2020-04-29 11:41 Mateusz Jarmusz , PC Archiwum Jana Rędziocha, Maciej Opala

Wielcy trenerzy przeciwko Lechowi

W zeszłym tygodniu przypomnieliśmy sobie wielkie piłkarskie nazwiska, które na własne oczy mogli obserwować kibice zasiadający na trybunach stadionu przy ulicy Bułgarskiej. Ale co z trenerami? W tym temacie można powiedzieć, że było jeszcze lepiej, bo znajdziemy tutaj m.in. sir Alexa Fergusona, Juppa Heynckessa, Johana Cruyffa czy Franza Beckenbauera.

Historia Lecha Poznań jest fascynująca i tak naprawdę z każdą rywalizacją w ramach europejskich pucharów wiąże się jakaś dodatkowa historia, a klub, który wiele lat temu zaczynał raczkować na Dębcu odnalazł swoje miejsce w historii europejskiej piłki nożnej. Mamy na to kilka przykładów. Każdy kibic tego sportu zna historię o tym, jak Andoni Goikoetxea z Athleticu Bilbao złamał nogę Diego Maradonie, a wydarzyło się to tuż przed rewanżowym meczem Kolejorza z Baskami. Liverpool FC po tym, jak wyeliminował niebiesko-białych z Pucharu Europy dotarł ostatecznie do słynnego finału na Heysel, którego tragiczne wydarzenia ukształtowały europejską piłkę drugiej połowy lat 80-tych. A w 1982 do Poznania ze swoim zespołem przyjechał szkocki trener, który eliminując poznaniaków rozpoczął marsz po swój pierwszy sukces międzynarodowy, a obecnie rozczarowani kibice Manchesteru United tęsknie spoglądają na jego fotografie.

Chodzi tu oczywiście o sir Alexa Fergusona, który zameldował się w Poznaniu jako młody trener szkockiego Aberdeen FC, działo się to w ramach 1/8 finału Pucharu Zdobywców Pucharów w sezonie 1982/83. Można powiedzieć, że po losowaniu kibice byli zadowoleni, ponieważ dla każdego z nich szkocki futbol ograniczał się do dwóch nazw - Celtic oraz Rangers. Jednak tak naprawdę mieliśmy do czynienia z zespołem, który jako jedyny próbował przełamać duopol tych klubów i w 1980 roku został mistrzem Szkocji, a pod wodzą Fergusona praktycznie co sezon grał w europejskich pucharach. Co prawda, najczęściej ich udział szybko się kończył i w tym sympatycy Lecha upatrywali szansę drużyny trenera Wojciecha Łazarka. Jednak jak się okazało Szkoci przerastali nas piłkarsko i najpierw pewnie wygrali na własnym stadionie, a następnie dołożyli zwycięstwo przy Bułgarskiej. Kibice Kolejorza byli zszokowani, bo każdy był przekonany o tym, że wyjazdowa strata zostanie odrobiona. Jednak to, jak potoczyły się dalej losy Aberdeen na pewno osłodziło im gorycz porażki. W kolejnej rundzie szkocki zespół wyeliminował Bayern Monachium, następnie Waterschei Thor Genk (klub ten w przyszłości przekształci się w KRC Genk), a w finale zmierzył się z wielkim Realem Madryt pokonując go po dogrywce 2:1. Mało? Na początku kolejnego sezonu Alex Ferguson dołożył do gabloty Superpuchar Europy po pokonaniu Hamburger SV. Były to pierwsze międzynarodowe sukcesy trenera, który ostatecznie dla Aberdeen FC zdobył trzy mistrzostwa oraz trzy puchary Szkocji. Dzięki temu wyrobił sobie taką markę, że pod koniec swojej pracy w tym klubie równocześnie prowadził reprezentację tego kraju i pojechał z nią na Mundial do Meksyku w 1986 roku. Jednak porażki z Danią i RFN oraz zaledwie remis z Urugwajem sprawiły, że ta formuła szybko się wyczerpała, a sam Alex Ferguson kilka miesięcy później znalazł się w Manchesterze United. Wtedy rozpoczęło się 27 lat sukcesów, które zapisały go na stałe w panteonie najwybitniejszych trenerów wszechczasów. 13 mistrzostw Anglii, pięć pucharów tego kraju i dwie wygrane Ligi Mistrzów. Bez naciągania możemy powiedzieć, że to wszystko w pewien sposób rozpoczęło się w Poznaniu.

