrzymał to od razu grał gorzej. Jednak wracając do tego spotkania. Mamy końcówkę pierwszej połowy i z rzutu rożnego miał dośrodkowywać Kaziu Wróbel. Szymkowiak krzyczy do obrońców, żeby nas kryli, a tu Strzykalski wskazuje na mnie i mówi "Tego ch... nie trzeba". I tak stałem sam z dwadzieścia metrów przed bramką, a Kaziu mnie zauważył. Przyjąłem piłkę na udo, troszkę mi odskoczyła i przyładowałem z woleja w sam winkiel bramki. Prowadzimy 1:0, a co się działo w polu karnym CWKS-u? Przecież oni by się tam prawie pozabijali, takie mieli pretensje do siebie. Zaczynamy grę, a ci nadal się kłócą. Sfaulowali Teodora Aniołę, a kiedyś nie trzeba było czekać na pozwolenie sędziego. Ci krzyczą na siebie, Szymkowiak każe im mur ustawiać, a Teoś bez zastanowienia wali w sam środek bramki i 2:0. Ostatecznie wygraliśmy 2:1 i w bardzo fajnych okolicznościach zdobyłem swoją pierwszą bramkę w Lechu – wspomina najstarszy żyjący lechita.

Jednak, żeby nie było za słodko, w kolejnym sezonie ta sama Legia przyjechała na Dębiec i wygrała 6:0, co do dzisiaj jest najwyższą domową porażką Lecha w lidze. A na kolejne domowe zwycięstwo nad „wojskowymi” trzeba było czekać aż do początku lat 70-tych. Jednak nie było to spowodowane ciągłymi porażkami, a tym, że przez większość lat 60-tych poznański klub błąkał się między drugą, a trzecią ligą. Jednak właśnie w 1972 roku Kolejorz powrócił do piłkarskiej elity i w meczu pierwszej kolejki podejmował na stadionie Szyca warszawską Legię. Wygrana 1:0 po golu z rzutu wolnego w wykonaniu Romana Jakóbczaka wprawiła w ogromną radość sześćdziesięciotysięczny tłum. W kolejnych latach wyniki tej rywalizacji były różne. Bywały zwycięstwa przez trzy lata z rzędu jak w latach 1982-1985, ale zdarzały się też porażki aż 1:4 (1979/1980 i 1985/1986). W pamięci kibiców na pewno zapadło zwycięstwo 2:1 z 1993 roku, kiedy po problematycznym mistrzostwie Polski Legia przyjechała na Bułgarską chętna rewanżu i bardzo szybko objęła prowadzenie po strzale uciszającego poznańskie trybuny Wojciecha Kowalczyka. Jednak po pięknym golu Dariusza Skrzypczaka i trafieniu Jacka Dembińskiego starcie zakończyło się triumfem lechitów.

Jeżeli mielibyśmy wskazać wygraną w najbardziej niesamowitych okolicznościach no to na pewno wybór padłby na 33. kolejkę sezonu 1997/1998. No bo jak inaczej określić wygraną nad Legią 3:0, która równocześnie zapewniała utrzymanie w lidze, a przecież Lech miał w perspektywie wyjazd w ostatniej kolejce na boisko świeżo koronowanego mistrza Polski, Łódzkiego Klubu Sportowego. Ten hat-trick Piotra Reissa już na zawsze będzie dobrze wspominany na trybunach stadionu przy ulicy Bułgarskiej. W nowszych czasach na pewno należy wyróżnić wygrane 1:0 po golach Tomasza Iwana i Semira Stilicia, świetny mecz z 2006 roku z wygraną 3:1 (popis Marcina Zająca), zwycięstwo 2:1 z mistrzowskiego sezonu 2014/2015, efektowną wygraną 3:0 za trenera Nenada Bjelicy, czy w końcu gol Filipa Marchwińskiego z zeszłego sezonu.

Łącznie tych meczów było aż 58 i w tym czasie 25 razy górą był Kolejorz, 16 razy padł remis, a siedemnastokrotnie trzy punkty z Poznania wywoziła Legia. Na ten moment stosunek bramek jest wyrównany i wynosi 69-69. Arenami takich meczów był obiekt przy ulicy Bułgarskiej (39), ale także popadające obecnie w ruinę stadion na Dębcu (10) oraz im. Szyca (9). Najczęściej padającym wynikiem był rezultat 1:0 (11), na drugim miejscu remis 1:1 (8), a na trzecim 0:0 (7). A co z innymi rozgrywkami? Trzy razy taki mecz odbył się w ramach Pucharu Polski. W sezonie 1964/1965 trzecioligowy (!) Kolejorz przegrał 2:4 (gole Czesława Szczepankiewicza i Włodzimierza Jakubowskiego) z Legią, w której składzie błyszczeli Jacek Gmoch, Antoni Piechniczek, czy Lucjan Brychczy. Jednak zaznaczyć należy, że stołeczny zespół przechylił szalę zwycięstwa na swoją korzyść dopiero w dogrywce, a co ciekawe, areną tego meczu był stadion Olimpii na Golęcinie. Drugiego meczu nie trzeba nikomu opisywać, bo był to pierwszy mecz finału w sezonie 2003/2004 i dwie bramki Piotra Reissa dały lechitom świetną zaliczkę przed rewanżem. Do tej listy należy dodać jeszcze starcie w ramach Superpucharu Polski, kiedy poznaniacy zagrali jeden z najlepszych meczów pod wodzą trenera Macieja Skorży i na inaugurację sezonu 2015/2016, przed oczami ponad 40 000 kibiców, pokonali Legię 3:1. Za nieco ponad 24 godziny nikt nie pogardzi 26 zwycięstwem Kolejorza i takim samym wynikiem na stadionie przy ulicy Bułgarskiej

Następne mecze

Niedziela 25.10 godz.17:30
Lech Poznań
vs |
Cracovia
Czwartek 29.10 godz.21:00
Rangers F.C.
vs |
Lech Poznań

Polecamy

Newsletter

Zapisz się do newslettera

Więcej

KKS LECH POZNAŃ S.A.
ul. Bułgarska 17
60-320 Poznań

Infolinia biletowa:
tel. 602-368-268 (10:00-17:00)
tel. 602-368-369 (10:00-17:00)

Tel: 61 886-30-00
mail: lech@lechpoznan.pl
Biuro Obsługi Kibica

Chcemy, aby korzystanie z naszych stron było dla Ciebie przyjazne. W tym celu staramy się dopasować treści oraz prezentowane reklamy do Twoich zainteresowań i preferencji. Jest to możliwe dzięki przechowywaniu w Twojej przeglądarce plików cookies oraz przetwarzaniu gromadzonych za ich pośrednictwem danych osobowych przez nas i naszych partnerów. Przez dalsze, aktywne korzystanie z Serwisu, bez zmian ustawień przeglądarki, wyraziłeś na to zgody.
Dowiedz się więcej >

Zamknij