- Wcześniejsze miesiące wiązały się z wieloma wzlotami i upadkami, jeśli chodzi o moje zdrowie. Od kiedy jednak wróciłem do pełni sił i formy, czuję się świetnie - mówi jeden z bohaterów rewanżu z KÍ Klaksvík, Patrik Wålemark. Piłkarz Lecha Poznań podkreśla, że po dobrze przepracowanym okresie przygotowawczym miał pozytywne przeczucia co do swojego startu sezonu, a te znalazły odzwierciedlenie także na murawie w minionych tygodniach.
Rok temu lipiec oraz sierpień miały dla Szweda wyjątkowo trudny charakter. Najpierw zmuszony był przejść operację, a następnie rozpoczął żmudną walkę o jak najszybszy powrót na boisko. Pozostał wtedy w Poznaniu, by pozostać blisko kolegów z drużyny, ale miał świadomość, że na ponowną rywalizację w meczach o stawkę przyjdzie mu poczekać przynajmniej do wiosny. Teraz te letnie miesiące upłynęły już dla niego zgoła odmiennie.
Zacznijmy od okresu przygotowawczego, który zarówno w Poznaniu, jak i we Wronkach skrzydłowy przepracował na pełnych obrotach z drużyną. To było dla niego tym ważniejsze, że w minionych latach taka sytuacja bynajmniej nie stanowiła reguły. - Ten okres przygotowawczy był moim tak naprawdę pierwszym w pełni przepracowanym przed sezonem od kilku lat. Miałem po nim dobre przeczucia, ale to samo tyczyło się całej drużyny - twierdzi Wålemark.
Już we wspomnianej wyżej rundzie wiosennej Lechita nie opuścił ani jednego spotkania, ale konkrety w ofensywie w jego wykonaniu przyszły na finiszu kampanii. Kończył ją dwoma występami z bramką, a dalsze zbieranie trafień i asyst kontynuuje także na starcie obecnych rozgrywek. - Wcześniejsze miesiące wiązały się z wieloma wzlotami i upadkami, jeśli chodzi o moje zdrowie. Od kiedy jednak wróciłem do pełni sił i formy, czuję się świetnie. Dokładnie rok temu w podobnym okresie, świeżo po kontuzji nie wyobrażałem sobie, że mogę zagrać dwa mecze z rzędu w dłuższym wymiarze czasowym. Obecna sytuacja cieszy mnie więc niezmiernie, progres jest dostrzegalny gołym okiem - nie kryje zadowolenia zawodnik, który w trwającym sezonie ma na koncie trzy gole i dwa ostatnie podania.
Pokaz swoich umiejętności dał w ostatni piątek przy okazji wyjazdowego pojedynku na Wyspach Owczych. To on kapitalnym dograniem otworzył drogę do bramki Danielowi Håkansowi, a w ostatniej akcji starcia huknął z powietrza nie do obrony z dalszej odległości. - Jak dotąd wiele rzeczy układa się po mojej myśli, także ten ostatni mecz był dobry i oby tak dalej. Ten indywidualny bilans rysuje się obiecująco, ale przede wszystkim chcę dalej czerpać przyjemność z gry, jeśli to się uda, to liczby także będą przychodzić - zaznacza 24-latek. - Znajdujemy się na fali wznoszącej, nie mam co do tego wątpliwości. Zawsze na początku sezonu potrzebujesz trochę czasu, żeby wkomponować nowych piłkarzy, żebyśmy się nawzajem znaleźli i wszystko zaskoczyło. Na to pracujemy każdego dnia i fajnie, że przynosi wyniki - dodaje piłkarz, którego drużyna może pochwalić się serią czterech kolejnych zwycięstw na boiskach PKO BP Ekstraklasy oraz w europejskich pucharach.
FC Thun
Lech Poznań
Zapisz się do newslettera