Ryszard Szpakowski oraz Włodzimierz Wojciechowski byli bohaterami pierwszego po wakacjach spotkania z cyklu Muzeum z Legendą. Obaj kapitalnie opowiadali o latach 70. w Kolejorzu - awansie do Ekstraklasy, powołaniach do reprezentacji Polski, a także słynnym cudzie w Błażejewku, który pozwolił utrzymać się w lidze, a w kolejnym sezonie zakwalifikować się po raz pierwszy do europejskich pucharów. Co ważne, obu byłym piłkarzom towarzyszyli koledzy z boiska, co też podkreślało, jak mocne więzi ma rodzina Kolejorza.
We wtorkowe popołudnie w sali konferencyjnej Enea Stadionu przy Bułgarskiej pojawiło się blisko 50 kibiców Lecha.
- To już tradycja, że spotkania Muzeum z Legendą cieszą się zainteresowaniem kibiców, którzy chcą spotykać się z naszymi legendami, zrobić sobie z nimi zdjęcie czy zdobyć autograf. Bardzo dziękujemy za obecność i chęć zgłębiania wiedzy historycznej o ukochanym klubie. Panowie Ryszard Szpakowski i Włodzimierz Wojciechowski przy fantastycznym akompaniamencie niezawodnego Macieja Markiewicza, który zna historię klubu jak nikt inny, w fantastyczny sposób opowiadali o czasach, których większość z fanów nie ma prawa pamiętać. Już teraz zapraszamy na październikowe spotkanie Muzeum z Legendą. Będziemy oczywiście o tym z odpowiednim wyprzedzeniem informować - mówi Maciej Henszel, menedżer ds. komunikacji i relacji z otoczeniem Lecha Poznań.
Scenariusz był bardzo podobny do poprzednich edycji. W pierwszej części na kibiców czekał poczęstunek, a potem trwająca półtorej godziny sesja pytań i odpowiedzi. Obu bohaterom na sali towarzyszyli koledzy z boiska - Ryszard Matłoka oraz Piotr Mowlik. Ten pierwszy przekazał pozdrowienia od Teodora Napierały, który w tamtych czasach był kapitanem kolejowej jedenastki.
- Niestety, Teodor nie mógł być z nami ze względu na chorobę. Ale śledzi wszystko, co związane z Lechem, ogląda wszystkie mecze i wysyła wszystkim gorące pozdrowienia. Prosił, żebym je przekazał całej niebiesko-białej rodzinie - mówił Matłoka. Potem wszyscy wysłuchali opowieści o awansie do Ekstraklasy, powołaniach do reprezentacji Polski, a także słynnym cudzie w Błażejewku, który pozwolił utrzymać się w lidze, a w kolejnym sezonie zakwalifikować się po raz pierwszy do europejskich pucharów.
- Cud w Błażejewku? Może powiem, jak wyglądał nasz dzień pracy. Pobudka już o 6.30 i pierwszy trening kondycyjny. Potem toaleta i śniadanie, a po nim kolejne zajęcia. Potem toaleta i obiad. Później mieliśmy obowiązkowe leżenie przez dwie godziny. Po południu trzeci trening, kolacja i - jak dziś pamiętam - o godzinie 21.30 jeszcze jedne zajęcia. Tak, pracowaliśmy cztery razy dziennie! Nic dziwnego, że potem pod względem kondycyjnym nikt nam w lidze nie mógł dorównać. Wprowadził to trener Jerzy Kopa, który zapowiedział, że będzie ciężko i było. Ale osiągnął sukcesy, bo najpierw utrzymał nas, choć nikt nie dawał nam szans, a potem zakwalifikowaliśmy się z trzeciego miejsca do europejskich pucharów - wspominał Ryszard Szpakowski.
Niezwykle ciekawa i barwna była opowieść o tym, jak pochodzący z Wielkopolski Wojciechowski wraz z Romanem Jakóbczakiem wrócili do Poznania po tym, jak występowali w ówczesnej I lidze w Pogoni Szczecin.
- O podróży pod osłoną nocy ze Szczecina do Poznania można książkę napisać. Jak w ogóle do tego doszło? Spotkałem się z prezesem Wacławem Drabem przy okazji wizyty w Poznaniu i zaproponował przejście do Lecha. Mocno mnie to zdziwiło, bo przecież on występował wtedy w II lidze, a raczej przenoszenie się z wyższej ligi do niższej było wtedy rzadkością. My byliśmy stąd i kibicowaliśmy mocno, ale piłkarskie życie nas rzuciło do Szczecina. I pewnie nie zdecydowalibyśmy się w Romanem wtedy, gdyby nie to, że obaj mogliśmy tutaj liczyć na otrzymanie mieszkania. To były inne czasy, piłkarze nie zarabiali tak jak dzisiaj i trzeba było zwracać uwagę na warunki życiowe. Po jakimś czasie, kiedy był ten awans upragniony do I ligi, to powiedzieliśmy sobie z Romanem, że to był dobry wybór - opowiadał Włodzimierz Wojciechowski.
- To było trudne do uwierzenia, że my w II lidze, a przychodzi do nas dwóch piłkarzy z I ligi z Pogoni. Pamiętajmy, że to był czas, gdzie od blisko dekady Lecha nie było w lidze, więc nie był tak atrakcyjnym miejscem do gry, jak dzisiaj. Dopiero budował swoją historię i szykował się do osiągania wielkich sukcesów. Ale wydarzenie było ogromne. Proszę sobie wyobrazić, że na pierwszy trening Włodka i Romka na Dębcu przyszło kilka tysięcy kibiców. Kilka tysięcy! - podkreślał Maciej Markiewicz.
Po tej części obaj rozdali mnóstwo autografów i zrobili sporo zdjęć z kibicami. Fani mogli również pozować z oryginalnym pucharem za mistrzostwo Polski z 2026 roku. Na koniec cała grupa zwiedziła Muzeum Lecha. Całe spotkanie Muzeum z Legendą trwało 3,5 godziny, kibice wychodzili niezwykle zadowoleni i już dopytywali o kolejny taki event. Zapraszamy w październiku, o szczegółach będziemy informować.
Crystal Palace F.C
Lech Poznań
Lech Poznań
Radomiak Radom
Zapisz się do newslettera