2016-11-25 09:49 Andrzej Kuczyński

Co nam zostało z tamtych lat?

Wspomnienia. Tak, z tamtych, odległych lat pozostały głównie wspomnienia. Szanujmy je. Domagali się tego zawsze kulturalni, dwaj panowie z Kabaretu Starszych Panów. I słusznie. Bo co po nas pozostanie jeśli nie wspomnienia.

Przyszedł więc czas do westchnień o tym i o owym. Bo cóż z tego, że mamy teraz niezłą (bardzo dobrą? A może tylko lepszą od średniej?) drużynę. Z imponującym wyglądem stadionem przy Bułgarskiej. Aktualnie zwanym INEA Stadion. No i z wieloma wadami ukrytymi. A niektórymi jawnie podanymi na tacy. Patrz – murawa!

Powie ktoś: czego się facet czepia? Nie wie jak to było na Grzybowej na Dębcu?! Jeszcze tym poza Poznaniem. Albo wczesnym mateczniku dębieckim? Już tym w granicach miasta. A może na „im.22 Lipca” po dożynkach w 1974?

Które lata chciałbym krótko wspomnieć na początek? Myślę, że bardzo ciekawe. A z drugiej strony odchodzące w mrok niepamięci: koniec burzliwych lat czterdziestych i początek pięćdziesiątych.

To wówczas na piłkarskiej mapie Poznania doszło do trwałych przewartościowań w rankingu popularności klubów. Trudno je było przewidzieć po latach międzywojennych, kiedy Warta suwerennie panowała w mieście z rzeką o tej samej nazwie. I po rozgrywkach o tytuł po II wojnie światowej, choć nie w formule ligi w 1946 i w 1947. Wówczas „zieloni” byli odpowiednio wicemistrzem i mistrzem Polski. Gdy bili 5:2 krakowską Wisłę przy Rolnej, a to oznaczało wywalczenie złota. Ten niesamowity mecz, najczęściej zresztą wspominany przez sympatyków warciarzy do dzisiaj, był dla mnie pierwszą lekcją futbolu. Lekcją z najwyższego „C”.

Wydawało się, że po wspaniałym zwycięstwie 30 listopada 1947 roku – tak jak przed II wojną – znowu Warta będzie rządzić przez lata w grodzie Przemysława. Mówiąc językiem współczesnym: wystarczyło utrzymać skład. No może trochę go wzmocnić…

Ale to nie były lata transferów. Przywiązanie do barw klubowych było czymś oczywistym. Nikt nie ważył się tego kwestionować. Tym bardziej w pierwszych latach funkcjonowania nowego, „najwspanialszego z ustrojów”. Nie to co dzisiaj.

Metody pozyskiwania dobrych (czytaj: lepszych o naszych) zawodników były różne. Wywózki piłkarzy, wraz z ich rodzinami i meblami, to lata późniejsze. Ale tzw. delikatne naciski, pojawiały się wcześniej. Ot choćby przejście kapitana Warty Henryka Czapczyka do ZZK Poznań (potem Kolejarza, aż wreszcie Lecha). Jego ojciec pracował w Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego w Poznaniu. Sama nazwa wskazuje bliskie powiązania z kolejowym klubem. No i sugestywne rozmowy doprowadziły do zmiany barw przez „Ciapę”. W Warcie zawsze o jego wyłuskaniu mówiono jak o „zdradzie”. I wśród „zielonych” mówiono o nim później - „kolejarz”. A w Kolejarzu – „warciarz”. Tak było do końca długiego żywota Henia na tej najlepszej z planet.

Gdyby Czpaczyk nie przeszedł do klubu, wówczas dębieckiego, nie byłoby bramkostrzelnego ataku A – B – C czyli: Teodor Anioła - wykonawca, Edmund Białas - strateg i Henryk Czapczyk - technik. Jednego z najskuteczniejszych w historii polskiej ekstraklasy. Z pewnością o słynnym tercecie przyjdzie czas na wspomnienia niejeden raz.

A co do Warty i Lecha to ewenementem na skalę międzynarodową jest wzajemne poszanowanie ze strony sympatyków obydwu klubów. Derby w Poznaniu to nie wojna, ale wspólne kibicowanie. Nawet ze wspólnie zajmowanych miejsc. Tego zazdrości nam cała Polska. I słusznie.

Los sprawił, że mająca klasowo nieodpowiednie pochodzenie (klub wolnych zawodów, rzemiosła i handlu) Warta po mistrzostwie w 1947 roku staczała się coraz niżej. A Lech, z robotniczymi koneksjami, pasował po prostu do ustrojowego obrazu. I miał fart oraz drużynę, która na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych stopniowo, ale wyraźnie przejmowała rząd dusz. Chwilami bardzo wyraźnie, a np. w latach sześćdziesiątych w znacznie mniejszym stopniu.

Tę fascynację Kolejorzem w moim dziecięcym i młodzieńczym wieku tłumaczę sobie bardzo prosto. Na wyobraźnię wówczas wpływała ofensywna, skuteczna gra tamtejszych poprzedników Lecha. Wyniki: 8:4, 7:3, 8:0, 7:0 czy najwyższy 11:1, a więc rekordowy w wykonaniu Lecha w historii jego ekstraklasowych występów z Szombierkami Bytom w Poznaniu przyciągały fanów futbolu na trybuny. Bo tamten Kolejorz, choć trochę zbyt wiele bramek tracił, to dwa-trzy-cztery razy więcej strzelał.

Nie dziwię się też, że po tak wielu latach z satysfakcją zareagowano na trzy kolejne wygrane mecze dzisiejszego Kolejorza: 2:0 z Wisłą Płock, 5:0 z Ruchem w Chorzowie i 3:0 ze Śląskiem Wrocław. 10 goli strzelonych i czyste konto bramkarza!! Chciałoby się powiedzieć - trwaj chwilo!

Andrzej Kuczyński

PS. Ci, którzy mnie jeszcze pamiętają z dawnych lat wiedzą, że nie zapuszczałem wąsa. Ale akcję „Movember” popieram. Tym bardziej, że z onkologiczną przypadłością musiałem przed sześcioma laty stoczyć ostrą batalię. Wygrałem, ale licho nie śpi.

Next matches

Saturday

20.07 godz.20:00
Piast Gliwice
vs |
Lech Poznań

Friday

26.07 godz.20:30
Lech Poznań
vs |
Wisła Płock

Recommended

Newsletter

Subscribe

More

KKS LECH POZNAŃ S.A.
ul. Bułgarska 17
60-320 Poznań

Infolinia biletowa:
602-368-268 (9:00-17:00)
602-368-369 (9:00-17:00)

Tel: 61 886-30-00
mail: lech@lechpoznan.pl
Biuro Obsługi Kibica

This website uses cookies, which are vital for it to work properly. If you continue without changing your settings, you consent to our cookies on this device in accordance with our cookie policy.

Close