2020-05-01 11:01 Maciej Markiewicz

Zapomniani lechici: Antoni Skowroński

W ramach cyklu "Zapomniani lechici" pan Maciej Markiewicz wspomina dzisiaj człowieka, który z Lechem Poznań był związany przez prawie 50 lat i to w bardzo różnych rolach. Antoni Skowroński najbardziej pamiętany jest z funkcji kierownika pierwszego zespołu, a opowieść o jego losach została powiązana z 1 maja.

Jakbym miał najkrócej opisać pana Antoniego Skowrońskiego to powiedziałbym "Człowiek Dębca". Przez wszystkie swoje przedwojenne lata, poza epizodem odbycia służby wojskowej, kiedy stał się zawodnikiem poznańskiej Legii, cały czas związany był z Lechem. Do Kolejorza trafił jako czternastolatek i jak sam mówił po latach, lechitą stał się w najprawdziwszy, bo w naturalny sposób. Na Dębcu się urodził, tam mieszkał, tam trenował, grał i na koniec okazało się, że też tam pracował, kiedy zakończył karierę sportową. Był takim piłkarzem, który od kiedy po raz pierwszy pokazał się rówieśnikom oraz trenerom od razu zostawał zawodnikiem podstawowym. Tak było w trampkarzach, tak było w juniorach i tak samo było w seniorach w Klubie Sportowym Kolejowe Przysposobienie Wojskowe Liga Poznań Dworzec - bo tak w tamtym czasie nazywał się obecny Lech.

W czasie okupacji pełnił rolę kapitana drużyny "Dębca". Już o niej kilka razy wspominaliśmy, ale przypomnę, że jej opiekunem był pan Józef Kunert, a występowali w niej m.in. panowie Stanisław Atlasiński, Tadeusz Polka, Stefan Preja oraz Mieczysław Tarka, a więc od razu widać, że wymieniam tutaj piłkarzy tworzących po wojnie KKS Poznań. Wśród osób, które w tym czasie wskrzeszały sportową działalność Lecha był oczywiście pan Antoni Skowroński. I tak jak przy panu Franciszku Bródce wspominałem, że on odpowiedzialny był za mobilizację Łazarza, tak pan Antoni miał przypisany Dębiec. Zebrano grupę zawodników, w której skład wchodzili ci wymienieni przeze mnie wcześniej, ale dodatkowo trzeba tutaj wyróżnić panów Edmunda Białasa, Henryka Skromnego, czy braci Wojciechowskich. Niestety pan Antoni dosyć szybko zakończył przygodę ze sportem, ponieważ już w sezonie 1946 roku doznał kontuzji stawu kolanowego. Była ona na tyle poważna, że nie był on już w stanie kontynuować kariery piłkarskiej. Jednak w kolejnych latach cały czas był w formie i wielu kolegów żartowało, że on tak naprawdę udaje tę kontuzję.

Drużyna "Dębca" - lato 1941 roku. Od lewej: Mieczysław Tarka, Michał Dusik, Antoni Skowroński, Hieronim Rasch, Józef Skrzypczak, Henryk Jarecki, Leon Malicki, Stefan Preja, Stanisław Atlasiński, Feliks Tomczak i Tadeusz Polka.

W konsekwencji tego musiał on przysposobić się do nowej roli, a więc początkowo stał się zastępcą kierownika przy pierwszym zespole, a z czasem był już pełnoprawnym kierownikiem i to nie tylko pierwszej, ale i drugiej drużyny. W zasadzie większość jego życia dotyczy piłki nożnej, ale przecież na Dębcu powstała duża sekcja gier zespołowych, w której skład wchodziła również siatkówka, koszykówka, czy piłka ręczna. Pan Antoni został łącznikiem między tym miejscem, a sekretariatem klubu mieszczącym się przy Dworcu Głównym. Etatowo związany był z Dyrekcją Kolei przy obecnej Alei Niepodległości, ale jak cokolwiek trzeba było załatwić z kierownictwem klubu to najodpowiedniejszą osobą był właśnie nasz bohater.

