2016-11-09 09:02 Jan Rędzioch

Prawdziwy weteran Lecha

Długo był niedoceniany, ale jak się już ktoś do niego przekonał, to na zawsze. Jest prawdziwą poznańską pyrą i, poza „emeryckim incydentem” w Szwecji, zawsze grał w poznańskich klubach. Dziś, choć nigdy o to specjalnie nie zabiegał, stał się jedną z prawdziwych ikon Kolejorza. 

Hieronim Stefan Barczak, bo o nim mowa, urodził się 27 sierpnia 1953 roku w Poznaniu, a wychowywał się na Głównej - w dość specyficznej poznańskiej dzielnicy. Pierwsze młodzieńcze mecze, niekoniecznie futbolówką, rozgrywał na „swojej” Studziennej. Sportowo uzdolniony był wielokierunkowo – zapasy, podnoszenie ciężarów, sporty drużynowe, lekkoatletyka. W sprintach i ciężarach był mistrzem w kategorii młodzików z niezłymi perspektywami. Dobry mógł być też w wielu innych konkurencjach, bo poza talentem zawsze był pracowity i ambitny. Zdecydowanie jednak wybrał piłkę nożną.

Niepozorny wygląd Hirka mylił wielu, ale o jego sile przekonywali się z niedowierzaniem i w sposób bolesny. Choć w rodzinie miał pewne sportowe tradycje, to prawdziwą karierę zrobił tylko on. Stryj Jan był czołowym zapaśnikiem w Cybinie z pewnymi nawet osiągnięciami na krajowych matach, z kolei ojciec Stanisław był piłkarskim arbitrem i to przez całe 35 lat. Do swojego pierwszego klubu - Polonii, gdzie grał już jego młodszy brat, trafił dość późno jako niespełna czternastolatek. Nie przeszkodziło mu to jednak szybko pokonywać kolejnych szczebli kariery. Wspomniany talent poparty systematyczną pracą musiał przynieść w końcu efekty.

Jego piłkarskim wychowawcą był Edmund Skowroński, dalsze postępy robił już pod okiem trenera Eugeniusza Samolczyka, któremu zawdzięcza bardzo dużo, pewnie najwięcej. Barczak od każdego szkoleniowca, z którym pracował, potrafił wziąć to, co najlepsze, a poza Samolczykiem wyróżnia jeszcze Janusza Pekowskiego, Jerzego Kopę i oczywiście Wojciecha Łazarka. Ciepło wspomina także byłego selekcjonera Ryszarda Kuleszę. W poznańskiej Polonii występował do lata 1969 głównie w środku pola, by później przenieść się do trzecioligowego Przemysława.

Początkowo miał być brakującym w drużynie młodzieżowcem koniecznym do spełnienia PZPN-skich przepisów, a z czasem stał się podstawowym graczem. W 1971, po degradacji Przemysława, na pół roku wrócił do macierzystej Polonii, ale już wiosną 1972, dzięki koneksjom pracujących tam byłych graczy Lecha - Włodzimierza Jakubowskiego i Henryka Wittiga, utalentowany wciąż pomocnik trafił do Kolejorza. Całą sprawę załatwiono w lutowy poranek w nieistniejącej już restauracji Astoria, a w rolę „kaperownika” wcielił się ówczesny gracz Lecha - Jan Kaczmarek, jak zwykle dobrze spisujący się w tej roli.

Gdy pojawił się w Lechu, mówiono o nim zdrobniale Hirek, co wobec dziewiętnastolatka zupełnie dziwić nie mogło. Ale gdy kończył karierę w kolejowym klubie w 1986, a był wówczas w Chrystusowym wieku, widzowie z nieprzemijającą sympatią żegnali swojego wciąż Hirka. Barczak zawsze wzbudzał uznanie u kolegów z drużyny, u trenerów, działaczy, a przede wszystkim u kibiców. A zapracował na to koleżeńskością, pracowitością, ambicją, a przede wszystkim taką swoją normalnością. Początki w Kolejorzu nie były dla niego łatwe, choć już po pół roku awansował z Lechem do ekstraklasy.

