2020-03-25 17:24 Maciej Markiewicz , fot. prywatne archiwum

Zapomniani lechici: Jan Kaczmarek

Rozpoczynamy nowy cykl na naszej stronie. Maciej Markiewicz, wieloletni piłkarz oraz działacz Lecha Poznań, a obecnie "żywa encyklopedia" naszego klubu będzie wspominał ważnych zawodników Kolejorza, którzy przez lata zostali zapomniani przez kibiców poznańskiego zespołu. A na pewno warto o nich pamiętać, bo wielokrotnie kładli oni podwaliny pod obecny zespół trenera Dariusza Żurawia. Na początek wybór padł na Jana Kaczmarka.

Kapitalna koordynacja, momentalny start do piłki i świetne jej czucie to cechy, którymi opisałbym Jana. Nieprzypadkowo nazywany był przez kolegów oraz kibiców Caruso, bo tak jak włoski tenor był mistrzem w swoim fachu. Jak na stadionie dębieckim wychodziło się z szatni do pokonania było siedem schodków i znakiem firmowym Jana Kaczmarka było zmierzanie na trening żonglując futbolówką. W swoim życiu widziałem wielu wybitnych piłkarzy, ale rzadko kogo aż tak słuchała piłka.

Edmund oraz Rozalia Kaczmarkowie także zasługują na swoje miejsce w tej opowieści, ponieważ byli rodzicami jednego z najwybitniejszych piłkarzy Lecha Poznań w jego całej historii. Według mnie nie ma ani trochę przesady w stawianiu go w jednym szeregu z Teodorem Aniołą, Mirosławem Okońskim, czy Piotrem Reissem. To był epokowy piłkarz, któremu uzbierało się ponad siedemnaście lat od pierwszego występu w pierwszej drużynie do ostatniego, a jeżeli doliczylibyśmy do tego okres juniorski to robi nam się ponad dwadzieścia lat jako piłkarz Kolejorza. To był człowiek, który kochał ten klub i miał go zawsze w sercu. Możliwe, że na tym traciła jego rodzina, bo był człowiekiem szalenie oddanym piłce. Pan Edmund Kaczmarek był jednym ze współzałożycieli poznańskiej Admiry, która była innym klubem niż bardziej znana Admira-Teletra i właśnie tam swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał Jan. Jednak to nie był jedyny sport jaki uprawiał, ponieważ jako młody chłopak trafił do sekcji pływackiej Warty i załapał się nawet do kadry okręgu, gdzie posiadał rekord na dystansie 50 i 100 metrów. Jednak w pewnym momencie musiał wybrać jeden sport i na nasze szczęście była to piłka nożna.

Jednak jak trafił do Lecha? Podczas sparingowego meczu juniorskich drużyn KKS-u i Admiry w ataku zespołu rywali zagrał właśnie Jan Kaczmarek i czterokrotnie umieścił piłkę w siatce. W związku z czym po tym wydarzeniu do drzwi domu państwa Kaczmarków zapukał nie kto inny jak Franciszek Bródka, czyli trener, a właściwie organizator życia w sekcji piłkarskiej Kolejorza. Sam Jan Kaczmarek po latach opowiadał mi, że liczył na to, że ktoś z Lecha będzie się kontaktował z jego rodzicami i ta rozmowa była bardzo krótka oraz konkretna. O wiele dłuższa odbyła się już po jego wyjściu, ponieważ pan Edmund dobrze wiedział, że po tej decyzji zacznie się już poważne granie w piłkę nożną, a jego syn będzie musiał zapomnieć o innych sportach, w tym o pływaniu. Dla Jasia Kaczmarka nie było innego wyboru i w pierwszych dniach kwietnia 1953 roku rozpoczął wspaniałą przygodę z futbolem w drużynie poznańskiego Lecha.

Dwa lata później trafił do pierwszego zespołu prowadzonego przez pana Mieczysława Tarkę i zadebiutował w ligowym meczu z Polonią Bydgoszcz. Bardzo dobrze wprowadził się do drużyny i w tych pierwszych sezonach zdobywał dużo ważnych bramek. Jednak niedługo później musiał odbyć służbę wojskową i w jej czasie trafił do Śląska Wrocław. W tamtym okresie dostał powołanie do młodzieżowej kadry Polski prowadzonej przez trenera Kazimierza Górskiego. Ponieważ miał on wśród powołanych urodzaj napastników to przesunął Jana Kaczmarka do pomocy i mianował kapitanem. Nieprzeciętne umiejętności Jana zostały bardzo szybko dostrzeżone przez przyszłego selekcjonera pierwszej reprezentacji. Po zremisowanym starciu z Francją pan Górski zaproponował mu przejście do Legii Warszawa, gdzie miałby go cały czas na oku, a po odbyciu służby miałby zostać już na stałe piłkarzem stołecznego klubu. Nie odpowiedział od razu na tę propozycję, ale po przemyśleniu powiedział, że po skończeniu służby w Śląsku wraca do Poznania. Była to pierwsza z wielu propozycji zmiany barw klubowych, ale Jan Kaczmarek nigdy z żadnej z nich nie skorzystał.

