To był ważny dzień dla Radosława Murawskiego. Środkowy pomocnik po blisko roku wrócił do gry i pojawił się na murawie na kwadrans niedzielnego meczu z Legią Warszawa (4:0). - Szargają mną niesamowite emocje. To jest piękny moment, piękny dzień, żeby wrócić na boisko - mówi doświadczony zawodnik.
Murawski długo leczył kontuzję. Ostatnie spotkanie zaliczył 27 kwietnia 2025 roku - wtedy jako rezerwowy chciał pomóc drużynie w walce o mistrzostwo Polski i biegał blisko pół godziny w Radomiu przeciwko Radomiakowi (2:2). To mocno pogorszyło sprawę i Lechita przeszedł ostatecznie dwie operacje, a po nich trwał żmudny okres rehabilitacji. Teraz jednak ten etap już za nim. Po blisko roku, bo przeciwko Legii Kolejorz grał 26 kwietnia, pojawił się na murawie.
- Myślę, że to, co ja czuję teraz, to najlepiej ja wiem i moja rodzina, która była przez ten trudny okres ze mną. A także moi przyjaciele, cały klub i koledzy z drużyny. Przez ostatnie miesiące dostawałem też pełno wiadomości od kibiców. Chwała im za to, bardzo dziękuję za dobre słowa, ten powrót jest również dla nich. Szargają mną niesamowite emocje. Szargają mną niesamowite emocje. To jest piękny moment, piękny dzień, żeby wrócić na boisko - przyznaje doświadczony piłkarz.
Powrót odbył się na oczach najbliższych. - Żona i trójka dzieci dała mi tę energię i taką siłę do tego, żeby walczyć i żeby nie zwątpić w żadnym momencie rehabilitacji. Jasne, momentami było trudno, ale zawsze byli i są ze mną. Jestem im wdzięczny bardzo. Ten najtrudniejszy krok zrobiłem i teraz mam nadzieję, że będę coraz więcej na boisku - podsumowuje Murawski.
Motor Lublin
Lech Poznań
Zapisz się do newslettera