2020-02-28 11:11 Marcin Kikut , fot. Archiwum Lecha Poznań

Jeden Klub Tysiąc Historii: horror na Podlasiu

Jagiellonia Białystok to rywal, którego styl gry od kilku lat nie odpowiada zespołowi Lecha Poznań. Niebiesko-biali nie potrafią wygrać na Podlasiu już od siedmiu lat, ale jedno z najbardziej pamiętnych spotkań pomiędzy tymi zespołami miało miejsce w sezonie 2009/2010. W naszym cyklu “Jeden Klub Tysiąc Historii” tamto starcie przypomina były defensor Kolejorza – Marcin Kikut. 

Doskonale pamiętam ten sezon, gdyż finalnie skończył się dla nas mistrzostwem Polski, ale pierwsza faza rozgrywek była wyjątkowo trudna. W ekstraklasie po pięciu pierwszych kolejkach zdołaliśmy zgromadzić tylko siedem punktów. Ponadto odpadliśmy w 4. rundzie eliminacji Ligi Europy z Club Brugge po nieszczęśliwym konkursie rzutów karnych. Taki stan rzeczy był o tyle niezrozumiały, gdyż w kadrze zostali wszyscy nasi najważniejsi gracze, więc apetyty na sukces przed sezonem mieliśmy ogromne. Dodatkowo atmosfera w szatni po takim falstarcie zrobiła się gęsta. Po kilku ostrych rozmowach zdaliśmy sobie sprawę, że teraz musimy skupić się już tylko na lidze i odrabianiu strat.

W 6. kolejce sezonu 2009/2010 pojechaliśmy do Białegostoku na spotkanie z Jagiellonią. Pamiętam, że na Podlasiu grało nam się zawsze wyjątkowo ciężko i to nie tylko z powodu wyczerpujących podróży. Czasami są takie zespoły, które najzwyczajniej innemu nie leżą, a oni ewidentnie do tej grupy należeli. Jaga miała wówczas mocny zespół i zawieszała nam niejednokrotnie wysoko poprzeczkę. Ponadto zawsze na stadionie czuć było olbrzymią motywację ze strony kibiców i piłkarzy, jeżeli przyjeżdżał Lech Poznań. Przed meczem nastawialiśmy się tylko na zwycięstwo, gdyż wiedzieliśmy jak kolejna strata punktów może jeszcze bardziej skomplikować naszą, już wtedy trudną, sytuację. Trener Jacek Zieliński na odprawie wyczulał wszystkich defensorów, abyśmy zwrócili szczególną uwagę na Kamila Grosickiego oraz Tomasza Frankowskiego, którzy stanowili o sile ofensywnej tamtego zespołu. Białostoczanie mieli wówczas naprawdę solidną drużynę.

W mecz zdecydowanie lepiej weszli gospodarze, bo już po 20 minutach gry prowadzili z nami 2:0. Najpierw wynik meczu otworzył Tomasz Frankowski, a szybko potem drugiego gola dla naszych rywali zdobył Remigiusz Jezierski, który wykorzystał dobre dośrodkowanie Igora Lewczuka. Zdaliśmy sobie sprawę, że ledwie wyszliśmy na boisko, a wynik nam zaczął uciekać. Każdy z nas poczuł sportową złość. Nie zamierzaliśmy się poddać, bo zdawaliśmy sobie sprawę, że w szeregach Jagiellonii po tak szybko zdobytym prowadzeniu może dojść do rozluźnienia. Rzuciliśmy, zatem wszystkie nasze atuty na jedną szalę, nie mieliśmy przecież już nic do stracenia, dlatego paradoksalnie po tych 20 minutach zaczęło grać nam się łatwiej. Na bramkę kontaktową długo nie musieliśmy czekać. Najpierw to ja zainicjowałem akcję i podałem do niepilnowanego w polu karnym Roberta Lewandowskiego, a ten z najbliższej odległości umieścił piłkę w siatce. To był impuls, który dał nam dodatkową motywację. Zespół zareagował książkowo, bo jeszcze przed przerwą do wyrównania doprowadził Sławomir Peszko. Schodząc do szatni wiedzieliśmy, że zwycięstwo znów jest w naszym zasięgu, ale w dalszym ciągu musieliśmy kontynuować naszą skuteczną grę.

W drugiej połowie długo utrzymywał się remis 2:2, ale nam to nie wystarczało. Taki mieliśmy mental i dążyliśmy do zdobycia upragnionej bramki. Mieliśmy w tamtej drużynie kilku zawodników, którzy mogli przesądzić sprawę wyniku. Jednym z nich był Manuel Arboleda, który na dwie minuty przed ostatnim gwizdkiem arbitra wyprowadził naszą drużynę na prowadzenie i dał nam trzy punkty. Można powiedzieć, że było to trafienie, które poniosło nas finalnie do zdobycia mistrzostwa Polski. Moim zdaniem trofea zdobywa się właśnie po takich trudnych spotkaniach, z niewygodnymi rywalami, w niesprzyjających warunkach i stadionach. Ten mecz z Jagiellonią dał nam nieprawdopodobnego kopa i sprawił, że w kolejnych czuliśmy się jeszcze mocniejsi. Miejmy nadzieję, że dzisiejsze spotkanie również będzie emocjonujące i zbuduje mentalnie obecnych zawodników, tak samo jak nas w tamtym sezonie.

Zredagował Dominik Piąstka

Następne mecze

Niedziela 04.10 godz.17:30
Piast Gliwice
vs |
Lech Poznań
Sobota 17.10 godz.00:00
Jagiellonia Białystok
vs |
Lech Poznań

Polecamy

Newsletter

Zapisz się do newslettera

Więcej

KKS LECH POZNAŃ S.A.
ul. Bułgarska 17
60-320 Poznań

Infolinia biletowa:
tel. 602-368-268 (10:00-17:00)
tel. 602-368-369 (10:00-17:00)

Tel: 61 886-30-00
mail: lech@lechpoznan.pl
Biuro Obsługi Kibica

Chcemy, aby korzystanie z naszych stron było dla Ciebie przyjazne. W tym celu staramy się dopasować treści oraz prezentowane reklamy do Twoich zainteresowań i preferencji. Jest to możliwe dzięki przechowywaniu w Twojej przeglądarce plików cookies oraz przetwarzaniu gromadzonych za ich pośrednictwem danych osobowych przez nas i naszych partnerów. Przez dalsze, aktywne korzystanie z Serwisu, bez zmian ustawień przeglądarki, wyraziłeś na to zgody.
Dowiedz się więcej >

Zamknij