2019-09-28 12:14 Marek Rzepka , fot. Przemysław Szyszka

Jeden Klub Tysiąc Historii: Górnik to Górnik

Już dzisiaj niebiesko-biali rozegrają ligowy mecz w Zabrzu. W ramach cyklu "1klub1000historii" poprosiliśmy wieloletniego obrońcę Lecha Poznań, Marka Rzepkę o powspominanie na temat najwyższego domowego zwycięstwa Kolejorza z Górnikiem Zabrze, jego stosunku do tej drużyny oraz początków Ligi Mistrzów.

Tamten sezon, czyli 1992/1993, zapamiętam przede wszystkim z tego, że mieliśmy passę wysokich wyników i wygrywaliśmy wszystko po kolei. Oczywiście zdarzały się potknięcia, ale przy Bułgarskiej było kilka naprawdę okazałych zwycięstw. Tak naprawdę sami w szatni nie wierzyliśmy, że te wysokie rezultaty tak łatwo, szybko i przyjemnie nam przychodziły (Ostatnio w ramach "1klub1000historii" dwie wysokie wygrane z Jagiellonią Białystok wspominał trener Dariusz Skrzypczak - przyp. red.). Pierwszym takim meczem było właśnie domowe spotkanie z Górnikiem Zabrze, które ostatecznie wygraliśmy 5:0. Nie była to już ta sama drużyny, która w drugiej połowie lat 80-tych zdobyła cztery razy z rzędu mistrzostwo Polski, ale nazwa cały czas robiła wrażenie. Do rywalizacji z zabrzanami podchodziłem szczególnie ambicjonalnie i emocjonalnie, ponieważ w przeszłości mogłem przejść do Górnika.

W roku kiedy przychodziłem do Lecha miałem od nich propozycję, a nawet byłem już w Zabrzu. Pokazali mi wszystko, zachęcali, ale ostatecznie wybrałem Lecha. Słabszego, biedniejszego i tak naprawdę wszystko przemawiało za tym, żeby zostać na Śląsku. Wiadomo jakie były czasy i jeżeli chodzi o takie rzeczy materialne jak mieszkanie czy samochód to mogłem liczyć na o wiele więcej w Górniku. Tak naprawdę rozmowy o pieniądzach były tak konkretne i zadowalające, że jak zamówiliśmy kawę w kawiarni to zanim kelnerka przyniosła ją do stolika to już byliśmy dogadani. Jednak fakty były takie że ja już wcześniej byłem w Poznaniu przez dwa miesiące. Oswajałem się ze wszystkim i poznawałem chłopaków. W pewnym momencie stwierdziłem, że pieniądze nie są w życiu najważniejsze. Dodatkowo Śląsk mnie trochę przerażał. Poznań był zdecydowanie ciekawszym miejscem do życia. Trener Hubert Kostka powiedział mi w bezpośredniej rozmowie, że nie mam szans występować na prawej obronie, a bardziej widzi mnie na stoperze. Przecież to były czasy gdzie w jedenastce Górnika było dziewięciu graczy pierwszej reprezentacji Polski i wcale nie było powiedziane, że będę w ogóle grał. Tych składowych było wiele, ale najbardziej chyba jednak to, że wszystkich już tu znałem i dobrze czułem się w Poznaniu.

Później dyrektor Górnika zaczepił mnie przy Bułgarskiej i mówił "Widzisz Marek, jakbyś przyszedł do nas to już miałbyś trzy mistrzostwa Polski", ja mu odpowiedziałem, że spokojnie, to do mnie jeszcze wróci. No i wróciło, a dyrektora spotkałem kilka lat później i mogłem mu odpowiedzieć na tamte docinki.

Wracając do tego meczu z 1992 roku. Rzeczywiście ten Górnik już nie był tym samym zespołem co w przeszłości, ale nazwa zawsze była nazwą. Ten mecz można wspominać nie tyle ze względu na wynik, ale przede wszystkim było to pierwsze spotkanie Mirosława Okońskiego po powrocie do Poznania. Wiadomo, że nie był to już ten sam piłkarz co wcześniej. Przecież ja miałem przyjemność trenować z nim jeszcze przed wyjazdem do Hamburga. Mirek jakoś sobie mnie upodobał i zawsze byliśmy w parze podczas treningów. Miałem z nim bardzo dobry kontakt, ale pomimo tego chyba każdy powie, że był to kawał zawodnika. Widziałem jak grał w Niemczech, widziałem jak grał w Grecji. Po tym powrocie w 1992 to już nie było to samo. Lata zrobiły swoje. Każdy wtedy myślał, że wróci Okoń i pomoże jeszcze bardziej tej drużynie. Niestety tak nie było. Nie miał już tego błysku co wcześniej. Pomimo tego jak to wszystko się skończyło to cały czas uważam, że był najlepszym zawodnikiem z jakim grałem w Lechu.

Musimy jeszcze pamiętać, że początek tamtego sezonu był wyjątkowy, bo jako pierwszy klub w Polsce mogliśmy grać w eliminacjach Ligi Mistrzów. Oczywiście ona nie miała wtedy takiej otoczki jak teraz. Nie było hymnu i tej całej oprawy. Bardziej to wyglądało jak Puchar Europy ze zmienioną nazwą. Jednak wiemy, że przez dwa lata mieliśmy okazję wejść do najlepszej ósemki w Europie i zapisać się w historii polskiej piłki. Ze Spartakiem Moskwa nie mieliśmy szans, bo to były same gwiazdy, które nie miały po co wyjeżdżać na zachód, bo wszystko mieli w Rosji. Jednak dwumeczu z IFK Goteborg żal. Wydaje mi się, że byliśmy lepszą drużyną, ale teraz pozostają już tylko wspomnienia i gdybanie.

Zredagował Mateusz Jarmusz

Następne mecze

Sobota 19.10 godz.17:30
Legia Warszawa
vs |
Lech Poznań
Piątek 25.10 godz.20:30
Lech Poznań
vs |
Zagłębie Lubin

Polecamy

Newsletter

Zapisz się do newslettera

Więcej

KKS LECH POZNAŃ S.A.
ul. Bułgarska 17
60-320 Poznań

Infolinia biletowa:
602-368-268 (9:00-17:00)
602-368-369 (9:00-17:00)

Tel: 61 886-30-00
mail: lech@lechpoznan.pl
Biuro Obsługi Kibica

Chcemy, aby korzystanie z naszych stron było dla Ciebie przyjazne. W tym celu staramy się dopasować treści oraz prezentowane reklamy do Twoich zainteresowań i preferencji. Jest to możliwe dzięki przechowywaniu w Twojej przeglądarce plików cookies oraz przetwarzaniu gromadzonych za ich pośrednictwem danych osobowych przez nas i naszych partnerów. Przez dalsze, aktywne korzystanie z Serwisu, bez zmian ustawień przeglądarki, wyraziłeś na to zgody.
Dowiedz się więcej >

Zamknij