- Czuję się tu świetnie, duża w tym zasługa reszty chłopaków, sztabu i ludzi z klubu. Dzięki nim wszystkim ma wrażenie, że jestem w Lechu od bardzo dawna – mówi z przekonaniem skrzydłowy Lecha Poznań, Allahyar Sayyadmanesh. Irański skrzydłowy notuje udane wejście w Kolejorzu, w którym w dotychczasowych siedmiu spotkaniach strzelił trzy gole i zaliczył asystę.
W połowie czerwca piłkarz mający w swoim CV, m.in. grę w klubach z Ukrainy, Anglii oraz Belgii oficjalnie zasilił szeregi dziesięciokrotnych mistrzów Polski. Z drużyną trenera Nielsa Frederiksena trenował kilkakrotnie w Poznaniu, a gdy jego nowy zespół rozpoczął zgrupowanie w Centrum Badawczo-Rozwojowym, Sayyadmanesh udał się do Turcji w celu uzyskania wizy umożliwiającej mu pracę w Polsce. Trwające ponad tydzień procedury sprawiły, że Irańczyk zameldował się na obozie przygotowawczym Niebiesko-Białych pod jego koniec, potrzebował więc jeszcze trochę czasu, by osiągnąć optymalną formę.
- Początek pod kątem fizycznym był trudny, opuściłem w końcu prawie cały okres przygotowawczy, ale niedługo później wszedłem w odpowiedni rytm. Regularne treningi, kolejne szanse na boisku, dobra praca - tym się budowałem - opowiada o niełatwych początkach w stolicy Wielkopolski 25-latek.
Świeżo upieczony Lechita zadebiutował w pierwszym oficjalnym spotkaniu Niebiesko-Białych w tym sezonie, po którym cieszył się ze zdobycia Superpucharu Polski. Na premierowe trafienie przyszło mu poczekać do początku sierpnia, kiedy to pokonał bramkarza Wieczystej Kraków w PKO BP Ekstraklasie. Od tamtej chwili strzelił efektownego gola w ligowym pojedynku z Piastem Gliwice oraz zanotował swój jak dotąd najbardziej produktywny występ w koszulce z kolejowym herbem w rewanżu z KÍ Klaksvík. W ubiegły piątek najpierw dał swojej ekipie prowadzenie, a po zmianie stron dołożył ładne podanie przy bramce Pablo Rodrígueza.
Powyższy dorobek oznacza, że tak udanego wejścia do nowej drużyny jeszcze w karierze nie miał. Jest niezwykle efektywny, bo punkt w klasyfikacji kanadyjskiej dopisuje średnio co 72 minuty. W czym jego zdaniem tkwi tajemnica tak dobrego startu w Lechu? - Czuję się tu świetnie, duża w tym zasługa reszty chłopaków, sztabu i ludzi z klubu. Dzięki nim wszystkim ma wrażenie, że jestem w Lechu od bardzo dawna. W takich okolicznościach aklimatyzujesz się w nowym miejscu błyskawicznie i tym bardziej się cieszę z tego, że już jestem w stanie pomagać drużynie. Chcę w dalszym ciągu pokazywać to, co potrafię, najlepiej do samego końca sezonu - zapowiada ofensywnie usposobiony zawodnik.
Konkrety pod bramką przeciwnika to tylko jedna pozytywna informacja w kontekście tego gracza. Jako uniwersalny piłkarz stwarza on bowiem spore pole manewru dla sztabu szkoleniowego Kolejorza, który może wykorzystać go w kilku miejscach na boisku. Dowód tego Sayyadmanesh dał chociażby w ostatnim, wysoko wygranym meczu. - W zależności od potrzeb mogę zagrać na różnych pozycjach, tak jak na Wyspach Owczych. Oba skrzydła czy pozycja numer 9, na której mieliśmy w tym spotkaniu problem. Mika odniósł kontuzję, Yannick zmagał się z kwestiami wizowymi i można powiedzieć, że doskonale wiem co czuje. Nawet w takiej nietypowej sytuacji poradziliśmy sobie nieźle, sporo minut jako napastnik rozegrał wtedy Daniel Håkans, zdobył bramkę, ale generalnie potrafiliśmy tym dobrze zarządzić - dzieli się swoimi spostrzeżeniami Irańczyk.
FC Thun
Lech Poznań
Zapisz się do newslettera