2020-04-08 11:23 Mateusz Jarmusz , fot. Archiwum Lecha Poznań

Z wielkiej piłki do Lecha

W ostatnich latach rozpoznawalnym elementem Lecha Poznań jest to, że to właśnie stąd młodzi zawodnicy ruszają na podbój lepszych lig. Jednak w przeszłości zdarzało się, że do Kolejorza dołączali polscy piłkarze, którzy mieli już za sobą bogatą karierę zagraniczną i kibice na trybunach mogli czasami przecierać oczy ze zdumienia, kiedy widzieli właśnie tych graczy w niebiesko-białych barwach.

Lech w tym sezonie stoi pod znakiem wychowanków, którzy odgrywają kluczowe role w zespole trenera Dariusza Żurawia. Pewnie kwestią czasu jest to, kiedy część z nich będzie głównymi postaciami dużych zagranicznych transferów do czołowych lig europejskich. W tym momencie dołączą do listy polskich piłkarzy, którzy właśnie z Kolejorza ruszali na podbój tej "większej piłki". Najświeższymi przykładami mogą tutaj być Jan Bednarek, Karol Linetty, czy Dawid Kownacki, ale przecież dla kibiców poznaniaków nie jest to pierwszyzna. Wystarczy podać przykłady Roberta Lewandowskiego i jego transfer do Borussii Dortmund, czy Andrzeja Juskowiaka i jego odejście do Sportingu Lizbona.

Jednak na przestrzeni lat zdarzały się też odwrotne przypadki, czyli przyjścia do Lecha piłkarzy, którzy mieli już często za sobą wieloletnią karierę zagraniczną w klubach z najlepszych lig, a jako jeden z ostatnich przystanków w swojej bogatej karierze wybrali właśnie stadion przy ulicy Bułgarskiej. Oczywiście można by tu uwzględnić zawodników wręcz wychowanych w Lechu, którzy po latach powracali do niego np. Mirosław Okoński, Piotr Reiss, Artur Wichniarek, czy Bartosz Ślusarski, ale dzisiaj skupimy się na tych piłkarzach, którzy w przeszłości nie mieli prawie żadnych związków z Kolejorzem, a pomimo tego w końcowych etapach kariery sportowej zdecydowali się na dołączenie do niebiesko-białych.

Pierwszym przykładem może być tutaj Piotr Tyszkiewicz, który do Lecha przyszedł w trudnym czasie gry w II lidze, a wcześniej na swoim koncie miał m.in. występy w niemieckiej Bundeslidze. Przed wyjazdem zagranicznym tak naprawdę nie zasługiwał nawet na miano "solidnego ligowca". Wystarczy powiedzieć, że przez pięć lat kiedy występował w klubach pierwszoligowych strzelił zaledwie dwa gole, które zanotował w barwach Olimpii Poznań. W 1994 roku zdecydował się na wyjazd do szwajcarskiego FC Baden, z którego po jednym sezonie niespodziewanie trafił do występującego w 2.Bundeslidze VfL Wolfsburg. Przez dwa lata rozegrał w ich barwach ponad pięćdziesiąt spotkań, w których zdobył trzynaście bramek i dołożył swoją cegiełkę do historycznego pierwszego awansu "Wilków" do Bundesligi, w której występują nieprzerwanie do dzisiaj. Ostatecznie w najwyższej niemieckiej klasie rozgrywkowej Tyszkiewicz zaliczył dwanaście spotkań i strzelił jednego gola, w wygranym 1:0 starciu z VfB Stuttgart. Następnie przeniósł się do występującego w niższych ligach Eintrachtu Brunszwik, a jesienią 2000 roku postanowił powrócić do kraju. Najpierw na pół roku zakotwiczył w Stomilu Olsztyn, w którym stawiał pierwsze piłkarskie kroki, a po pół roku trafił właśnie do drugoligowego Lecha Poznań, który musiał robić wszystko, żeby po bardzo słabej rundzie jesiennej nie spaść do trzeciej ligi. Na wiosnę Tyszkiewicz wystąpił w szesnastu spotkaniach zespołu najpierw prowadzonego przez trenera Adama Topolskiego, a następnie trenera Bogusława Baniaka i w tym czasie zdobył sześć bramek w niebiesko-białych barwach. W kolejnym sezonie jednak nie był już takim pewnym punktem zespołu i po rozegraniu kolejnych dziesięciu meczów i strzeleniu jednego gola w starciu z Polarem Wrocław odszedł do wcześniej wspomnianego Stomilu, gdzie zaliczył swoje ostatnie mecze w polskiej ekstraklasie.

