2020-01-27 16:25 Mateusz Jarmusz , fot. Przemysław Szyszka

Debiutanci w Belek: Jakub Niewiadomski

Kolejnym zawodnikiem debiutującym na zagranicznym zgrupowaniu Lecha Poznań jest Jakub Niewiadomski, który w wywiadzie dla naszej strony opowiedział o tym jak zaskakujący był dla niego ostatni rok. Poza tym wyjawia nam jaki wkład w to gdzie obecnie jest mieli jego rodzice oraz zdradza dlaczego wszyscy w klubie znają go pod ksywką "Dziunia".

Czy często jesteś w życiu zaskakiwany?

- Tak, dosyć często, ale przez to, że wiele razy to odczułem to zawsze jestem gotowy na te niespodzianki.

Na pewno domyślasz się do czego zmierzam, czyli do tych wszystkich zaskoczeń sportowych w twoim piłkarskim życiu. Zacznijmy od początku. Jak wyglądał twój dzień, kiedy nagle zostałeś wezwany do Opalenicy na wzięcie udziału w meczu sparingowym z holenderskim Vitesse?

- Był to strasznie szalony dzień. Do południa byłem na treningu w rezerwach. Co prawda był on tylko na siłowni, ale kiedy odpoczywałem przed drugą jednostką treningową zadzwonił do mnie trener Rafał Ulatowski. Powiedział mi, że jadę na pierwszy zespół i zagram jedną połowę w spotkaniu sparingowym. Radość była ogromna. Od razu wyskoczyłem z łóżka, bo raczej już bym wtedy nie zmrużył oka. Przyszykowałem się i pojechałem na mecz razem z kierownikiem zespołu rezerw, Tomaszem Małkiem.

Ten występ na pewno wiele dla ciebie znaczył, bo był to tak naprawdę twój prawdziwy debiut w piłce seniorskiej.

- Miałem już na swoim koncie dwa mecze w III lidze, ale wtedy zagrałem tylko kilka minut. Tutaj miałem pierwsze takie przetarcie, a więc można powiedzieć, że w piłce seniorskiej debiutowałem w pierwszym zespole Lecha. Tak naprawdę dobrze mi się grało. Z każdym kolejnym zagraniem i kontaktem z piłką łapałem większą pewność siebie. Analizując ten mecz widziałem, że w kilku sytuacjach mogłem zachować się lepiej, ale byłem zadowolony z tego debiutu.

Z tego co pamiętam na swojej stronie boiska nie dostałeś do pomocy nikogo doświadczonego, tylko grałeś tam z Kubą Kamińskim, który był na skrzydle.

- Przez te lata wspólnej gry w akademii jestem bardzo zgrany z "Kamykiem". Rozegraliśmy razem bardzo wiele meczów, a więc na boisku rozumiemy się bardzo dobrze. Właściwie moglibyśmy grać razem z zamkniętymi oczami.

No to mamy za sobą zaskakujący debiut w piłce seniorskiej. To teraz czas na drugą niespodziankę, czyli twoje wskoczenie do pierwszego składu drugiej drużyny Kolejorza na ligowy mecz z Widzewem Łódź. Zaskoczenie?

- Zdecydowanie, nawet większe niż z tym meczem z Vitesse. Tak naprawdę w tym rankingu niespodzianek ten występ byłby zdecydowanie na pierwszym miejscu. W ten dzień byłem powołany na mecz w Centralnej Lidze Juniorów. Już szykowałem się na wyjazd, po czym trener zadzwonił do mnie z informacją, że jestem w kadrze meczowej na Widzew. Pomyślałem sobie, że brakuje rezerwowych i dlatego zostałem awaryjnie ściągnięty. Poszedłem na odprawę i bardziej skupiałem się na tym jakie informacje dostają inni koledzy. Skład miał być podany na końcu i w pewnym momencie nasze zdjęcia na tablicy zaczęły wędrować albo na ławkę albo na plac gry. I nagle widzę siebie w pierwszym składzie. Było to strasznym zaskoczeniem. Bardzo szybko musiałem się na to nastawić mentalnie. Możliwe, że moja niewiedza mi pomogła, bo przez to nie narzuciłem na siebie jakiejś zbędnej presji. Wydaje mi się, że w tym pierwszym pełnym meczu w piłce seniorskiej było dobrze i naprawdę fajnie to wspominam. Mam nadzieję, że będziemy mieli okazję do rewanżu.

Później zagrałeś jeszcze 90 minut z GKS-em Katowice, ale większość tej rundy stała u ciebie pod znakiem kontuzji. Czy wszystko jest już w 100% zaleczone?

