Lech Poznań znów zmierzy się z Wisłą Kraków na Enea Stadionie przy Bułgarskiej. To będzie pierwsze takie starcie po nieco ponad pięciu latach przerwy. Wtedy Kolejorz rozbił Białą Gwiazdę aż 5:0, kiedy rozpoczął marsz po mistrzostwo Polski. Dziś jest idealna okazja, żeby wspomnieć tę rywalizację.
Sezon 2021/2022 oba kluby zakończyły na dwóch biegunach - Lechici wywalczyli złoty medal, a Wiślacy spadli z najwyższej klasy rozgrywkowej po raz pierwszy od 1994 roku. Wtedy wrócili po dwóch sezonach, teraz zajęło im to cztery lata. Ostatnim bojem pomiędzy oboma klubami był ten z wiosny 2022 pod Wawelem, kiedy Antonio Milić w doliczonym czasie gry uratował dla Poznaniaków remis 1:1. Teraz mamy jednak starcie na Enea Stadionie przy Bułgarskiej, więc wrócimy do 17 września 2021 i efektownej wygranej Kolejorza 5:0.
W tym momencie zespół trenera Macieja Skorży wciąż był niepokonany. Co prawda, w pierwszej kolejce był rozczarowujący bezbramkowy remis z Radomiakiem, ale potem cztery wygrane z rzędu, następnie wyrwany w doliczonym czasie gry w dziesiątkę podział punktów z Pogonią Szczecin (1:1) oraz odrobienie strat w Częstochowie z Rakowem (2:2). W 8. kolejce przyjeżdżała Wisła Kraków, w stolicy Wielkopolski skończył się protest kibiców, którzy nie zasiadali w Kotle po nieudanych wcześniejszych miesiącach. Tutaj jednak frekwencja wzrosła do ponad 26 tysięcy z poziomu 9-10, a następnie 17 tys.
- Lech Poznań nie pozostawił złudzeń, kto w tym momencie powinien być na pierwszym miejscu ligowej tabeli. Wisła Kraków przyjechała na stadion przy ulicy Bułgarskiej jako zespół, który chciał sprawić niespodziankę, a wyjechała z bagażem pięciu straconych goli - pisała Gazeta Wyborcza. - Kolejorz od kilku tygodni jest liderem PKO BP Ekstraklasy, ale w ostatnim czasie nie powiększał swojej przewagi nad resztą stawki. Dlatego po dwóch remisach z zespołami, które w zeszłym sezonie znalazły się na ligowym podium, teraz Maciej Skorża podkreślał, jak ważny dla jego zespołu jest powrót na zwycięską ścieżkę - czytamy w relacji.
Na 1:0 trafił Joao Amaral, choć błąd popełnił tutaj bramkarz Paweł Kieszek. Tuż przed przerwą było 2:0, kiedy przytomnym zagraniem na bok pola karnego popisał się Jesper Karlström, tam od razu z powietrza pod bramkę zagrał debiutujący Pedro Rebocho, a z bliska pierwszego gola w barwach Lecha strzelił Adriel Ba Loua. Iworyjczyk zadebiutował nieco wcześniej w Częstochowie, ale tutaj po raz pierwszy zaprezentował się przed kibicami przy Bułgarskiej.
- Tak, to dla mnie świetny debiut, bo zdobyłem bramkę i zaliczyłem asystę, ale ważniejsze jest zwycięstwo. Czuliśmy się na boisku bardzo komfortowo i to nas cieszy. Chciałbym też podziękować wszystkim kibicom, którzy nas wspierali. Byli dla nas kluczowi w kontekście wygranej. Myślę, że strzelając pięć goli i nie tracąc żadnego grasz dobry mecz i tak go mogę oceniać - mówił Portugalczyk Pedro Rebocho.
Po zmianie stron Lechici nie zdjęli nogi z gazu. Rebocho po podaniu rodaka Amarala dał trzecią bramkę gospodarzom. Czwarta i piąta były autorstwa Mikaela Ishaka, w tym drugim przypadku z rzutu karnego. Wyszło zatem efektowne 5:0. Nie było już wtedy żadnych wątpliwości, że Kolejorz wkroczył na ścieżkę mistrzowską. I choć po drodze były jeszcze wyboje mniejsze i większe, to jednak Skorża dopiął swego i dał Niebiesko-Białym ósmy tytuł mistrza kraju w klubowej historii.
- Gratulacje dla zawodników i drużyny za dobrą pracę. Cieszymy się z tego zwycięstwa, powrotu kibiców i mamy nadzieję, że zachęcimy kibiców do tego, by dalej tak licznie przychodzili na stadion i pomagali drużynie - podsumował trener Skorża.
SL Benfica
Lech Poznań
Zapisz się do newslettera