Kolejnym przykładem w naszej wyliczance jest zawodnik, którego kariera zagraniczna była naprawdę bogata, a chodzi tutaj oczywiście o Piotra Świerczewskiego. Pochodzący z Nowego Sącza zawodnik wyjeżdżał z polskiej ligi jako gracz GKS-u Katowice, skąd trafił do francuskiego AS Saint-Etienne. Po dwóch sezonach przeniósł się na Korsykę, a konkretnie do klubu S.C. Bastia. Po kilku latach regularnych występów spróbował swoich sił w japońskiej Gambie Osaka, a po powrocie i kolejnych udanych grach w korsykańskim klubie podpisał kontrakt z Olympique Marsylia, gdzie bywał nawet kapitanem. Po zakończeniu przygody z marsylczykami i zamknięciu swojego bilansu gry we francuskiej Ligue 1 na ponad 250 spotkaniach, niespodziewanie przeniósł się na wyspy brytyjskie. Jednak jego epizod w Birmingham City był raczej nieudany, ponieważ rozegrał tam zaledwie jeden mecz i właśnie wtedy, w 2003 roku, zdecydował się na powrót do kraju, a konkretnie do prowadzonego przez trenera Libora Palę Lecha Poznań. Jednak już za chwilę ekscentrycznego Czecha miał zastąpić trener Czesław Michniewicz, który zbudował drużynę wspominaną przez kibiców do dzisiaj. Łącznie dla Kolejorza Piotr Świerczewski rozegrał prawie 80 meczów i zdobył cztery bramki. Na swoim koncie mógł zapisać również wygranie Pucharu Polski oraz Superpucharu naszego kraju. Do dzisiaj kiedy pyta się o niego jego byłych kolegów to na ich twarzach pojawia się uśmiech, ponieważ w czasach kiedy w klubie brakowało czasem pieniędzy na opłacenie rachunków to wielokrotny reprezentant Polski był powiewem tej zachodniej piłki nożnej. Wystarczy przypomnieć anegdotę o wyprawianych przez niego urodzinach, na których występował zespół Dżem. Dla wielu młodych zawodników obcowanie z nim było zupełnie innym światem. Niestety w 2006 roku, kiedy w klubie dochodziło do wielu zmian, nie porozumiał się on z nowymi władzami i odszedł do Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski, ale jego waleczność i nieustępliwość boiskowa stała się jednym z zapamiętanych elementów tamtego Kolejorza.

