- Kiedy jesteś na fali i w dobrym rytmie, chcesz to po prostu kontynuować. Dotyczyło to całej drużyny, więc fakt zakończenia rundy był pewnym rozczarowaniem. Towarzyszy mi jednak poczucie i mocna koncentracja na tym, by prezentować się tak dalej już w kolejnej rundzie - mówi w wywiadzie udzielonym stronie oficjalnej Lecha Poznań jego napastnik, Yannick Agnero. Z piłkarzem Kolejorza poruszyliśmy wiele wątków, także tych związanych z wcześniejszymi rozdziałami jego kariery.
Latem zeszłego roku wzbudzałeś duże zainteresowanie klubów, mówiło się nawet o tych z europejskiego top 5, ale finalnie zdecydowałeś się na Lecha. Co więc zdecydowało o tym wyborze?
- Właściwie ta decyzja nie była tak trudna, chociaż faktycznie, pojawiały się oferty z Niemiec czy Francji, a każdy piłkarz dąży do tego, by występować w tych najsilniejszych ligach. Dla mnie jednak bardziej chodzi o proces i wiedziałem, że jeszcze mam sporo obszarów do rozwoju. Lech stanowił idealne miejsce tym bardziej, że wygrał niedawno mistrzostwo, miał zapewnioną grę w europejskich pucharach, do tego dowiódł, że potrafi rozwijać napastników. Odpowiadało mi także to, czego dowiedziałem się o stylu gry, dużym posiadaniu piłki, kreowaniu dużej liczby okazji podbramkowych, zawodnicy na mojej pozycji zawsze na to patrzą.
A jak możesz oceniać tę decyzję po sześciu miesiącach?
- Przychodząc zdawałem sobie sprawę z oczekiwań, jakie ludzie w klubie i dookoła ze mnie wiążą. Na początku nie wszystko szło po mojej myśli, ale z czasem coraz więcej rzeczy zaczęło się zazębiać. Ogromnie się cieszę, że jestem częścią tego zespołu, mam poczucie, że cały czas krok po kroku idę w odpowiednim kierunku.
Przychodziłeś do Poznania ze świadomością, że przyjdzie ci rywalizować z klubową legendą. W teorii to argument, który może zniechęcać potencjalnych piłkarzy do transferu, jak więc ty patrzyłeś na tę sprawę?
- Jasne, to jest wymagająca rywalizacja, ale jako piłkarza zawsze powinno cechować cię odpowiednie nastawienie do nauki i samorozwoju. Mikael to kapitalny napastnik, legenda Lecha, ale pozostawałem, świadomy, że będę mógł podpatrzeć u niego wiele rzeczy. Jako napastnik chcę jak najwięcej grać, strzelać i pokazywać się z jak najlepszej strony. Nie było łatwo, tych minut spędzanych na boisku nie miałem aż tak dużo, ale w dalszym ciągu naciskałem na każdy kolejny krok.
Po tym ruchu w twoim życiu zmieniło się praktycznie wszystko. Zamieszkałeś w nowym kraju, zacząłeś walczyć o inne cele z nową drużyną, która gra też odmienny sposób od poprzedniego zespołu? Co z tych rzeczy było najtrudniejsze?
- Nie wiem czy najtrudniejsze, ale najważniejsze na pewno było dla mnie jak najszybciej zaadaptować się do innego stylu gry. W Halmstad graliśmy bardziej bezpośrednio, tutaj to my posiadamy piłkę i dominujemy. To także jeden z powodów, dla których tu jestem, chciałem tego doświadczyć. W Szwecji często operowałem z przodu osamotniony, szukałem sobie miejsca także z boku boiska. Tutaj mam inne zadania, więcej czasu spędzam w polu karnym rywala, to mi odpowiada, ale też potrzeba było czasu, żeby przystosować się do szeregu elementów związanych z tego typu rolą.
Zostając przy stylu preferowanym przez Lecha, w Halmstad często grałeś przodem do bramki, tutaj znacznie częściej musisz operować tyłem do niej. To jest element, który udało ci się najmocniej rozwinąć przy adaptacji do pomysłów sztabu?
- Pracowałem nad tym sporo, dążę do tego, by jak najczęściej dać opcję kolegom do zagrania, utrzymać się przy piłce i dobrze ją odegrać. Do tego dochodzi chociażby odpowiednie wyjście do dośrodkowań, to są takie sprawy, nad którymi w Halmstad trenerzy nie spędzali ze mną dużo czasu, bo po prostu rzadko używaliśmy tego typu rozwiązań. Tutaj tego jest więcej, podobnie jak wcięć za linię obrony czy kreowania przestrzeni dla kolegów z drużyny.
Jesień finalnie skończyłeś z trzema golami strzelonymi w niespełna 500 minut. Jak patrzysz na ten dorobek, biorąc pod uwagę, że tylko trzy razy zaczynałeś spotkania w wyjściowym składzie?
