Choć historia meczów Lecha Poznań z Górnikiem Zabrze jest bardzo bogata, to okazuje się, że w Pucharze Polski te dwa kluby spotkały się zaledwie dwukrotnie. Był też trzeci bój - co ciekawe, na bardzo zaawansowanym etapie, bo w półfinale! - ale formalnie grały wówczas rezerwy Kolejorza. I to starcie przypomnimy w cyklu 1klub1000historii.
Zacytujmy fragment tekstu, jaki opublikowaliśmy kilka lat temu: - W 1967 roku lechici awansowali do II ligi i przez to musieli najpierw brać udział w Pucharze Polski na szczeblu okręgowym. W półfinale tych rozgrywek przegrali ze Stalą Ostrów Wielkopolski, przez co stracili szansę na udział w nich na poziomie krajowym. Jednak jak się okazało, w finale na Stal czekały rezerwy Kolejorza, które w meczu rozgrywanym w Jarocinie wygrały 2:0 i dzięki temu doszło do nieoczekiwanej sytuacji, kiedy w Pucharze Polski występował zespół rezerw, a nie pierwsza drużyna Niebiesko-Białych. Jak się okazało zdecydowano, że poznaniacy będą występować nadal jako Lech II Poznań, ale skład był już najmocniejszy, jaki można było wystawić.
Formalnie zatem sukces poszedł na konto drugiej drużyny. W pierwszej rundzie pokonała niżej klasyfikowany Darzbór Szczecinek po golu Lecha Stępkowskiego. W 1/16 finału do Poznania przyjechała już mocna ekipa pierwszoligowa - Śląsk Wrocław. W regulaminowym czasie gry oraz po dogrywce padł remis 1:1 (bramka Jana Stępczaka) i sędzia zarządził serię rzutów karnych. W nich wykazał się bramkarz Andrzej Skrzypczak, który obronił dwie jedenastki, a lechici wygrali ostatecznie 4:3. W kolejnej rundzie Niebiesko-Białych czekał wyjazd do Świdnika na mecz z miejscową Avią. Spotkanie ponownie zakończyło się remisem 1:1 (bramka Edwarda Kuczki) i również tym razem o awansie zadecydowały lepiej wykonywane rzuty karne. Trzeci raz jedenastki były w ćwierćfinale - przeciwko GKS Katowice. Ponownie bohaterem był bramkarz, ale tym razem był to Henryk Wittig. W regulaminowym czasie gry padł bezbramkowy remis, a potem obronił dwa strzały rywali i półfinał stał się faktem.
Stało się jasne, że na Dębiec przyjedzie bardzo mocna ekipa i los sprawił, że był to hegemon tamtego okresu w Polsce, czyli Górnik Zabrze. W składzie miał wtedy takie gwiazdy, jak Hubert Kostka, Stanisław Oślizło, Zygfryd Szołtysik oraz oczywiście Włodzimierz Lubański. Była to drużyna, która kilka tygodni wcześniej występowała w ćwierćfinale Pucharu Europy i jak równy z równym rywalizowała z Manchesterem United.
29 maja 1968 roku obiekt pękał w szwach. Spójrzmy do ówczesnych mediów. Fragment relacji z Expressu Poznańskiego:
- Nie ziściły się skryte marzenia kibiców Lecha o awansie ich pupilów do finału Pucharu Polski. O zaszczytne to trofeum ubiegać się będą Górnik Zabrze i Ruch Chorzów, który we wtorek rozgromił rewelację rozgrywek pucharowych, A-klasowy Baildon Katowice 7:1. Mimo niepewnej pogody na stadionie dębieckim zebrał się komplet widzów - blisko 18.000. Nieczęsto bowiem jest okazja oglądania w Poznaniu drużyny wielokrotnego mistrza Polski. Zgodnie z zapowiedzią, Górnik wystąpił do wczorajszego pojedynku w najsilniejszym składzie ze wszystkimi internacjonałami. Zwycięstwo jego w stosunku 2:0 było całkiem zasłużone, choć bynajmniej nie przyszło mu ono łatwo. Gospodarze bowiem bronili się bardzo ambitnie, nie rezygnując ani na moment z walki o zwycięstwo.
Pierwszego gola dla gości strzelił Szołtysik po stracie lechitów w środku boiska, a wynik na 2:0 ustalił Lubański. Był on bohaterem finału, ustrzelił hat-tricka, a Górnik ograł Ruch 3:0.
Widzew Łódź
Lech Poznań
Zapisz się do newslettera