Zgrupowanie Lecha Poznań w Muszynie; luty 1971 rok (fragment większego zdjęcia); od lewej: Aleksander Bilewicz, Krzysztof Rutkowski, Jan Kaczmarek, Ryszard Matłoka, Edmund Białas, Andrzej Adamski, wiceprezes Stanisław Buczkowski, Andrzej Fischer, Jan Domino.

Po raz pierwszy Jana Kaczmarka zobaczyłem jako trochę jeszcze nieświadomy kibic, ponieważ było to w roku 1963, kiedy moi rodzice zabrali mnie na spacer właśnie na stadion na Dębcu. Wtedy nie rozpoznawałem jeszcze pozycji, ale zapamiętałem, że po boisku biegało dwóch piłkarzy, którzy wyróżniali się kolorem włosów. Jednym z tych blondynów był właśnie Jan Kaczmarek. Był to sezon, kiedy niebiesko-biali niestety spadali do niższej ligi, ale jak później pokazała historia miałem przyjemność poznać osobiście większość piłkarzy, których tego dnia zobaczyłem w barwach Lecha. Byli tam m.in. najstarsi żyjący lechici czyli pan Henryk Pietrzak oraz pan Henryk Wróbel. To był wyjątkowy zestaw zawodników, który po spadku w większości pozostał w tym samym składzie. W takim razie ktoś mógłby zapytać: dlaczego nie utrzymali się w ekstraklasie? Wydaje mi się, że wpływ miała wąska kadra i brak zmienników.

Jednak wracając do naszego głównego bohatera. Pierwszy raz mieliśmy okazję zetknąć się twarzą w twarz w 1967, kiedy razem z innymi trampkarzami Kolejorza podawaliśmy piłki podczas spotkań pierwszej drużyny. To był czas, kiedy robiono wszystko, żeby wrócić do ekstraklasy, ale okazało się, że ostatecznie spadliśmy w otchłań, czyli do trzeciej ligi. I właśnie wtedy na pierwszy plan wychodzi Jan Kaczmarek, który wraz z innym panem o płowych włosach, czyli Edmundem Białasem postanowili uratować Lecha po odejściach wielu zawodników. Przypominam sobie jak w 1969 roku byłem w naszej przystadionowej kawiarence, gdzie po zajęciach z trenerem Florianem Wojciechowskim spotkałem siedzących przy narożnym stoliku obu wyżej wymienionych panów. Mieli nietęgie miny, a pan Białas notował coś na kartce. Powróciłem do tego wydarzenia na początku lat 70-tych, kiedy Edmund Białas był moim trenerem w kadrze pierwszego zespołu. Zapytałem go o to spotkanie i wtedy powiedział mi, że przy tym kawiarnianym stole mieli problem, żeby złożyć zespół na kolejny sezon. Oczywiście kierownikiem szatni miał zostać Jan Kaczmarek, ale ważnymi postaciami mieli stać się także Teodor Napierała, który na wiele lat stał się kluczową postacią pomocy Kolejorza, Paweł Kotorowski, ojciec Krzysztofa, nieodłączny przedstoper Tadeusz Płotka, Jan Domino, Edward Kuczko, napastnik Jan Stępczak, który poszedł w przyszłości drogą Jana Kaczmarka i został stoperem, wcześniej wspominany Henryk Wróbel oraz wielu innych, którzy razem zbudowali Lecha, który ostatecznie powrócił do ekstraklasy.

A były to przecież trudne czasy trzecioligowe. Czasy, w trakcie których zawodnicy na mecz wyjazdowy otrzymywali tylko bilet na pociąg oraz jeden posiłek. To byli zawodowi amatorzy, o umiejętnościach często wykraczających poza Lecha Poznań, ale z ogromną miłością do klubu. Wszystko zaczęło się przy tym stoliku, a ostatecznie powstał zespół, który był w stanie być niepokonanym przez 66 meczów na poziomie trzeciej oraz drugiej ligi, Pucharu Polski i Pucharu Europy Federacji Kolejarzy. Jednak trzeba zaznaczyć, że na niższych poziomach ligowych nie było wtedy zespołów "egzotycznych". Tam były drużyn z dużych miast, z zapleczem i z jakościowymi piłkarzami, którzy wielokrotnie posiadali doświadczenie ekstraklasowe. Oczywiście zdarzały się mecze kiedy Lech wygrywał wysoko np. Darzbór Szczecinek został pokonany 8:0, czy MZKS Gdynia 7:0, ale np. w drugiej lidze pojawiali się nawet reprezentanci kraju.

