2020-05-19 11:17 Mateusz Jarmusz , fot. Archiwum Jana Rędziocha, Maciej Opala

Szczęśliwy 19 maja

19 maja jest wyjątkową datą w historii Lecha Poznań, ponieważ tego dnia w 1982 roku Kolejorz sięgnął po swój pierwszy triumf w Pucharze Polski, a w 2009 roku zrobił to jak na razie po raz ostatni. Co ciekawe, oba sukcesy mają ze sobą wiele wspólnego.

W ostatnim czasie wspominaliśmy pierwszy udział niebiesko-białych w finale krajowego pucharu, jednak jak wiemy mecz rozegrany w Częstochowie zakończył się wysoką porażką z Legią Warszawa, bo zawodnicy trenera Wojciecha Łazarka przegrali go aż 0:5. W kolejnym sezonie lechici pożegnali się z tymi rozgrywkami już w 1/16 finału ulegając Pogoni 0:1, ale już w następnej edycji miało być zupełnie inaczej, a główną rolę ponownie miał zagrać klub ze Szczecina.

Zaczęło się od pewnego wyjazdowego zwycięstwa ze Stilonem Gorzów (4:1), a w kolejnej rundzie Kolejorz podejmował w Poznaniu pierwszoligowe Zagłębie Sosnowiec. Co ciekawe, wyjątkowo areną tego meczu był stadion Olimpii na Golęcinie, a niebiesko-biali wygrali 3:0 i zameldowali się w ćwierćfinale Pucharu Polski. Tam los przydzielił lechitom wielki Widzew Łódź. Mistrzów Polski z poprzedniego sezonu, którzy pewnie zmierzali po obronę tytułu również w trwającym. Drużynę, która kilka miesięcy wcześniej eliminowała w Pucharze UEFA Manchester United i Juventus FC. Zespół, w którego składzie błyszczeli Władysław Żmuda, Włodzimierz Smolarek, czy aktualny prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej Zbigniew Boniek. Aura starcia również była wyjątkowa, ponieważ odbywało się ono na początku grudnia, boisko było pokryte śniegiem, który cały czas padał, a za tydzień w Polsce miał się rozpocząć stan wojenny.

Ćwierćfinałowy mecz był bardzo zacięty i po 120 minutach mieliśmy wynik 1:1 (dla Lecha strzelił Krzysztof Pawlak), co oznaczało rzuty karny. To właśnie w ten sposób widzewiacy wyeliminowali włoski Juventus, a w tamtej serii rzutów karnych nie pomylił się żaden z nich. Przez pierwsze trzy rundy „śnieżnej” serii rzutów karnych również nie pomylił się nikt, ale wtedy spudłował ten, który w meczu dał bramkę lechitom, czyli Pawlak. Po trafieniach Żmudy i Niewiadomskiego okazało się, że do decydującego karnego podchodzi nie kto inny, jak Zbigniew Boniek. Jednak Kolejorz na bramce miał Piotra Mowlika, który bardzo dobrze znał najlepszych piłkarzy Widzewa ze zgrupowań reprezentacji Polski i dobrze wiedział jak wykonują jedenastki. Smolarek i Żmuda zmienili narożnik, w który zazwyczaj strzelali, ale Boniek został wyczuty i dzięki świetnej interwencji Mowlika Lech był nadal w grze. Po chwili trafił Jerzy Krzyżanowski, zawodnik Widzewa uderzył obok bramki, a zespół trenera Łazarka mógł cieszyć się z wyeliminowania najlepszej drużyny w Polsce i awansu do półfinału krajowego pucharu.

Józef Szewczyk i Janusz Małek walczą z Włodzimierzem Smolarkiem podczas ćwierćfinałowego meczu Pucharu Polski.