W tym samym sezonie Lech po raz pierwszy w swojej historii został mistrzem Polski i dzięki temu mógł pierwszy raz zagrać w Pucharze Europy. Losowanie nie było łaskawe i lechici od razu trafili na głęboką wodę, czyli mistrza Hiszpanii - Athletic Bilbao. Na ich ławce zasiadał zaledwie 33-letni Javier Clemente, który zapowiadał się na jednego z najlepszych hiszpańskich trenerów w ich historii. Na pewno był on zaskoczony pierwszym meczem w Poznaniu, kiedy lechici wygrali 2:0, a gdyby w drugiej połowie Mariusz Niewiadomski i Mirosław Okoński uderzali celniej, to skończyłoby się bardzo wysokim wynikiem. Sam Clemente po meczu bardziej skupiał się na pracy sędziów, niż na słabej grze swojego zespołu. Jednak później wydarzyło się to o czym zostało wcześniej wspomniane, czyli złamanie nogi Maradony, Goikoetxea został przywitany na własnym stadionie jak bohater, a nakręceni fanatycznym dopingiem piłkarze zrewanżowali się Lechowi wygrywając pewnie 4:0. Dla Javiera Clemente czas spędzony w Athleticu okazał się najlepszym w jego długiej trenerskiej karierze. Tamten sezon zakończył podwójną koroną broniąc tytułu mistrzowskiego oraz dokładając do tego Puchar Króla. Te sukcesy ostatecznie doprowadziły do tego, że w 1992 roku został mianowany selekcjonerem reprezentacji Hiszpanii i prowadził ją na trzech dużych turniejach, jednak nigdy nie dotarł z nią dalej niż do ćwierćfinału. W późniejszych latach nigdy nie nawiązał do sukcesów z początku swojej kariery trenerskiej, a z czasem prowadził coraz bardziej "egzotyczne" kadry narodowe od Serbii, przez Kamerun, kończąc w Libii. Obecnie ma 70 lat i jest trenerem reprezentacji Kraju Basków.

Fragment meczu Lech-Athletic Bilbao. W środku Józef Adamiec i Mariusz Niewiadomski, z prawej Andoni Goikoetxea (fotografia z archiwum pana Jana Rędziocha)

W 1985 roku Lech Poznań awansował do Pucharu UEFA, a los przydzielił poznaniakom Borussię Moenchengladbach, w której zdecydowanie największą gwiazdą był zasiadający na ławce trenerskiej, czterdziestoletni Jupp Heynckes. Legendarny zawodnik tego klubu, dla którego rozegrał ponad 300 meczów i zdobył cztery mistrzostwa Niemiec. Równocześnie znany jako reprezentant swojego kraju, mistrz Europy z 1972 roku oraz mistrz świata z 1974 roku. Lech w pierwszym meczu zremisował na wyjeździe 1:1, dlatego wszyscy byli pełni nadziei przed rewanżem. Poznański zespół komplementował sam Heynckes, który szczególnie wyróżniał Mirosława Okońskiego i uważał, że ten bez problemu poradziłby sobie w Bundeslidze. Jak pokazały kolejne lata - miał rację. Tak samo było w przypadku jego pewności co do wygrania w Poznaniu, ponieważ lechici ulegli Niemcom 0:2 i bardzo szybko musieli pożegnać się z europejskimi pucharami w tamtym sezonie. W kolejnych latach Heynckes wsławił się przede wszystkim jako aż czterokrotny trener Bayernu Monachium (łącznie cztery mistrzostwa Niemiec i wygrana w 2013 roku Liga Mistrzów) oraz opiekun zespołów hiszpańskich na czele z Athletic Bilbao i Realem Madryt (wygranie Ligi Mistrzów w 1998 roku). Obecnie przebywa on już na zasłużonej emeryturze, chyba, że ponownie zostanie wezwany w roli gaszącego pożar strażaka w Bayernie Monachium.

