2020-03-07 10:11 Piotr Mowlik , fot. Archiwum Lecha Poznań

Jeden Klub Tysiąc Historii: Zimny prysznic w Krakowie

W najbliższą niedzielę w ramach 26. kolejki PKO Ekstraklasy Lech Poznań o kolejne trzy punkty rywalizować będzie z Wisłą Kraków przy Reymonta. 37 lat temu Kolejorz właśnie w meczu z "Białą Gwiazdą" doznał jednej z największych kompromitacji w swojej historii. O tym, jak sukces rodzi się w bólach opowiada w ramach cyklu "1Klub1000Historii" były bramkarz Lecha Poznań - Piotr Mowlik. 

Historyczny sezon 1982/83 był dla nas bardzo dziwny i rozpoczął się nie najlepiej. Trudno nam było w jego pierwszej części złapać odpowiedni rytm, znajdowaliśmy się w dolnych strefach tabeli. Nie mogliśmy zrozumieć, dlaczego tak daleko nam do formy prezentowanej w zeszłym sezonie, kiedy to sięgnęliśmy z zespołem po pierwszy w historii Puchar Polski. Mniej więcej w połowie ligowych zmagań zdaliśmy sobie sprawę, że mimo słabego początku sprawa tytułu mistrzowskiego wciąż jest otwarta. Zaczęliśmy gromadzić na swoim koncie coraz więcej zwycięstw, wreszcie pokazywaliśmy swój potencjał. Rozpoczęliśmy marsz w górę tabeli, a nasz apetyt na mistrzostwo rósł coraz bardziej. Do końca sezonu zostało już tylko pięć serii gier. Kalkulowaliśmy, że jeśli do końca rozgrywek wygramy wszystkie spotkania to zdobędziemy mistrzostwo, natomiast jeśli zdarzy nam się najmniejsze potknięcie to nasze szanse będą czysto iluzoryczne.

Nomen omen w 26. kolejce jechaliśmy do Krakowa na mecz z Wisłą po pewne, wydawać się mogło, trzy punkty. Zawodnicy "Białej Gwiazdy" bronili się przed spadkiem, my walczyliśmy o mistrzostwo, więc faworyt mógł być tylko jeden. Na papierze wszystko miało być łatwe. Ponadto w perspektywie następnych kilku dni mieliśmy mecz z Legią Warszawa, więc prawdziwe granie miało się rozpocząć dopiero wtedy. Jak się potem okazało, to był nasz największy błąd. Ewidentnie w naszym zespole brakowało koncentracji, byliśmy myślami zupełnie gdzie indziej. Nic nam nie wychodziło, w przeciwieństwie do gospodarzy, którzy każdą akcję zamieniali na bramkę. Mieliśmy ogromnego pecha. Przegraliśmy finalnie 0:6, ale nie uważam, żeby była w tym meczu między nami taka różnica. Nam nie wpadało nic, natomiast wiślacy, co strzelili w kierunku bramki, to wpadało. Jakby tego było mało, to pokonał mnie nawet mój klubowy kolega, Krzysztof Pawlak, któremu zaliczono trafienie samobójcze. Nigdy wcześniej w barwach Lecha nie wyciągałem w jednym meczu aż sześciokrotnie piłki z siatki.

Pamiętam, że trener Wojciech Łazarek po meczu zgotował nam w szatni istne piekło, a ja zostałem, można powiedzieć, kozłem ofiarnym tej porażki. Szkoleniowiec odsunął mnie od pierwszego składu, a występ w Krakowie był moim ostatnim w barwach Kolejorza. Każdemu trudno było się pozbierać, dlatego że jeszcze przed spotkaniem z wiślakami wydawało się, że mistrzostwo Polski jest na wyciągnięcie ręki. Po porażce nie mogliśmy sobie pozwolić na choćby najmniejszą wpadkę, a przy tym musieliśmy liczyć na korzystne wyniki innych drużyn w ostatnich czterech kolejkach. Nasza drużyna dobrze zareagowała i w pozostałych meczach zgarnęła komplet punktów, pokonując po drodze Legię Warszawa, GKS Katowice, Szombierki Bytom oraz Górnika Zabrze. Nasi bezpośredni rywale w walce o tytuł zaliczyli przy tym kilka wpadek i to my dokonaliśmy niemożliwego. Sięgnęliśmy po pierwsze w historii Lecha Poznań upragnione mistrzostwo Polski. Śmiem twierdzić, że gdyby nie ta porażka 0:6 w Krakowie, która podziałała na nas jak zimny prysznic, to nie byłoby tego końcowego triumfu.

Mogę tę porażkę porównać do ostatniego ligowego meczu Lecha z bieżących rozgrywek. Poznaniacy wygrali z Górnikiem aż 4:1, mimo że do 80. minuty nic nie zapowiadało takiego stanu rzeczy. Christian Gytkjaer wykorzystał swoje okazje w końcówce, ale gdyby zabrzanie byli nieco bardziej skuteczni, zwłaszcza w pierwszej połowie, to wynik mógłby być zupełnie odwrotny.

W pewnym sensie można powiedzieć, że historia zatacza koło. Lech będący na wysokiej pozycji w ekstraklasie zagra w Krakowie na tym samym etapie rozgrywek z Wisłą, która cały czas musi bronić się przed spadkiem. Siłą obecnej drużyny Kolejorza, podobnie jak tej z sezonu 1982/83, jest cała drużyna. Widać, że chłopaki tworzą zgrany monolit. Jednak nie przewiduję powtórki wyniku sprzed 37 lat. W drużynie Lecha Poznań jest więcej utalentowanych zawodników, a wiślacy mogą postraszyć tylko Aleksandrem Buksą. Jednak atut własnego stadionu i fakt, że Wisła jest na fali wznoszącej mogą sprawić, że gościom o zwycięstwo może być wyjątkowo trudno. Sądzę, że remis byłby dobrym wynikiem dla obydwu zespołów.

Zredagował Dominik Piąstka

Polecamy

Newsletter

Zapisz się do newslettera

Więcej

KKS LECH POZNAŃ S.A.
ul. Bułgarska 17
60-320 Poznań

Infolinia biletowa:
602-368-268 (9:00-17:00)
602-368-369 (9:00-17:00)

Tel: 61 886-30-00
mail: lech@lechpoznan.pl
Biuro Obsługi Kibica

Chcemy, aby korzystanie z naszych stron było dla Ciebie przyjazne. W tym celu staramy się dopasować treści oraz prezentowane reklamy do Twoich zainteresowań i preferencji. Jest to możliwe dzięki przechowywaniu w Twojej przeglądarce plików cookies oraz przetwarzaniu gromadzonych za ich pośrednictwem danych osobowych przez nas i naszych partnerów. Przez dalsze, aktywne korzystanie z Serwisu, bez zmian ustawień przeglądarki, wyraziłeś na to zgody.
Dowiedz się więcej >

Zamknij