Jego udział w tym awansie był jednak symboliczny - ledwie połowa meczu z Uranią Ruda Śląska. Nieprzekonani początkowo do Hirka trenerzy nakazali mu spędzić kolejny sezon w rezerwach i czekać na szansę. Dostał takową 3 września 1973 roku w meczu z Górnikiem Zabrze (1:1) i wykorzystał ją w sposób doskonały. Z czasem przekwalifikowano go na bocznego defensora, więcej niż solidnego, a z czasem zupełnie nieodzownego drużynie. Stał się zmorą najlepszych polskich napastników. Choć zwykle wspomina mu się zwycięskie pojedynki z królem strzelców z MŚ ’74 Grzegorzem Lato, to dla samego „Pniaczka” (nazwanego tak sympatycznie przez Andrzeja Grześkowiaka) trudniejszymi do upilnowania napastnikami byli choćby Robert Gadocha, Stanisław Terlecki czy Janusz Sybis.

Lato szybko nabawił się kompleksu Hirka i gdy witał poznańską ekipę przed jedynym mieleckim hotelem Jubilat, dostrzegając Barczaka przeklinał swój los w bardzo męskich słowach. Poza boiskiem pozostawali zawsze dobrymi kolegami. Z każdym sezonem jego rola w Lechu stawała się ważniejsza, a on sam był niezastąpiony. Do swego przedostatniego występu w ekstraklasie w Sosnowcu z Zagłębiem 24 listopada 1985 opuścił zaledwie tuzin ligowych spotkań! Przez 13 sezonów rozegrał 366 meczów, w których tylko w 11 był zmieniany lub sam zmieniał kolegę. Zaliczył też trzy pełne sezony (1974/75, 79/80 i 80/81), w których nie opuścił boiska nawet na minutę. Wyczyn godny odnotowania, dziś trudny do powtórzenia.

Z polską ekstraklasą żegnał się niespodziewanie... w Wałbrzychu 3 sierpnia 1986 roku w bezbramkowym meczu z miejscowym Górnikiem. Na pożegnanie z poznańską publicznością nie starczyło już czasu, a może inwencji działaczy? Wkrótce grał już w szwedzkim FF Södertäjle, gdzie występował przez 3 sezony (1986-89), jak zwykle na dobrym poziomie. Nie był to jakiś wymarzony transfer, tym bardziej, że ze względu na naukę obu córek przebywał w Szwecji sam. Wcześniej, bo już w 1978 roku, była ciekawa oferta z berlińskiej Herthy, później także z II-ligowego SSV Ulm, obie skutecznie zablokowane przez poznańskich działaczy, planujących przecież stworzenie silnego Lecha, co w latach osiemdziesiątych udało im się w sposób doskonały.

W Szwecji nie tylko grał, ale podglądał także miejscowych trenerów z myślą o swojej szkoleniowej przyszłości, którą rozpoczął od rezerw Kolejorza. Wówczas to 37-letni szkoleniowiec miał drugi wynik badań wydolnościowych w prowadzonej przez siebie drużynie, wśród młodszych o połowę graczy! Umiejętności piłkarskie i forma sportowa w pełni predysponowała go do dalszej gry w ekstraklasie i wyśrubowania wszelkich rekordów pierwszoligowych. Ostatecznie nie doszło do tego i rozbrat z futbolem w roli zawodnika stał się faktem. Hirek rozegrał 367 spotkań w I lidze -najwięcej w dziejach klubu, co daje mu 9. miejsce w całej historii ekstraklasy. Swoją jedyną bramkę w lidze strzelił Januszowi Jojce w meczu z Ruchem (3:1).

Ponadto rozegrał w barwach Lecha po 12 spotkań w europejskich pucharach i w Pucharze Lata, 38 w Pucharze Polski (więcej tylko Piotr Reiss), 4 w Pucharze Ligi i 1 w Superpucharze - razem 435 oficjalnych gier! Dochodzą do tego jeszcze sparingi i gry towarzyskie. Zdobył z Kolejorzem dwukrotnie Mistrzostwo Polski i również dwa razy Puchar Polski. W pełni zasłużenie trafił w 1980 do reprezentacji Polski, w której rozegrał 8 udanych spotkań, wcześniej zaliczył również występ w reprezentacji B i dwa w młodzieżówce. Jak na prawdziwego poznaniaka przystało, debiutował w rodzinnym mieście 28 maja w wygranym 1:0 meczu ze Szkocją.