Trzy lata później do Poznania zawitał trener, którego na pewno możemy określić jako jednego z twórców współczesnej piłki nożnej, a możliwe, że nie pełniłby tej roli, gdyby piłkarze Lecha lepiej wykonywali rzuty karne. Oczywiście chodzi tu o Johana Cruyffa (główne zdjęcie), który w 1/8 finału Pucharu Zdobywców Pucharów zameldował się przy Bułgarskiej ze swoją FC Barceloną. Holender był fenomenalnym piłkarzem, "mózgiem" wielkiego Ajaxu Amsterdam, który trzy razy z rzędu wygrywał Puchar Europy i jednym z głównych wykonawców holenderskiej myśli szkoleniowej, która powoli przekształcała sposób myślenia o piłce nożnej. Jego inteligencja boiskowa była ogromna i nic dziwnego, że po zakończeniu kariery piłkarskiej postanowił zostać trenerem. Na początku był szkoleniowcem swojego Ajaxu, a w 1988 roku przejął FC Barcelonę i jego zadaniem było zrzucić w końcu z tronu Real Madryt. Jego początek był trudny i wielu mówiło, że w Poznaniu grał on o swoją posadę. Tym bardziej nie może dziwić jego zdenerwowanie po pierwszym meczu na Camp Nou, gdzie lechici prowadzeni przez trenera Henryka Apostela zremisowali 1:1. Przed rewanżem Cruyff bardziej niż polskiego zespołu obawiał się niskich temperatur, ale wydarzenia boiskowe musiały szybko to zweryfikować. Kolejorz grał z FC Barceloną jak równy z równym i ostatecznie doprowadził do serii rzutów karnych. Jak dobrze i boleśnie wiemy wygrała je drużyna z Katalonii, ale wystarczył jeden celny strzał Bogusława Pachelskiego i to poznaniacy cieszyliby się z awansu.

- Lech zaprezentował się dzisiaj znakomicie jako zespół, świetnie zagrał szczególnie w obronie. Jestem ogromnie zadowolony z tego awansu, bo został osiągnięty nad bardzo groźnym przeciwnikiem - w tych słowach Johan Cruyff komplementował niebiesko-białych, a na pewno po serii rzutów karnych spadł mu z serca ogromny kamień.

Przecież ta porażka mogła kosztować go posadę i bardzo szybko mogła skończyć się jego trenerska przygoda z FC Barceloną. Ostatecznie jego zespół dotarł do finału tych rozgrywek i pokonał w nim Sampdorię Genua 2:0. Osiem lat spędzonych w Katalonii przełożyło się jeszcze na cztery mistrzostwa Hiszpanii oraz wygranie Pucharu Europy w 1992 roku, a na jego pracy w przyszłości mieli wzorować się kolejni wielcy trenerzy tego klubu z Pepem Guardiolą na czele. W tym fragmencie widać, jak Lech Poznań mógł bardzo wpłynąć na historię współczesnej piłki nożnej. Gdyby… no właśnie. Gdyby.