Z biegiem czasu Jan Kaczmarek z napastnika był przesuwany coraz bardziej do tyłu, aż ostatecznie wylądował w obronie, w roli stopera. W tamtych czasach było popularnym, że zawodnicy w ten właśnie sposób kończyli swoje kariery. Grał tam znakomicie i dowodząc defensywą Lecha był jednym z architektów powrotu Kolejorza do I ligi w 1972 roku. Niestety w tym pierwszym sezonie po awansie do piłkarskiej elity zakończył swoją przygodę z Kolejorzem. Powody nie były do końca sportowe, ale to nie czas i miejsce na ich roztrząsanie. Ostatecznie ostatni raz w niebiesko-białych barwach zagrał 30 września w spotkaniu przeciwko warszawskiej Gwardii, które zostało rozegrane na stadionie Szyca.

Oldboje Lecha Poznań podczas turnieju z okazji 65-lecia Warty Poznań na boisku przy ulicy Rolnej (maj 1977 rok); od lewej stoją: Łucjan Gojny, Henryk Pietrzak, Jan Kaczmarek, Henryk Mikołajewski, Włodzimierz Jakubowski, Zygfryd Słoma, Teodor Anioła; klęczą od lewej: Henryk Wróbel, Jan Konenc, Andrzej Karbowiak, Karol Śmiłowski.

Karierę kończył w Noteci Czarnków, gdzie jego trenerem był dobrze mu znany Henryk Wróbel, a kolegą z zespołu był były lechita Edward Kuczko. Grali w tym czasie w trzeciej lidze, w tej samej grupie, w której kilka lat wcześniej występował Lech. Jan Kaczmarek kochał grę w piłkę, a więc w tym samym czasie stał się jednym z animatorów oldbojskiego grania z ramienia Kolejorza. Wykorzystywał każdą okazję, żeby spotkać się z kolegami.

Zanim w przyszłości wyjechał do Berlina Zachodniego, a co ciekawe zrobił to na tydzień przed wybuchem stanu wojennego, przymierzał się do pracy w roli trenera w Belgii lub Francji. Jednak ostatecznie ze względu na brak pewności co do swojej roli nie zdecydował się na to i posiadając cały czas etat kolejowy przeniósł się do Niemiec Zachodnich. Przez wiele lat nie miałem kontaktu z Janem, ale w kwietniu 2002 roku Lech rozgrywał w II lidze domowy mecz z Jagiellonią Białystok (wygrana 1:0 po golu Michała Golińskiego), której trenerem był wtedy Wojciech Łazarek. Przed spotkaniem poszedłem do Nastawni, patrzę, a tam wśród innych byłych lechitów siedzi Jasiu Kaczmarek. Była między nami duża różnica lat, ale zawsze czuliśmy do siebie dużą sympatię. Od razu poszedłem do spikera, Grzesia Hałasika i poprosiłem, żeby ogłosił, że na trybunach jest dzisiaj legendarny piłkarz Lecha.

W 2011 roku dzięki wsparciu byłych kolegów oraz kierownictwa klubu powrócił do Poznania. Pokazuje to, że przyjaźń wytworzona na boisku piłkarskim ma wymiar ponadczasowy. Wtedy odwiedziłem Jana i mieliśmy okazję powspominać stare czasy. Jednak jak się okazało był to już okres, kiedy dopadł go rak krtani i z każdym tygodniem coraz trudniej było mu się wysławiać. Podczas jednego z ostatnich spotkań usłyszałem od niego "Maciuś, to jest już mój ostatni mecz". Niestety miał rację. Przez całe życie nie lubił obłudy, mówił, że rozpozna każdego na swój nos i obojętnie z kim z byłych partnerów z boiska rozmawia się o nim to nie usłyszy się nawet półsłówka podważającego jego wielkość. Jan Kaczmarek - kierownik boiska i szatni z Lechem Poznań w sercu, który w życiu nie powiedział na klub złego słowa.

Zredagował Mateusz Jarmusz

Jan Kaczmarek oraz Maciej Markiewicz, 2011 rok

Następne mecze

Niedziela 20.09 godz.17:30
Lech Poznań
vs |
Warta Poznań
Niedziela 27.09 godz.15:00
Lech Poznań
vs |
Pogoń Szczecin

Polecamy

Newsletter

Zapisz się do newslettera

Więcej

KKS LECH POZNAŃ S.A.
ul. Bułgarska 17
60-320 Poznań

Infolinia biletowa:
tel. 602-368-268 (10:00-17:00)
tel. 602-368-369 (10:00-17:00)

Tel: 61 886-30-00
mail: lech@lechpoznan.pl
Biuro Obsługi Kibica

Chcemy, aby korzystanie z naszych stron było dla Ciebie przyjazne. W tym celu staramy się dopasować treści oraz prezentowane reklamy do Twoich zainteresowań i preferencji. Jest to możliwe dzięki przechowywaniu w Twojej przeglądarce plików cookies oraz przetwarzaniu gromadzonych za ich pośrednictwem danych osobowych przez nas i naszych partnerów. Przez dalsze, aktywne korzystanie z Serwisu, bez zmian ustawień przeglądarki, wyraziłeś na to zgody.
Dowiedz się więcej >

Zamknij