Lech Poznań dwa razy w historii strzelał Legii Warszawa pięć goli w meczu ligowym. Kibice świeżo w pamięci mają takie wydarzenie z poprzedniego sezonu, kiedy przy Bułgarskiej Kolejorz wygrał 5:2. Wcześniej zdarzyło się to w 1948 roku - w pierwszym historycznym starciu tych klubów. I to spotkanie przypomnimy w naszym cyklu 1klub1000historii.
Kolejorz debiutował w najwyższej klasie rozgrywkowej w 1948 roku. W 11. kolejce jako ZZK Poznań podejmował Legię, a starcie odbyło się 19 czerwca, bo przypomnijmy, że wówczas grano systemem wiosna-jesień. To był najlepszy moment sezonu dla Poznaniaków, którzy mieli dwie wygrane z rzędu - w derbach z Wartą (2:0) oraz na wyjeździe z Polonią Bytom (2:1). Taka miniseria już się nie powtórzyła, a tu przyszło jeszcze trzecie zwycięstwo, nad Legionistami. Emocje były ogromne, a wynik to 5:4 dla gospodarzy, którzy na Dębcu okazali się lepsi w obecności siedmiu tysięcy kibiców.
Rollercoaster wynikowy był niesamowity. Legia prowadziła po golu Stanisław Grządziela, wyrównał Zygfryd Słoma. 1:1 było do przerwy. Na 2:1 trafił Teodor Anioła, ale po chwili z karnego bramkę zdobył dla gości Stanisław Cyganik. Potem gospodarze odskoczyli na 4:2, a bramkarza pokonali Tadeusz Polka oraz Edmund Białas. To nie był koniec rywalizacji. Najpierw Grządziel, a potem Aleksander Szymański doprowadzili do stanu 4:4. Ostatnie słowo należało jednak do ZZK, Tadeusz Polka w 85. minucie trafił z rzutu wolnego i dał wygraną 5:4.
- Dawno już Poznań nie oglądał tak emocjonującego spotkania, jak w sobotę. Aktorami jego byli zawodnicy i stołecznej Legii i poznańskiego ZZK. Mimo śliskiego boiska i padającego i kapuśniaczka, grę przeprowadzono w szybkim tempie, a widowni dostarczono, zwłaszcza w drugiej połowie, dużo emocji. Trzykrotnie wynik był remisowy i dopiero w 85 min. zwycięstwo uzyskał ZZK, kiedy Polka z 20 m z wolnego strzelił ostatnią bramkę dnia. Obie drużyny, mając na uwadze, wysokość stawki, grały z temperamentem. Były zagrania radujące oko widza, ale w pobliżu bramki urywało się nagle wszystko l wyłaziła w swej całej krasie po prostu niezaradność. Po przerwie skuteczność strzałowe obu ataków poprawiła się mocno, co zresztą odzwierciadla sam wynik bramkowy - napisał w relacji Przegląd Sportowy.
Głos Wielkopolski poświęcił całkiem spory fragment relacji… warunkom pogodowym: - Angielskiej sobocie ligowej w Poznaniu nie towarzyszyła wprawdzie mgła - za to po długotrwałym okresie obezwładniających upałów spadł po południu orzeźwiający deszcz, którego z dawna pragnęli wszyscy z wyjątkiem - oczywiście - organizatorów meczu ZZK-Legia i jego 5 tysięcy świadków. Ci ostatni nie mieli - rzecz jasna - nic przeciwko tak pożądanemu nawodnieniu zeschniętej na wiór ziemi, woleliby jednak, aby naturalny ów proces odbywał się w chwili bardziej ku temu odpowiedniej. Nie był nią zaś okres 90 minut, w czasie których poznańscy Kolejarze ciężko zarabiali swoje dwa punkty na gościach warszawskich. Boisko pokryte kałużami wody i błotem nie było idealnym terenem do gry w piłkę nożną. Niejednokrotnie też zawodnicy, chcąc utrzymać równowagę na śliskiej mazi - musieli stosować pozy żywcem wyjęte z baletu. Również piłka, która nabierała zdradliwego poślizgu, dużo sprawiała kłopotu graczom i bramkarzom obu drużyn.
Legia zakończyła ten sezon na czwartym, a Kolejorz - szóstym miejscu w debiucie na najwyższym piłkarskim szczeblu.
Next matches
Saturday
02.05 godz.20:15
Motor Lublin
Lech Poznań
Recommended
Subscribe