- Mam taką nadzieję. Na początku sezonu pauzowałem z powodu złamania jednej z kości śródstopia. Tak naprawdę zdążyłem wrócić na te dwa mecze i szybko odnowiła mi się ta sama kontuzja. Dzięki klubowi miałem specjalny zabieg, który spowodował, że nie musiałem nosić gipsu. Na szczęście teraz już wszystko jest w porządku, ale mimo wszystko uważam na tę stopę, bo ta kontuzja lubi się odnawiać.

No to wracamy do tych zaskoczeń, czyli teraz czas na wyjazd na zgrupowanie do Belek. Z pierwszym zespołem trenowała grupa zawodników z rezerw, ale ciebie nie było w niej przez większość czasu. Jednak ostatecznie znalazłeś się w kadrze na obóz w Turcji. Jak się o tym dowiedziałeś?

- Trzeba przyznać, że po tym występie w Opalenicy miałem postanowienie, że chcę pojechać na ten zagraniczny obóz w przerwie zimowej. Jednak kontuzja, o której rozmawialiśmy pokrzyżowała mi plany. Z każdym tygodniem moje szanse na wyjazd nikły. Od nowego roku rozpocząłem przygotowania z rezerwami, ale powoli dostawałem pewne sygnały, że mogę polecieć do Belek. Najpierw koledzy mówili mi, że coś słyszeli, później sam usłyszałem to od kierownika, ale nie było żadnych konkretów. Jednak w pewnym momencie zadzwonił do mnie kierownik pierwszej drużyny, Mariusz Skrzypczak w sprawie mojego paszportu. Wtedy już wiedziałem i po jakimś czasie dostałem informację od trenera Żurawia, że mam się pakować, przyjeżdżać na ostatnie treningi przy Bułgarskiej i lecę z zespołem na obóz. Kolejne pozytywne zaskoczenie.

No to teraz wróćmy do przeszłości. Jak wyglądały twoje początki z piłką?

- Wszyscy w rodzinie powtarzają mi, że w piłkę zacząłem grać już w czasach, których ja nie pamiętam. Podobno już jako niemowlak kopałem w piłkę powieszoną nad moim łóżeczkiem. A tak na poważnie to mam zdjęcia z piłką jak jeszcze sięgała mi do pasa, a więc dosyć dawno. Odkąd sięgam pamięcią gram w piłkę. Czy to sam na podwórku, czy z kolegami na boisku.

Skąd pochodzisz?

- Urodziłem się w Kole, ale mieszkam w małej miejscowości, Grabina Wielka pod Kołem. Tam się wychowywałem i tam zaczynałem w klubie KP Zryw Dąbie. Nie było nas za wielu, a więc jak zaczynałem grać to byłem w grupie z chłopakami nawet o pięć lat starszymi. Następnie trafiłem do Górnika Konin i już jako trzecioklasista miałem dużo wyrzeczeń, ponieważ trzy-cztery razy w tygodniu razem z rodzicami pokonywałem trasę do Konina i z powrotem. Czyli dziennie 90 km. To był już pewien krok w stronę poważniejszego uprawiania piłki nożnej, ale jak widać opłacało się i bardzo dużo w tej kwestii zawdzięczam rodzicom. To właściwie dzięki nim dostałem tę szansę.

A kiedy pojawił się temat Lecha?

- Dostałem zaproszenie na testy jak miałem chyba dwanaście lat i od tego czasu zacząłem brać udział w różnych wydarzeniach związanych z Lechem np. w obozach, czy sparingach. Później zaczęły się raz w tygodniu dojazdy na trening do Poznania, a w tym samym czasie nadal trenowałem w Koninie. To naprawdę był ekstremalny rok. Udało nam się to organizacyjnie, ale wiele razy było tak, że np. obiad jadłem w samochodzie, bo od razu po lekcjach musiałem jechać na trening do Poznania. Już wtedy poznałem Filipa Szymczaka i Filipa Marchwińskiego, trenowałem z nimi, a od pierwszej klasy gimnazjum trafiłem do Poznania, do "13".

Wcześniej Kolejorz był jakoś obecny w twoim życiu?

- Właściwie od małego. Nasza miejscowość jest jeszcze w Wielkopolsce, ale już przy samej granicy z województwem łódzkim, w związku z czym u nas większość osób jest za Lechem, ale część za Widzewem.

To tym bardziej ten mecz z łodzianami był dla ciebie wyjątkowy!

- Tak, pełno moich znajomych jeździ na mecze Widzewa, a więc mam nadzieję zagrać również w meczu rewanżowym.

Przyjeżdżałeś na spotkania do Poznania?

