Lech Poznań i Górnik Zabrze rywalizują od połowy lat 50. Kolejorz musiał jednak długo czekać na zwycięstwo na Górnym Śląsku. Stało się to w historycznym sezonie 1977/1978. Historycznym, bo wówczas Niebiesko-Biali po raz pierwszy awansowali do europejskich pucharów.
Górnik był potęgą właściwie od momentu awansu do najwyższej klasy rozgrywkowej (1956). Już rok później wywalczył swój pierwszy tytuł mistrzowski, zresztą przy pomocy Lecha, który odebrał punkty najgroźniejszemu rywalowi zabrzan, czyli Gwardii Warszawa - ta historia jest powszechnie znana i dziś nie będziemy jej przypominać. Ekipa z Górnego Śląska totalnie zdominowała Ekstraklasę, bo do 1971 wywalczyła aż dziesięć tytułów. W tym okresie poznaniacy jeździli do Zabrza i regularnie przegrywali.
Na pierwszą wygraną czekali tam do rozgrywek 1977/1978. To był ciekawy sezon, bo lechici wdrapali się po blisko trzech dekadach na ligowe podium, a za to Górnik wpadł w turbulencje, które zakończyły się spadkiem do ówczesnej II ligi. Tylko na sezon, ale było to szokujące wydarzenie dla kibiców przyzwyczajonych do sukcesów. Niebiesko-Biali to wykorzystali i ograli słabnących Ślązaków na ich terenie.
Była to 16. kolejka, czyli pierwsza rewanżowa. Na rozpoczęcie sezonu w Poznaniu był bezbramkowy remis. 16 listopada 1977 na trybunach było pięć tysięcy kibiców. W bramce gospodarzy był Andrzej Fischer, który urodził się w Swarzędzu i na początku lat 70. bronił w Kolejorzu. Jedynego gola, dającego gościom skromne zwycięstwo 1:0, strzelił Mirosław Justek z rzutu karnego tuż przed przerwą. Warto dodać, że ten piłkarz dostał powołanie na mistrzostwa świata w Argentynie w 1978 roku.
Media nie miały wątpliwości, że wynik w Zabrzu był sensacyjny. Tak to określił w relacji Głos Wielkopolski:
- Nie wiodło się dotychczas piłkarzom, Lecha w meczach wyjazdowych z Górnikiem. Większość swoich spotkań przegrywali. Tym razem Lechici, którzy wcześniej znali wynik spotkania ŁKS - Śląsk - swojego najgroźniejszego rywala w walce o drugie miejsce, przystąpili do meczu maksymalnie zmobilizowani i żądni zwycięstwa. Sztuka ta im się w pełni udała. Oto w 43 min. za rękę na polu karnym zabrskiego piłkarza sędzia podyktował rzut karny. Egzekutorem był obrońca Justek, który w pełni wykorzystał szansę zdobywając bramkę, która okazała się jedyną w tym meczu - czytamy w sprawozdaniu.
Wyróżniony został Mirosław Okoński, dla którego były to początki w barwach Kolejorza. Trybuna Robotnicza zwracała uwagę na to, że w ciągu roku zmieniły się role obu klubów:
- W Zabrzu kolejny zawód; podopieczni trenera Huberta Kostki znów stracili punkty na własnym boisku. Górnik przegrał z poznańskim Lechem 0:1 (0:1) i znalazł się w bardzo trudnej sytuacji. Drużyna, która na wiosnę zaliczała się do krajowej czołówki, spadła na przedostatnie miejsce w tabeli, natomiast zespół, który w owym czasie cudem uratował się przed spadkiem należy do ligowych potentatów. Lech podobał się w Zabrzu. Co prawda bramkę zdobył w sposób przypadkowy, jednak był drużyną dojrzalszą, konsekwentniej realizującą założenia taktyczne. Na dodatek poznaniacy do końca nie bronili jednobramkowej przewagi, lecz śmiało kontratakowali.
Górnik Zabrze
Lech Poznań
Zapisz się do newslettera