Tam Kolejorz pokonał Arkę Gdynia 2:0 i po raz drugi w swojej historii awansował do finału Pucharu Polski. Początkowo miano go zorganizować na stadionie Legii w Warszawie, ale władze bały się zamieszek ze względu na trwający stan wojenny, przez co został on przeniesiony i tym razem miał się on odbyć na stadionie Śląska Wrocław przy ulicy Oporowskiej. Przeciwnikiem niebiesko-białych była Pogoń Szczecin prowadzona przez…trenera Jerzego Kopę, czyli szkoleniowca, który zbudował podwaliny pod obecny zespół trenera Łazarka. Jednak już na boisku ten drugi przechytrzył pierwszego (m.in. wystawiając na środku obrony Marka Skurczyńskiego, który zazwyczaj grał zdecydowanie wyżej, ale musiano jakoś uzupełnić braki w defensywie spowodowane urazami) i Lech Poznań pokonał Pogoń 1:0, dzięki czemu zdobył swój pierwszy w historii Puchar Polski. Jedynego gola strzelił Mirosław Okoński, który wiosną powrócił do Poznania i wiedział, że po występach w Legii musi na boisku starać się podwójnie. Tak na naszej stronie wspominał to trafienie.

- Jak wróciłem do Kolejorza nie mieliśmy za dobrego miejsca w tabeli, ale ten sukces osłodził nieudany sezon ligowy. Trzeba przyznać, ze w tym meczu ktoś z góry się uśmiechnął do mnie, bo to ja miałem strzelać ten decydujący rzut wolny. Jednak podszedł do mnie Józiu Adamiec i powiedział, żebym zostawił piłkę. Nie był on za bardzo techniczny, a więc wiadome było, że uderzy "ile fabryka dała". Mówię „Wal, najwyżej któremuś w murze głowa odpadnie”. Stanąłem koło muru, Józiu uderzył w światło bramki, bramkarz wypluł ją przed siebie, a ja wyprzedziłem obrońców i dobiłem. Radość była niesamowita. Razem z nami było bardzo wielu kibiców. Pamiętam, że w hotelach wrocławskich zabrakło miejsc i jedzenia. Świętowanie było niesamowite, a ja cieszyłem się podwójnie, bo mogłem dać poznaniakom radość, którą w pewien sposób zabrałem wcześniej. To właśnie wtedy zacząłem zwracać dług wobec Lecha – opowiada „Okoń”.

Teraz przenosimy się ponad dwadzieścia lat później do sezonu 2008/2009. Z jednej strony przychodzi nam do głowy świetna gra zespołu trenera Franciszka Smudy w europejskich pucharach, a z drugiej na pierwszy plan wychodzi brak zdecydowania w domowych meczach ligowych i ostatecznie przegrana walka o mistrzostwo Polski pomimo bycia zdecydowanie najlepiej grającym w piłkę zespołem w kraju. Jednak to wszystko zostało osłodzone zdobyciem Pucharu Polski, który jak do tej pory jest ostatnim takim triumfem lechitów. Historia dotarcia do tamtego finału ma bardzo wiele punktów wspólnych z wygraną z 1982 roku. No bo mamy wyeliminowanie słabszych zespołów, czyli Piasta Gliwice (4:0) i Odry Wodzisław Śląski (1:0), pomimo tego, że w drugim z tych starć nie było łatwo i dopiero gol Ivana Djurdjevicia w doliczonym czasie gry dał awans niebiesko-białym. Następnie mamy ćwierćfinał, gdzie Kolejorz eliminuje w dwumeczu przyszłego mistrza Polski, Wisłę Kraków (1:0, 2:1), a w półfinale awans daje świetna postawa Ivana Turiny w serii rzutów karnych, dzięki czemu to Lech Poznań, a nie Polonia Warszawa mógł się szykować do wyjazdu na Śląsk.