Jeżeli miałbym opisać go w kilku słowach to na pewno był to bardzo elegancki pan. Zawsze ubrany w białą koszulę, często krawat, do tego założona apaszka, garnitur, ładnie skrojony płaszcz. Dodatkowo nieodłącznym jego elementem, jeżeli stanął gdzieś z boku, było cygaro lub cygaretka. Te wszystkie elementy składają się na jego dosyć popularne przezwisko "Tolek elegant". Jednak jeżeli rozmawiało się z piłkarzami tamtego Lecha np. z Władkiem Sobkowiakiem, braćmi Wojciechowskimi, Henrykiem Pietrzakiem, czy zawodnikami kolejnych pokoleń to pojawiał nam się obraz człowieka dobrotliwego, bardzo dobrego serca, szalenie życzliwego, ale przede wszystkim uczynnego. Jak powiedział, że coś będzie załatwione, to było załatwione czasem dwa i trzy razy lepiej, niż ktoś oczekiwał. To był znak firmowy pana Antoniego. Był on zawsze blisko szatni lechowej. Można tu przytoczyć anegdotę z sezonu 1960, kiedy to w decydującym o powrocie do I ligi meczu pokonaliśmy bydgoskiego Zawiszę. Na samym środku boiska zasiedli właśnie pan "Tolek" oraz ówczesny trener Lecha pan Henryk Czapczyk i zostali publicznie ogoleni przez mistrza fryzjerstwa oraz kibica poznańskiego klubu. Może lepszym określeniem byłoby, że zostali wyzwoleni z bujnego zarostu, ponieważ obaj założyli się wcześniej, że nie ogolą się dopóki Kolejorz nie wróci do ekstraklasy. Pan Antoni pełnił funkcję kierownika w klubie pierwszoligowym, drugoligowym, ale również dobrze pamiętał czasy trzecioligowe. Był z klubem na dobre i na złe.

Lata 60-te nieodłącznie kojarzą się z prezesurą pana Wacława Draba, którego jednym z projektów było utworzenie kombinatu sportowego Lecha. Miejsce, czyli pola przy ulicy Bułgarskiej, wyznacza pan Jan Pieńczak, a jedną z osób mocno zaangażowanych w pomoc był właśnie pan Antoni. Właściwie wszyscy byli zaangażowani w realizacji tego projektu. Bardzo ważna była wtedy praca u podstaw i czyn społeczny, a w związku z tym możemy nawiązać do dzisiejszego dnia, czyli 1 maja. W tamtych czasach nie rozgrywano spotkań piłkarskich w tym dniu, ponieważ był on zawsze mocno upolityczniony, a sportowcy mieli inne powinności. Zawodnicy ze wszystkich sekcji działających w Lechu Poznań tłumnie pojawiali się na pochodach pierwszomajowych. Pamiętam jako dziecko widziałem, że brały w nich udział wszystkie kluby sportowe z Poznania. Warta, Lech, Olimpia oraz zakładowe kluby, czyli np. San, Polonia, Przemysław, czy Posnania. Jednak w kolejnych latach pochody miały już charakter czysto zawodowy, dlatego nasi zawodnicy szli w nich jako kolejarze.

Jeżeli jesteśmy przy Święcie Pracy to muszę tutaj zacytować naszego dzisiejszego bohatera. "Kiedy skończyła się wojna to każde święto np. 1 maja, był to okres kiedy mogliśmy się wykazać swoją wielką ambicją, pracowitością i oddaniem dla klubu. Pamiętam jak w czasie modernizacji dębieckiego obiektu w 1957 roku czyn społeczny pracowników biurowych poparli wszyscy sportowcy ze wszystkich sekcji. Na Dębcu było mnóstwo ludzi, którzy wspólnie wykonywali różne prace, a prezesi zadbali, żeby było co zjeść i wypić. Wszystko skończyło się wtedy wspólną zabawą". W późniejszych latach podobne spotkania organizowano przy ulicy Bułgarskiej, kiedy ludzie związani z klubem w czynie społecznym np. wyrównywali teren pod przyszłe boiska. Z 1 maja były związane różne zawody sportowe, a z inicjatywy pana Antoniego był organizowany m.in. wyścig kolarski, w którym brali udział np. Marian Kegel, Lech Kluj, czy Zenon Czechowski. Z okazji Święta Pracy swoje mecze rozgrywali np. szachiści, a wśród nich niezapomniany Zbigniew Doda. Odbywały się również zawody pływackie, w których brały udział sekcje kolejowych klubów. Jeżeli odbywały się one w Poznaniu, to ich miejscem była pływalnia przy Chwiałkowskiego. Lech był zawsze obecny na obchodach Święta Pracy. W 1962 roku, na czterdziestolecie klubu, przygotowana została specjalna wystawa sportowych trofeów. Można było ją oglądać od marcowych urodzin kolejowego klubu w Domu Kolejarza oraz w holu Dyrekcji Kolei przy Alei Niepodległości. Specjalnie została ona zostawiona aż do 1 maja, żeby mogły ją także obejrzeć osoby kończące pochód w okolicach placu Adama Mickiewicza.