Jeżeli wymieniliśmy Piotra Świerczewskiego to jednym tchem powinniśmy dodać tutaj Tomasza Iwana, którego na przyjście do Lecha namówił m.in. właśnie popularny "Świr". Chociaż sam Iwan podkreśla, że również on na zakończenie kariery chciał jeszcze wrócić do Poznania, który był mocno związany z jego młodością i równocześnie chciał być drugim, po Dariuszu Wojciechowskim, zawodnikiem, który w ekstraklasie reprezentował wszystkie trzy poznańskie kluby. Iwan pochodził z Ustki, ale już w czasach juniorskich trafił do Poznania, gdzie uczęszczał do sportowej "Trzynastki", a później naukę w technikum kolejowym łączył z treningami w młodzieżowych drużynach Lecha. Jednak ostatecznie pierwsze kroki w najwyższej polskiej klasie rozgrywkowej stawiał na stadionie golęcińskim w Olimpii, ŁKS-ie, a po udanym sezonie w Warcie Poznań wyjechał do Holandii i jak się miało okazać w ten sposób rozpoczął dziesięcioletnią karierę zagraniczną. Roda Kerkrade, Feyenoord Rotterdam, PSV Eindhoven to dobrze znane nazwy klubów, których barwy reprezentował Iwan. W ostatnim z tych zespołów zdobył dwa mistrzostwa Holandii i ostatecznie rozegrał prawie 150 spotkań w Eredivisie. Zagraniczny etap kariery kończył w Austrii, gdzie reprezentował barwy Austrii Wiedeń oraz Admiry Wacker Mödling. Po zerwaniu więzadeł krzyżowych myślał o zakończeniu kariery sportowej, ale ostatecznie zdecydował się jeszcze na grę w Lechu Poznań, czyli trzecim poznańskim klubie na jego liście. W zespole trenera Michniewicz wystąpił osiemnaście razy, strzelił trzy gole, a jeden z nich został szczególnie zapamiętany, ponieważ dał jednobramkowe zwycięstwo nad Legią Warszawa. Kibice na pewno pamiętają bardzo charakterystycznego żółtego Hummera, którym Iwan przemieszczał się po ulicach naszego miasta i po tym golu był często zatrzymywany na przejściach dla pieszych. Jesień 2005 roku była ostatnim aktem jego bardzo bogatej kariery i jak sam mówi do dzisiaj z sentymentem wraca do Poznania i na stadion przy ulicy Bułgarskiej.

W kolejnych latach pojawiały się inne nazwiska z bardzo ciekawą przeszłością. Można wymienić tu np. Tomasza Bandrowskiego, który przychodził do Lecha jako młody piłkarz, ale już z doświadczeniem wyniesionym z Bundesligi. Można też dodać Seweryna Gancarczyka, który trafił do zespołu trenera Jacka Zielińskiego po latach spędzonych na Ukrainie i po byciu najlepszym lewym obrońcą tamtej ligi. A jeżeli mielibyśmy sięgnąć do nowszych czasów to na pewno można tu wymienić Radosława Majewskiego, który do Kolejorza przychodził jako zawodnik posiadający duże doświadczenie w angielskiej Championship. Jednak te trzy nazwiska, które zostały opisane szerzej robią szczególne wrażenie, ponieważ przychodzili do Poznania w czasach, kiedy wiele razy kibic poznańskiego klubu mógł tylko pomarzyć o powiewie wielkiej piłki na stadionie przy ulicy Bułgarskiej. Dlatego w tamtym okresie szczególnie miło było zobaczyć w niebiesko-białych barwach piłkarzy, których znało się z programów sportowych na niemieckim DSF-ie czy plakatów reprezentacji Polski.

Następne mecze

Sobota 15.08 godz.20:40
Odra Opole
vs |
Lech Poznań
Piątek 21.08 godz.18:00
Zagłębie Lubin
vs |
Lech Poznań

Polecamy

Newsletter

Zapisz się do newslettera

Więcej

KKS LECH POZNAŃ S.A.
ul. Bułgarska 17
60-320 Poznań

Infolinia biletowa:
tel. 602-368-268 (10:00-17:00)
tel. 602-368-369 (10:00-17:00)

Tel: 61 886-30-00
mail: lech@lechpoznan.pl
Biuro Obsługi Kibica

Chcemy, aby korzystanie z naszych stron było dla Ciebie przyjazne. W tym celu staramy się dopasować treści oraz prezentowane reklamy do Twoich zainteresowań i preferencji. Jest to możliwe dzięki przechowywaniu w Twojej przeglądarce plików cookies oraz przetwarzaniu gromadzonych za ich pośrednictwem danych osobowych przez nas i naszych partnerów. Przez dalsze, aktywne korzystanie z Serwisu, bez zmian ustawień przeglądarki, wyraziłeś na to zgody.
Dowiedz się więcej >

Zamknij