Po sukcesie odniesionym na Dolnym Śląsku w 1982 roku, przyszedł czas na Górny Śląsk i stracie z Ruchem Chorzów w „Kotle czarownic”. To właśnie monumentalny Stadion Śląski gościł 19 maja obie drużyny oraz licznie zgromadzonych kibiców, ponieważ z Poznania, pomimo środka tygodnia, na ten mecz wybrało się prawie 10 000 sympatyków i chyba każdy kto pojechał na finał pociągiem pamięta niebiesko-białe „morze głów”, które miało zapewniony dłuższy spacer na stadion ze stacji „Katowice-Załęże”. Patrząc na pozycje w tabeli obu zespołów to Lech był zdecydowanym faworytem, ale przecież Ruch grał przed swoją publicznością. Kiedy przed sezonem ustalano miejsce rozegrania finału nikt nie spodziewał się, że to właśnie chorzowianie awansują do niego. Ba, nikt nie myślał, że dadzą radę w półfinale wyeliminować Legię Warszawa. Media sportowe liczyły na finałowe derby stolicy, ale okazało się, żadna z warszawskich drużyn nie znalazła się w ostatecznej walce o triumf w Pucharze Polski. Ten fakt wpłynął na to jak przez telewizję i inne media traktowany był ten finał, ale w żaden sposób nie przeszkodziło to kibicom w stworzeniu prawdziwego widowiska.

Gorąco było na trybunach, ale gorąco było także na boisku. Chorzowianie wyszli usposobieni bardzo agresywnie i dosyć szybko musieli zostać utemperowani przez sędziego żółtymi kartkami. Zacięta walka fizyczna wpłynęła na liczbę sytuacji podbramkowych, których było niewiele. Chociaż Lech mógł mieć bardzo dobrą szansę na objęcie prowadzenia, jednak po ewidentnym faulu Rafała Grodzickiego na Tomaszu Bandrowskim arbiter nie wiadomo dlaczego nie wskazał na jedenasty metr, tylko pokazał żółtą kartkę drugiemu z nich. Drugie czterdzieści pięć minut rozpoczęło się od mocnego uderzenia, ponieważ Sławomir Peszko dał prowadzenie lechitom. Jednak przed tym golem cała trybuna wypełniona kibicami Kolejorza odpaliła efektowne racowisko i ze względu na dym spowijający tę część stadionu niewielu z nich widziało trafienie i radość z objęcia prowadzenia rozchodziła się wśród kibiców niczym w grze w „głuchy telefon”. Do końca meczu Ruch właściwie odpowiedział tylko rzutem wolnym w wykonaniu Tomasza Brzyskiego (świetna interwencja Turiny), a więc ostatecznie Lech pokonał chorzowian 1:0 (identyczny wynik jak w 1982 roku) i mógł cieszyć się ze zdobycia piątego Pucharu Polski w swojej historii.

Jak na razie jest to ostatni triumf w tych rozgrywkach w wykonaniu Lecha Poznań, ale zawodnicy trenera Dariusza Żurawia nie ukrywają, że w tym sezonie mają ogromną ochotę na zmianę tego i odzyskaniu Pucharu Polski po ponad jedenastu latach.

Następne mecze

Sobota 15.08 godz.20:30
Odra Opole
vs |
Lech Poznań
Piątek 21.08 godz.18:00
Zagłębie Lubin
vs |
Lech Poznań

Polecamy

Newsletter

Zapisz się do newslettera

Więcej

KKS LECH POZNAŃ S.A.
ul. Bułgarska 17
60-320 Poznań

Infolinia biletowa:
tel. 602-368-268 (10:00-17:00)
tel. 602-368-369 (10:00-17:00)

Tel: 61 886-30-00
mail: lech@lechpoznan.pl
Biuro Obsługi Kibica

Chcemy, aby korzystanie z naszych stron było dla Ciebie przyjazne. W tym celu staramy się dopasować treści oraz prezentowane reklamy do Twoich zainteresowań i preferencji. Jest to możliwe dzięki przechowywaniu w Twojej przeglądarce plików cookies oraz przetwarzaniu gromadzonych za ich pośrednictwem danych osobowych przez nas i naszych partnerów. Przez dalsze, aktywne korzystanie z Serwisu, bez zmian ustawień przeglądarki, wyraziłeś na to zgody.
Dowiedz się więcej >

Zamknij