2020-03-03 13:39 Dawid Florian , fot. Archiwum Lecha Poznań

Jeden Klub Tysiąc Historii: Pamiętny debiut

W obecnej kadrze Lecha Poznań jest kilku utalentowanych skrzydłowych, którzy są prawdziwymi motorami napędowymi Kolejorza. Mowa tu o m.in. Tymoteuszu Puchaczu czy Kamilu Jóźwiaku. Kilkanaście lat temu do zespołu Franciszka Smudy dołączył zawodnik mający podobne walory piłkarskie, a mecz z Górnikiem Zabrze wspomina z dużym sentymentem. W naszym cyklu “Jeden Klub Tysiąc Historii” o swoim debiucie przy Bułgarskiej opowiada – Dawid Florian.  

Do zespołu Lecha Poznań dołączyłem w letnim okienku transferowym przed sezonem 2007/2008 z III-ligowej Sandecji Nowy Sącz. Przyznaję, trafiłem w pewnym sensie do innej kultury piłkarskiej. Przepaść między ówczesną III-ligą, a Ekstraklasą była ogromna. Przede wszystkim pod względem taktycznym oraz technicznym. Miałem 25 lat i nagle przyszło mi rywalizować o miejsce w składzie z Marcinem Zającem i Przemysławem Pitrym. Poprzeczkę miałem postawioną bardzo wysoko, ale nie zamierzałem odpuszczać bez walki. Zwłaszcza, że byłem zbudowany poprzednim sezonem w moim wykonaniu. Grając od kilku lat w Sandecji miałem tam mocną pozycję i stawałem się coraz ważniejszym zawodnikiem w kadrze. W sezonie 2006/2007 prezentowałem się z niezłej strony. Trenerzy ustawiali mnie na pozycji prawoskrzydłowego, bądź napastnika. Dzięki temu zdobywałem ważne bramki, notowałem wiele asyst, wyróżniałem się na tle innych moją szybkością - to był mój główny atut. Dzięki dobrym występom zwróciłem uwagę na moją osobę działaczy Lecha Poznań, którzy obserwowali mnie aż przez cały sezon i po zakończeniu rozgrywek zaproponowali transfer do niebiesko-białych.

Nie oczekiwałem, że z miejsca stanę się podstawowym graczem. Trener Franciszek Smuda widział mnie w roli wchodzącego z ławki rezerwowych, miałem być kimś w rodzaju jokera w talii. Mieliśmy bardzo mocną drużynę, z kilkoma doświadczonymi zawodnikami, a nasze aspiracje sięgały najwyższych celów. Dawałem z siebie wszystko na treningach, mimo że wciąż brakowało mi doświadczenia. Otrzymałem szansę debiutu od szkoleniowca w 2. kolejce z Koroną Kielce na wyjeździe. Wszedłem na boisko w 72. minucie spotkania, kiedy przegrywaliśmy 0:1. Miałem za zadanie wykorzystać swoją szybkość i w ostatnim kwadransie zainicjować kilka groźnych akcji. Odwrócić losów meczu mi się nie udało, ale byłem z siebie zadowolony, byłem aktywny i nie bałem się odpowiedzialności.

Po meczu wystawiono mi jedną z wyższych not w zespole, dlatego mając w perspektywie mecz następnej kolejki przy Bułgarskiej z Górnikiem Zabrze po cichu liczyłem na minimum 30 minut gry. Mecz niestety nie układał się po naszej myśli, spotkanie było zacięte. Swoje okazje na otwarcie wyniku miały obydwa zespoły. Zabrzanie mieli w swojej drużynie kilku doświadczonych graczy, których trudno było oszukać. W tamtym spotkaniu wystąpili m.in. Tomasz Hajto, Jerzy Brzęczek czy Adam Danch. Do przerwy wynik się nie zmienił, dlatego marzenia o debiucie przy Bułgarskiej musiałem odkładać z każdą minutą, bo trener nie chciał ryzykować zmianą. Na drugą połowę wyszliśmy bardzo zmotywowani, w końcu byliśmy niesieni dopingiem aż 22 tysięcy kibiców. Druga połowa to był istny koncert naszej gry. Bramki zdobywali Piotr Reiss, Jakub Wilk oraz Hernan Rengifo. Zabrzanie odpowiedzieli tylko raz za sprawą Dawida Jarki. W międzyczasie usłyszałem od Franciszka Smudy komendę: "Góral, grzej się!". Byłem gotowy i czekałem, przed wejściem rozejrzałem się jeszcze raz po trybunach i poczułem doping fanów. Starałem się zapomnieć o stresie, zależało mi, aby w pełni wykorzystać te cztery minuty gry, które otrzymałem od trenera. Zmieniłem na placu gry Piotra Reissa, zdobywcę pierwszej bramki. Przedstawiłem się kibicom Lecha z dobrej strony, gdyż trzy minuty po moim wejściu otrzymałem piłkę od Henry’ego Quinterosa, zdecydowałem się na rajd prawym skrzydłem i dośrodkowałem na głowę Marcina Zająca. Ten ustalił wynik na 4:1, a ja zaliczyłem moją pierwszą asystę w barwach Kolejorza. Byłem z siebie bardzo zadowolony.

Te kilka minut mnie podbudowało, stałem się pewniejszy, koledzy z szatni darzyli mnie większym zaufaniem. Liczyłem, że w kolejnych meczach po dobrym starcie będę dostawał więcej okazji na pokazanie swoich walorów. Niestety historia nie potoczyła się tak jakbym chciał. Na jednym ze spotkań nawet kibice Lecha Poznań domagali się mojego wejścia skandując "Chcemy Floriana, hej Smuda, chcemy Floriana", nie zapomnę tych chwil na długo, to dla mnie wiele znaczyło. Kibice w Poznaniu są niesamowici. Uważam, że Lech od wielu lat ma najlepszych fanów w Polsce i czułem od nich wsparcie w trudnych momentach. Niestety w sumie dane mi było rozegrać tylko osiem ligowych spotkań w Kolejorzu, a w połowie sezonu zostałem wypożyczony do Znicza Pruszków. Wiem, że stać mnie było na więcej, ale trafiłem do kadry, z której przebić się do podstawowej jedenastki było wyjątkowo trudno. Dzisiaj będę kibicował Lechowi i życzę im, aby powtórzyli nasz wynik z sezonu 2007/2008.

Zredagował Dominik Piąstka

Następne mecze

Niedziela 04.10 godz.17:30
Piast Gliwice
vs |
Lech Poznań
Sobota 17.10 godz.00:00
Jagiellonia Białystok
vs |
Lech Poznań

Polecamy

Newsletter

Zapisz się do newslettera

Więcej

KKS LECH POZNAŃ S.A.
ul. Bułgarska 17
60-320 Poznań

Infolinia biletowa:
tel. 602-368-268 (10:00-17:00)
tel. 602-368-369 (10:00-17:00)

Tel: 61 886-30-00
mail: lech@lechpoznan.pl
Biuro Obsługi Kibica

Chcemy, aby korzystanie z naszych stron było dla Ciebie przyjazne. W tym celu staramy się dopasować treści oraz prezentowane reklamy do Twoich zainteresowań i preferencji. Jest to możliwe dzięki przechowywaniu w Twojej przeglądarce plików cookies oraz przetwarzaniu gromadzonych za ich pośrednictwem danych osobowych przez nas i naszych partnerów. Przez dalsze, aktywne korzystanie z Serwisu, bez zmian ustawień przeglądarki, wyraziłeś na to zgody.
Dowiedz się więcej >

Zamknij