Dwa lata później Kolejorz ponownie zdobył mistrzostwo Polski, a w Pucharze Europy najpierw wyeliminował grecki Panathinaikos Ateny, a następnie trafił na Olympique Marsylia. W obecnych czasach wydawałoby się, że jest to dobre losowanie, ale wtedy była to drużyna wypełniona gwiazdami europejskiej piłki, które poznaliśmy już w zeszłym tygodniu. Ten gwiazdozbiór prowadzony był przez wielką osobistość, czyli Franza Beckenbauera. Jako piłkarz był on symbolem Bayernu Monachium i reprezentacji Niemiec. Razem z wcześniej wspomnianym Heynckesem był mistrzem Europy oraz świata, a w klubie zdobył cztery mistrzostwa Niemiec oraz przede wszystkim trzy Puchary Europy w latach 1974-1976. Po zakończeniu kariery zawodniczej został selekcjonerem reprezentacji swojego kraju. To on prowadził Niemców w słynnych finałach z Argentyną. Najpierw w 1986 roku musiał przełknąć gorycz porażki, ale w 1990 roku wziął rewanż na drużynie, w której na boisku brylował Diego Maradona. Po rozstaniu z kadrą został trenerem marsylczyków i do Poznania jechał raczej pewny swego. Nikt nie spodziewał się, że Kolejorz rozegra fenomenalny mecz i pokona Olympique 3:2.

- Lech to bardzo dobra drużyna i jej siłą jest właśnie zespołowość. Zaskoczyło to jednak chyba moich graczy. Gole, które traciliśmy, to wstyd dla moich zawodników, choć podkreślam, że Lech to naprawdę świetny zespół i wygrał w pełni zasłużenie - tak na pomeczowej konferencji wypowiedział się słynny "Kaiser".

Dobrze wiemy jak wyglądał rewanż i nie ma co rozdrapywać na nowo ran, które pozostały po tamtych wydarzeniach. A jak dalej radzili sobie marsylczycy? Ostatecznie awansowali do finału, gdzie musieli uznać wyższość kolejnego zespołu, po którym na pewno się tego nie spodziewali. Dużą sensacją było to, że Pucharu Europy w górę wznieśli zawodnicy Crveny Zvezdy Belgrad. Beckenbauerowi na osłodę zostało mistrzostwo Francji, ale jego przygoda z tym klubem zakończyła się dosyć szybko. Później pracował jeszcze w Bayernie Monachium, ale mógł pochwalić się jedynie jednym mistrzostwem Niemiec oraz wygraniem Pucharu UEFA. W kolejnych latach spełniał się już raczej jako działacz, a nie trener piłkarski.

Franz Beckenbauer (w ciemnej kurtce) na pomeczowej konferencji prasowej w Poznaniu (fotografia z archiwum pana Jana Rędziocha)

Następne duże trenerskie nazwiska przy Bułgarskiej przyniosła dopiero Liga Europy w 2011 roku, kiedy to najpierw Kolejorz trenera Jacka Zielińskiego mierzył się z Red Bullem Salzburg Huuba Stevensa, a następnie Jose Maria Bakero debiutował w starciu z Manchesterem City Roberto Manciniego. Pierwszy z nich wsławił się przede wszystkim jako trener niemieckich zespołów. Najbardziej znany jest oczywiście z pracy w Schalke 04 Gelsenkirchen i nie może dziwić, że wielokrotnie był on obecny w krasomówczych popisach Tomasza Hajty. To właśnie z tym klubem holenderski szkoleniowiec sięgnął po Puchar UEFA w 1997 roku i dwukrotnie zdobywał Puchar Niemiec. Poza tym zasiadał na ławce trenerskiej Herthy Berlin, FC Koeln, Hamburgera SV, Stuttgartu oraz Hoffenheim. Był on również trenerem PSV Eindhoven, którego przez kilka lat reprezentował jako zawodnik. Pomimo tak bogatej kariery trenerskiej w tamtym sezonie musiał dwukrotnie uznać wyższość Lecha Poznań. Jednak zdecydowanie większe sukcesy na boisku, jak i ławce szkoleniowej ma na swoim koncie aktualny selekcjoner reprezentacji Włoch, czyli Roberto Mancini. Jako piłkarz był symbolem Sampdorii Genua oraz Lazio Rzym, a jako szkoleniowiec na szerokie wody wypłynął jako opiekun Interu Mediolan, z którym zdobył trzy mistrzostwa Włoch. Te sukcesy pozwoliły mu na objęcie posady w Manchesterze City, z którym ostatecznie przegrał w Poznaniu 1:3. Bomba Injaca, szczęście Arboledy i fenomenalny gol Możdżenia. Każdy kibic Lecha Poznań ma te bramki od razu przed oczami. Nie wiemy jak jest w przypadku Manciniego, ale dla Włocha wszystko co najlepsze miało się dopiero rozpocząć. To właśnie on w 2012 roku przełamał hegemonię innych zespołów i zdobył pierwsze mistrzostwo dla City od kiedy w klubie pojawili się ze swoimi pieniędzmi szejkowie.

