Raków Częstochowa, najbliższy ligowy przeciwnik Lecha Poznań, zalicza dwunasty sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej. Oba kluby w Ekstraklasie rywalizują ze sobą od połowy lat 90. W pierwszym okresie gry Medalików ponieśli oni najwyższą do dzisiaj porażkę z Kolejorzem. Przegrali na Enea Stadionie przy Bułgarskiej aż 0:5.
Częstochowianie wówczas na cztery lata weszli do I ligi, dziś zwanej Ekstraklasą. Sezon 1997/1998 był tym, w którym spadli na ponad dwie dekady. I wtedy w obu meczach lepsi byli Lechici, którzy przede wszystkim zanotowali najwyższą wygraną nad tym przeciwnikiem w historii. 13 września 1997 roku było w stolicy Wielkopolski aż 5:0 dla gospodarzy. Co ciekawe, łupem bramkowym podzieliło się czterech piłkarzy: Krzysztof Piskuła (2), Tomasz Bekas, Piotr Reiss, a także Maciej Bykowski.
Ciekawy był wówczas skład, bo w bramce stał Robert Mioduszewski. W obronie biegał młody Bartosz Bosacki obok bardzo doświadczonego Damiana Łukasika, który po powrocie z Izraela i grze w Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski kończył piłkarską karierę w Poznaniu. Towarzyszył im Maciej Murawski, który w ostatnich latach był ekspertem telewizyjnym stacji Canal+. W ataku ustawiony był natomiast Reiss, który w trakcie tych samych rozgrywek hat-trickiem wbitym wiosną Legii Warszawa (3:0) zapewnił zespołowi tego samego dnia utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Raków zajął ostatnie miejsce, uzbierał zaledwie 17 punktów.
- To była kompromitacja mojego zespołu. Gorzej grać już się nie da. Zostawiliśmy w Poznaniu bardzo złe wrażenie. Zwycięstwo Lecha w tych rozmiarach jest w pełni zasłużone - komentował wynik 0:5 trener gości Hubert Kostka. Widać, że nie miał zamiaru owijać w bawełnę. Z kolei Krzysztof Pawlak, który zasiadał na ławce Lecha jako szkoleniowiec, mówił: - Rozegraliśmy jeden z lepszych meczów w tym roku. Walczyliśmy o jak najwyższe zwycięstwo do ostatniej chwili. Opłaciło się. Do poziomu spotkania dostroiła się publiczność. Chciałbym, żeby takich widowisk było więcej na poznańskim stadionie.
Bohaterem całej kolejki okrzyknięty został Reiss. - W 82. minucie spokojnie strzelił z bliska i pokonał Marka Matuszka. A to wcale nie była jedyna zasługa tego zawodnika. W 45. minucie znakomicie dośrodkował do wbiegającego w pole karne Tomasza Bekasa i młodszy kolega bez trudu wpisał się na listę strzelców. W 77. minucie wypracował gola Krzysztofowi Piskule, a tuż przed końcowym gwizdkiem asystował przy bramce Macieja Bykowskiego. Na dodatek bardzo dobrze dyrygował ofensywą Kolejorza. Potwierdził, zresztą nie po raz pierwszy, iż jest liderem z prawdziwego zdarzenia - pisał Przegląd Sportowy.
Górnik Zabrze
Lech Poznań
Zapisz się do newslettera