- Ogólnie jestem pierwszą osobą w rodzinie, która interesuje się piłką i nie wiadomo skąd to się u mnie wzięło. Dlatego musiałem zabierać się na mecze z większą grupą. Na pierwszym byłem chyba w 2009 roku. Mam takie fajne zdjęcie, na którym stoję przy naszej szatni i łapię za klamkę. Jak widać Lech jest dla mnie ważny od wielu lat.

Czy jesteś w jakikolwiek sposób spokrewniony z Mariuszem Niewiadomskim, czyli napastnikiem Lecha w latach 80-tych?

- Nie, aczkolwiek mogę żartobliwie dodać, że mój tata też ma na imię Mariusz.

Któremu trenerowi z akademii najwięcej zawdzięczasz?

- Myślę, że każdy dołożył cegiełkę do tego gdzie teraz jestem. Kiedy przychodziłem do Lecha pomógł mi trener Marcin Salamon, który "przerobił mnie" z ofensywnego gracza, który strzelał mnóstwo goli dla Górnika, na lewego obrońcę. Miał na uwadze to, że jestem lewonożny i można to w pewien sposób wykorzystać. Być może dzięki temu zwiększył moje szanse na to, że obecnie jestem na zgrupowaniu pierwszej drużyny Lecha Poznań. Był to dosyć ciekawy czas, bo w Górniku grałem na "10", a w tym samym tygodniu w Lechu na lewej obronie. Możliwe, że dzięki temu jestem bardziej wszechstronny. Następny był trener Amilcar Carvalho, który nauczył mnie pokory i ciężkiej pracy. Tak naprawdę do dzisiaj mnie ona cechuje, bo uważam, że jestem typem zawodnika, który nie wyróżnia się samym talentem, ale nadrabiam zaangażowaniem i właśnie ciężką pracą. Później trafiłem do trenera Huberta Wędzonki i wygraliśmy wtedy Nike Cup. Później przeszedłem do zespołu juniorów młodszych, do trenera Bartosza Bochińskiego, po drodze był jeszcze trener Krzysztof Kołodziej, a teraz jestem u trenera Rafała Ulatowskiego, który bardzo dobrze wprowadza młodych zawodników do piłki seniorskiej. Bardzo dużo przeżyłem również z trenerem Przemysławem Małeckim, ponieważ najpierw grałem u niego w kadrze, a teraz robię to w rezerwach.

Dla każdego w klubie nie jesteś Kubą, a wszyscy wołają na ciebie "Dziunia". Skąd wzięła się ta ksywka?

- Tak naprawdę sam nie wiem i wersje tej historii są różne. Moja jest taka, że kiedy w trzeciej klasie szkoły podstawowej byłem na kadrze Wielkopolski to w sklepiku, do którego poszliśmy z głośników leciała piosenka „Najlepsza dziunia w klubie”, ktoś to podchwycił, od razu tak mnie nazwał i do dzisiaj tak zostało. Ksywka była dobra, bo jest krótka i pasowała do boiska piłkarskiego.

W takim razie Dziunia, co następne może ciebie zaskoczyć?

- Mam wobec siebie duże oczekiwania, ale nie nakładam sobie przy tym dodatkowej presji. Myślę, że następnym krokiem powinno być zostanie na stałe w pierwszym zespole, ale tak naprawdę priorytetem dla mnie jest to, żeby zacząć regularnie grać. Brakowało mi tego w minionej rundzie, a jestem w wieku, w którym muszę grać. Jak będę to robił i będę dobrze się sprawował, to za tym przyjdzie ten cel, o którym wspomniałem na początku.

Następne mecze

Sobota 15.08 godz.20:30
Odra Opole
vs |
Lech Poznań
Piątek 21.08 godz.18:00
Zagłębie Lubin
vs |
Lech Poznań

Polecamy

Newsletter

Zapisz się do newslettera

Więcej

KKS LECH POZNAŃ S.A.
ul. Bułgarska 17
60-320 Poznań

Infolinia biletowa:
tel. 602-368-268 (10:00-17:00)
tel. 602-368-369 (10:00-17:00)

Tel: 61 886-30-00
mail: lech@lechpoznan.pl
Biuro Obsługi Kibica

Chcemy, aby korzystanie z naszych stron było dla Ciebie przyjazne. W tym celu staramy się dopasować treści oraz prezentowane reklamy do Twoich zainteresowań i preferencji. Jest to możliwe dzięki przechowywaniu w Twojej przeglądarce plików cookies oraz przetwarzaniu gromadzonych za ich pośrednictwem danych osobowych przez nas i naszych partnerów. Przez dalsze, aktywne korzystanie z Serwisu, bez zmian ustawień przeglądarki, wyraziłeś na to zgody.
Dowiedz się więcej >

Zamknij