Na tym meczu było tak mało kibiców, że w kilkanaście sekund można ich było policzyć. W jednej z relacji liczba widzów wynosi 100, w innej 150, a w kolejne - 200. Jedno jest pewne - w środowe popołudnie 22 maja 1996 roku na spotkaniu Lecha Poznań z Siarką Tarnobrzeg (2:0) była garstka kibiców.
Dlaczego przypominamy tę rywalizację? Z prostego powodu - po ponad trzydziestu latach znów dojdzie do starcia Siarki z Lechem, tym razem w Pucharze Polski i na Podkarpaciu. Można zatem powspominać ostatni mecz między tymi klubami. Historia bojów tarnobrzesko-poznańskich zamyka się właściwie w latach 90., bo wtedy rywale na trzy sezony znaleźli się w najwyższej klasie rozgrywkowej. Ostatnim ich sezonem w Ekstraklasie był ten 1995/1996. I wtedy w końcówce, kiedy byli już zdegradowani, przyjechali na Bułgarską.
Wtedy padł niechlubny rekord najniższej frekwencji na domowym meczu Niebiesko-Białych. Gdyby dziś zrobić ankietę i zadać pytanie, kto był na tym spotkaniu, to pewnie z pięć tysięcy by zadeklarowało, że pojawiło się wówczas na trybunach. To bowiem rywalizacja, która obrosła legendą. A kontekst był taki - Lech zaliczał fatalną wiosnę. Tracił na potęgę punkty, trenerem przestał być Zbigniew Franiak, który niedawno wyjawił, że nie mógł zgodzić się na podejście jego zawodników do niektórych spotkań i firmować tego swoim nazwiskiem. Zamiast walki o europejskie puchary, ekipa ze stolicy Wielkopolski wygodnie rozsiadła się w środku ligowej tabeli, więc w końcówce rozgrywała sparingi. To musiało mieć wpływ na frekwencję. A apogeum nastąpiło właśnie w 31. kolejce, czyli czwartej od końca.
Na ławce trenerskiej był już wtedy Remigiusz Marchlewicz, czyli dotychczasowy asystent, który dokończył rozgrywki. Mecz Lech - Siarka był rozgrywany w środę, początek wyznaczono już o godzinie 16.30. Pies z kulawą nogą nie chciał pofatygować się na trybuny wobec towarzyskiego charakteru rywalizacji. Przegląd Sportowy podał nawet w tytule, że popisy obu drużyn oglądało 100 osób. Poznańskie media informowały natomiast, że widzów było 150-200. Niezależnie od tego, która liczba jest bliższa prawdy, wiemy, że mieliśmy niechlubny rekord najniższej frekwencji.
- Na trybunach zasiadło 200 widzów, więc niektórzy sądzili, że ktoś zarządził mecz bez publiczności - czytamy w relacji redaktora Zbigniew Kubiaka w Expressie Poznański. - Ale jaka postawa Kolejarzy w tej rundzie, taka frekwencja. Trener Marchlewicz po meczu powiedział, że teraz zespół powinien grać na większym luzie. Z Siarką drużyna Lecha zagrała osłabiona brakiem Piotra Prabuckiego, Sekou Drame i Adama Majewskiego (kartki), a także Adama Krygera (uraz). To być może w pewnym stopniu wpłynęło na słabszą postawę Lecha, ale niekoniecznie.
Lech wygrał 2:0 po golach Jacka Dembińskiego oraz Tomasza Bekasa. Prawda jest taka, że okazji do tego, żeby wynik był bardziej okazały, mieliśmy mnóstwo. - Dość zdumiewająca była wypowiedź trenera gości Stanisława Gielarka po meczu. Stwierdził on, że cieszy się, iż jego zespół przegrał tylko 0:2, bo sytuacji w pierwszej połowie Lech miał kilka, z których powinny paść gole. Rzeczywiście, gdyby Kolejarze wykorzystali wszystkie nadarzające się sytuacje, a były takie, moglibyśmy być świadkami klęski Siarki - to kolejny cytat z prasy.
- W czterech ostatnich meczach przed własną publicznością piłkarze Lecha nie strzelali goli. Umożliwiła im to dopiero drużyna zdegradowanej już do II ligi, Siarka. Mecz toczył się w raczej piknikowej atmosferze i nie stał na wysokim poziomie. Garstka kibiców oglądała jednostronne widowisko, w którym Lech powinien prowadzić 2, a nawet 3:0. Okazji było sporo - dodawał redaktor Krzysztof Ratajczak w katowickim Sporcie.
Kolejorz skończył ostatecznie na siódmym miejscu, Siarka - na ostatnim, czyli osiemnastym. Goście mieli w 34 kolejkach zaledwie trzy wygrane i sześć remisów, resztę spotkań przegrali. Spadli, a teraz - po nieco ponad trzydziestu latach - znów staną naprzeciwko Lecha Poznań.
Siarka Tarnobrzeg
Lech Poznań
Zapisz się do newslettera