- Jako napastnik i człowiek zawsze będę wymagał od siebie więcej bramek. Dużo rozmawiam z trenerami o tym, na czym teraz powinienem się najmocniej skupić. Chodzi o dochodzenie do jak największej liczby sytuacji, bo wtedy będę strzelał kolejne gole i będę robił to częściej. One są pochodną moich działań na boisku, chociażby odpowiedniego poruszania się i innych zachowań, muszę nad nimi pracować.
Wszystkie bramki przyszły po wejściach z ławki, zdobyłeś je na wszystkich frontach, na których rywalizować będzie Lech także na wiosnę i wydarzyło się to w ostatniej części rundy. Jej koniec nie był ci na rękę? Miałeś poczucie, że dobrze byłoby jeszcze pójść za ciosem?
- Kiedy jesteś na fali i w dobrym rytmie, chcesz to po prostu kontynuować. Dotyczyło to całej drużyny, więc fakt zakończenia rundy był pewnym rozczarowaniem. Towarzyszy mi jednak poczucie i mocna koncentracja na tym, by prezentować się tak dalej już w kolejnej rundzie.
Na ile pomagało ci w tych miesiącach środowisko, w jakim codziennie pracowałeś? Czego udało ci się nauczyć od Mikaela Ishaka, a może sam kapitan starał ci się pomagać odnaleźć w nowym miejscu?
- Oczywiście, Mika to bardzo wspierający człowiek. Ja to wiem na co dzień, ale każdy mógł to wyraźnie zobaczyć w meczu z Piastem, kiedy spokojnie mógł sam strzelić gola, zdecydował się jednak podzielić piłką. Był świadomy, jak bardzo potrzebuję jeszcze więcej pewności, która płynie z dobrej gry i bramek. Mogę liczyć też na jego wskazówki poza boiskiem. Szczerze mówiąc, bardzo często przyglądam się temu, jak gra, podczas treningów czy meczów, ale także po powrocie do domu. Analizuję sobie jego styl gry, meczowe sytuacje, bramki, po prostu jego jako piłkarza, spędzam na tym dużo czasu.
Czy jesteś jednym z tych napastników, który wyznacza sobie sztywne cele na kolejne części sezonu w kontekście liczby strzelonych goli?
- Kiedyś tak właśnie działałem, ale od pewnego czasu liczy się dla mnie bardziej coś innego. Gole mają być efektem dobrej pracy na codziennych treningach, na nich skupiam się równie mocno, co na meczach czy zdobywaniu bramek. Pierwsze pociągnie za sobą drugie, nie mam co do tego wątpliwości, to jest mój kierunek.
Już wcześniej zdołałeś się mocno zahartować, jeśli chodzi o życiowe zmiany. Była pierwsza wyprowadzka do akademii Right To Dream w młodym wieku, następna przed ukończeniem osiemnastu lat już do Europy, później transfer w obrębie Skandynawii - czy tu ułatwiło w dużym stopniu aklimatyzację w Poznaniu?
- Gdyby chodziło o przenosiny z Europy na inny kontynent, na przykład powrót do Afryki, to pewnie znowu bym potrzebował trochę czasu. Zostałem jednak w tej samej części świata, a do tego zdążyłem się przyzwyczaić do przeprowadzek. Mieszkałem w różnych krajach, w których ludzie porozumiewali się różnymi językami, ale odnajdywałem się w tych miejscach, raczej przychodzi mi to już z łatwością.
Znakiem rozpoznawczym duńskiego Nordsjaelland jest umiejętne rozwijanie młodych zawodników z Afryki, można tu wymienić takich graczy jak Simon Adingra, Mohammed Kudus czy Mario Dorgeles - z czego wynikało, że ty skrzydła rozwinąłeś na dobre w jednym z kolejnych klubów, czyli Halmstad?
- Każdy ma swoją osobną drogę, nie da się znaleźć uniwersalnego klucza, według którego każdy podąży i odniesie sukces. W drużynach młodzieżowych Nordsjaelland miałem dobry okres, ale przytrafiła mi się ciężka kontuzja, po której wracałem do pełni zdrowia praktycznie około półtora roku. Trudno ci wtedy wrócić do składu jakby nigdy nic, w końcu inni w tym czasie pozostawali zdrowi i budowali swoją pozycję, konkurencja była bardzo duża. Nowi zawodnicy przychodzili co sześć miesięcy, nieustannie ją zwiększając, to także czyniło to miejsce świetnym do rozwoju. Szukając regularnej gry zdecydowałem się na Halmstad i czas pokazał, że to był odpowiedni wybór.
Teraz natomiast pragnę wygrywać z Lechem trofea - uważam, że mamy ku temu niezłe widoki na wszystkich trzech frontach. Definitywnie stać nas na to, by podnieść co najmniej jeden puchar na koniec sezonu. Widziałem nagrania z fety mistrzowskiej sprzed roku i bardzo chciałbym tego doświadczyć na własnej skórze.
Rozmawiał Adrian Gałuszka
Lech Poznań
Lechia Gdańsk
Piast Gliwice
Lech Poznań
Zapisz się do newslettera