Piłkarze Lecha Poznań zabrali swoich kibiców w niedzielę na przejażdżkę kolejką górską. Co ważne, mecz z Rakowem Częstochowa (4:3) zakończył się happy endem, czyli zwycięstwem Kolejorza w niesamowitych okolicznościach. - Właśnie na takie spotkania przychodzi się na stadion - mówił bramkarz Bartosz Mrozek.
Piłkarzy eksperci nie mieli wątpliwości, że na Enea Stadionie rozegrano mecz sezonu. Było w nim wszystko: zmiany prowadzenia, odrabianie strat, nieuznany gol, który mógł sprawić, że szala mogła przechylić się w drugą stronę i finalne rozstrzygnięcie rywalizacji w doliczonym czasie gry. Bohaterem był Yannick Agnero, który zmienił Mikaela Ishaka. Najpierw po stałym fragmencie gry piłka pechowo odbiła się od Iworyjczyka i wpakował samobója. VAR jednak interweniował i anulował trafienie ze względu na pozycję spaloną rywala. A w 91. minucie fortuna uśmiechnęła się do napastnika, który efektownie, bo piętą wpakował futbolówkę do szatni i dał Lechowi wygraną 4:3. Na trybunach była kapitalna atmosfera, a w końcówce to był prawdziwy wulkan emocji.
- To niesamowite wygrać taki mecz w ten sposób. Gol na 4:3 w ostatniej minucie to jest to, po co żyjemy. Był to idealny moment i piękne nasze zwycięstwo. Wciąż walczymy o mistrzostwo Polski i jesteśmy w czubie tabeli, więc to niezwykle istotne trzy punkty - komentował Agnero, który utonął w objęciach kolegów.
Historycy próbowali sobie przypomnieć, kiedy poprzednio był tak emocjonalny rollercoaster w Poznaniu na meczu Kolejorza. To była niesamowita przejażdżka kolejką górską - w górę i w dół. Jesienią takim wynikiem zakończyło się wyjazdowe starcie ligowe na wyjeździe z Lechią Gdańsk, gdzie Niebiesko-Biali przegrywali 0:2, potem wyszli na 4:2, a ostatecznie triumfowali 4:3. Tym razem jednak nie ma wątpliwości, że emocje wykroczyły poza skalę.
Warto wrócić do czasów Franciszka Smudy, który jako szkoleniowiec Lecha był nazywany reżyserem teatru dramatycznego. Oczywiście największy jego popis to rewanż z Austrią Wiedeń w Pucharze UEFA, kiedy w 121. minucie Rafał Murawski zapewnił awans, a wcześniej ta promocja aż pięć razy przechodziła z rąk do rąk. Był też taki spektakl ligowy przeciwko Cracovii, choć ze względu na błąd sędziego nie zakończony szczęśliwie. Poznaniacy przegrywali 0:3, odrobili straty. Więcej, wyszli na 4:3, ale arbiter dopatrzył się spalonego, po czym goście potrafili jeszcze odpowiedzieć i ostatecznie triumfowali 4:3.
- Duże emocje nam towarzyszyły podczas meczu i po końcowym gwizdku. Właśnie na takie spotkania przychodzi się na stadion. Nie powiem, jak smakuje zwycięstwo po takim meczu, bo musiałbym przeklinać - śmiał się bramkarz Bartosz Mrozek.
Next matches
Saturday
07.03 godz.20:15
Widzew Łódź
Lech Poznań
Recommended
Subscribe