O powołaniu dowiedział się, będąc na niedzielnej uroczystości pierwszokomunijnej u rodziny żony, a już w środę rozegrał mecz i to w pierwszym składzie. Tylko zdrowotna niedyspozycja wykluczyła go z występu w eliminacyjnym spotkaniu do MŚ przeciwko Malcie, a poprzedzająca bezpośrednio to spotkanie „afera na Okęciu” doprowadziła do zmiany selekcjonera, co pośrednio było przyczyną końca przygody Barczaka z reprezentacją.

Po zwolnieniu trenera Ryszarda Kuleszy nastał Antoni Piechniczek, który wbrew opinii fachowców i zdrowemu rozsądkowi przez lata pomijał poznaniaka w kadrze. W ten to sposób hiszpański Mundial całkiem niezasłużenie minął mu koło nosa, podobnie zresztą jak kolegom z drużyny - Okońskiemu i Adamcowi. Pozostały mu miłe reprezentacyjne wspomnienia z samej gry, jak i wiele wrażeń pozaboiskowych m.in. z remisowego spotkania z Brazylią (1:1) i z udanych pojedynków ze słynnym Zico, niesamowita wycieczka po Rio Negro w samym sercu Puszczy Amazońskiej i spotkanie z miejscowymi Indianami.

Hieronim Barczak jest na pewno futbolistą spełnionym z niemałymi osiągnięciami. Jednak tak wielkich planów w roli trenera nigdy już nie miał. Jako domator dość miał rozłąki z rodziną i częstych rozjazdów. Trenerską karierę planował co najwyżej w III lidze i najlepiej w Wielkopolsce. Jego udaną pracę z rezerwami Kolejorza (wprowadził do swej drużyny z juniorów m.in. Piotra Reissa) docenił ówczesny trener I zespołu Henryk Apostel, ściągając go do swojego sztabu.

W ten sposób zdobył swoje kolejne dwa Mistrzostwa Polski (92, 93), tym razem w roli asystenta trenera. Nieźle zapowiadającą się karierę szkoleniową przerwał na jakiś czas wypadek samochodowy. Do Lecha już nie wrócił. Pracując później w Astrze Krotoszyn (1994-96), pierwszy raz w historii miasta wprowadził drużynę do III ligi, dalej był Postęp Sielinko (96-98), Obra Zbąszyn (99-01), Jarota Jarocin (02-04) ze wspaniałą serią bez porażki w całym sezonie i ostatnio Concordia Murowana Goślina (04-05). Barczak, jako gracz pracowity i ambitny, profesjonalnie zawsze podchodzący do swych obowiązków, ma moralne prawo wymagać tego samego od swych graczy. Tylko dzisiejszej młodzieży jakby tej ambicji nieco brakowało

Jan Rędzioch

* tekst opublikowany w programie meczowym "Heeej Lech" w sezonie 2006/2007 z informacjami aktualnymi na moment publikacji artykułu.

Następne mecze

Sobota 30.01 godz.20:00
Górnik Zabrze
vs |
Lech Poznań
Piątek 05.02 godz.20:30
Lech Poznań
vs |
Zagłębie Lubin

Polecamy

Newsletter

Zapisz się do newslettera

Więcej

KKS LECH POZNAŃ S.A.
ul. Bułgarska 17
60-320 Poznań

Infolinia biletowa:
tel. 602-368-268 (10:00-17:00)
tel. 602-368-369 (10:00-17:00)

Tel: 61 886-30-00
mail: lech@lechpoznan.pl
Biuro Obsługi Kibica

Chcemy, aby korzystanie z naszych stron było dla Ciebie przyjazne. W tym celu staramy się dopasować treści oraz prezentowane reklamy do Twoich zainteresowań i preferencji. Jest to możliwe dzięki przechowywaniu w Twojej przeglądarce plików cookies oraz przetwarzaniu gromadzonych za ich pośrednictwem danych osobowych przez nas i naszych partnerów. Przez dalsze, aktywne korzystanie z Serwisu, bez zmian ustawień przeglądarki, wyraziłeś na to zgody.
Dowiedz się więcej >

Zamknij