Jednak co z tą piłką nożną? W 1974 roku miałem okazję brać udział w dwumeczu zorganizowanym na Stadionie Śląskim przy 50 tysięcznej widowni. Wydaje mi się, że wtedy Lech zagrał swój pierwszy pierwszomajowy mecz. Rywalem Kolejorza był Ruch Chorzów, przegraliśmy 1:2, a jedyną bramkę zdobył Zbyszek Milewski. My jako juniorzy graliśmy na bocznym boisku, a dwie godziny później na płycie głównej odbył się mecz ligowy.

Lech Poznań w 1975 roku. Górny rząd od lewej: Antoni Skowroński (kierownik), Hieronim Barczak, Krzysztof Rutkowski, Roman Jakóbczak, Krzysztof Grala, Tadeusz Płotka, Ryszard Szpakowski, Włodzimierz Wojciechowski, Zbigniew Gut, Teodor Napierała, Stefan Kasprzak (masażysta); Dolny rząd od lewej: trener Janusz Pekowski, Józef Szewczyk, Jan Słowik, Wiesław Zakrzewski, Andrzej Turek, Jan Karwecki, Jan Domino, Grzegorz Tomkowiak, Jerzy Nowak, Henryk Wittig (asystent).

Po tej dygresji powróćmy do pana Antoniego Skowrońskiego. Dla mnie jest on pewnym symbolem tego hermetycznego i rodzinnego Lecha z Dębca. Graniczną datą jego obecności przy pierwszym zespole jest rok 1976. Niesamowita sprawa, ponieważ przypomnę, że na Dębcu zaczął grać w roku 1928 - prawie pięćdziesiąt lat z klubem. Wielka postać - piłkarz, kierownik, szef sekcji piłkarskiej. Miałem go przyjemność poznać i zawsze z największą przyjemnością wspominam jego osobę. Jeśli miałbym wymieniać tych najbardziej ukochanych przeze mnie postaci Lecha Poznań to padłyby nazwiska pana Edmunda Białasa, Jana Kaczmarka i właśnie pana Antoniego Skowrońskiego. Dla nich zawsze na pierwszym miejscu był nasz klub.

Zredagował Mateusz Jarmusz

*Zdjęcia pochodzą z książek "Lech Poznań. 80 lat i jeden rok prawdziwej historii" Tom 8. Kolekcji klubów wydawnictwa GiA, 2003 oraz „40 lat sportu kolejowego w Poznaniu” Poznań, 1962.

Następne mecze

Sobota 15.08 godz.20:30
Odra Opole
vs |
Lech Poznań
Piątek 21.08 godz.18:00
Zagłębie Lubin
vs |
Lech Poznań

Polecamy

Newsletter

Zapisz się do newslettera

Więcej

KKS LECH POZNAŃ S.A.
ul. Bułgarska 17
60-320 Poznań

Infolinia biletowa:
tel. 602-368-268 (10:00-17:00)
tel. 602-368-369 (10:00-17:00)

Tel: 61 886-30-00
mail: lech@lechpoznan.pl
Biuro Obsługi Kibica

Chcemy, aby korzystanie z naszych stron było dla Ciebie przyjazne. W tym celu staramy się dopasować treści oraz prezentowane reklamy do Twoich zainteresowań i preferencji. Jest to możliwe dzięki przechowywaniu w Twojej przeglądarce plików cookies oraz przetwarzaniu gromadzonych za ich pośrednictwem danych osobowych przez nas i naszych partnerów. Przez dalsze, aktywne korzystanie z Serwisu, bez zmian ustawień przeglądarki, wyraziłeś na to zgody.
Dowiedz się więcej >

Zamknij