W ostatnich latach również pojawiały się przy Bułgarskiej nazwiska, które już niedługo mogą być wśród tych najlepszych. Przecież w 2017 roku z Utrechtem do Poznania zawitał Erik ten Hag, który w kolejnym sezonie dotarł z Ajaxem Amsterdam aż do półfinału Ligi Mistrzów, a po drodze eliminował Real Madryt oraz Juventus FC. Natomiast rok później Kolejorz odpadł z eliminacji Ligi Europy z KRC Genk prowadzonym przez Philippe Clementa, który następnie zdobył mistrzostwo Belgii, po czym przeszedł do FC Brugge, z którym grał w tym sezonie w Lidze Mistrzów.

Tyle jeżeli chodzi o oficjalne spotkania, ale na pewno trzeba tutaj wymienić także towarzyski mecz z Borussią Dortmund z maja 2011 roku. Było to starcia, które było "wliczone" w transfer Roberta Lewandowskiego, a na trybunach stadionu przy ulicy Bułgarskiej zgromadziło tłumy kibiców. Szkoleniowcem tamtej Borussii był aktualny trener Liverpoolu, Jurgen Klopp. Swoimi osiągnięciami na pewno też zasługuje na miejsce na tej liście. W końcu dwa mistrzostwa Niemiec, wygranie Ligi Mistrzów oraz zapewne odzyskanie tytułu mistrzowskiego dla Liverpoolu po trzydziestu latach posuchy na pewno predysponują go ku temu.

Lista wielkich trenerskich nazwisk, które mierzyły się z Lechem Poznań na stadionie przy ulicy Bułgarskiej jest długa i dlatego postanowiliśmy wybrać tych "naj". Nie załapali się tutaj chociażby Joe Fagan, Oleg Romancew, Luigi Del Neri, Urs Fischer czy Paulo Sousa. Teraz wszystko w nogach zawodników trenera Dariusza Żurawia, żeby ponownie takie postacie przyjeżdżały ze swoimi zespołami na nasz stadion.

* część fotografii oraz cytaty pochodzą z książki Jana Rędziocha "Lech w europejskich pucharach" (Wydawnictwo Miejskie, Poznań 2005)

Next matches

Thursday

01.10 godz.19:00
Royal Charleroi SC
vs |
Lech Poznań

Sunday

04.10 godz.17:30
Piast Gliwice
vs |
Lech Poznań

Recommended

Newsletter

Subscribe

More

KKS LECH POZNAŃ S.A.
ul. Bułgarska 17
60-320 Poznań

Infolinia biletowa:
tel. 602-368-268 (10:00-17:00)
tel. 602-368-369 (10:00-17:00)

Tel: 61 886-30-00
mail: lech@lechpoznan.pl
Biuro Obsługi Kibica

This website uses cookies, which are vital for it to work properly. If you continue without changing your settings, you consent to our cookies on this device in accordance with our cookie policy.

Close